Advertisement
NH+AFF2020Nowe Horyzonty 2020PublicystykaZestawienia

4 filmy psychologiczne, które trzeba zobaczyć na #NH2020

Redakcja Filmawki
Filmy psychologiczne
© Materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty

Festiwal Nowe Horyzonty (w tym roku tworzący niesamowite duo z American Film Festival) to kopalnia produkcji nieoczywistych, pełnych ukrytych znaczeń, o szerokiej gamie interpretacyjnej. Filmy psychologiczne idealnie wpasowują się w to jakże rozległe spektrum. 

Psychika człowieka to tematyka, której nie da się zamknąć w kilku zdaniach opisu. Jej różnorakie aspekty można rozpatrywać na nieskończoną ilość sposobów. Jest to nie tylko piękne samo w sobie, ale również stawia solidne fundamenty pod wyjątkowe filmy psychologiczne. Takie, których scenariusze piszą ludzkie przeżycia, charaktery, osobowości.


Przeczytaj również: 4 filmy o dramacie jednostki, które trzeba zobaczyć na #NH2020

W poniższym zestawieniu skupiliśmy się produkcjach, które co prawda traktują o zawiłościach umysłów poszczególnych osób, lecz są pozbawione elementu oceny bohaterów i bohaterek. Nie znajdziemy w nich zbędnego umoralniania, przesadnego subiektywizmu lub zdecydowanych, zamkniętych zakończeń. Przecież każdy z nas jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju – nosząc na barkach konsekwencje popełnionych błędów, unikatowość własnego charakteru i nie tylko…


„Pora wylinki”, reż. Sabrina Mertens

Pora wylinki Sabriny Mertens jest filmem, który na długo zostanie w mojej pamięci. Półtora-godzinny seans w środku nocy wywołał u mnie dreszcze, a niektóre ze scen będą męczyć przez uczucie niepokoju, czasami nawet strachu, które wywołały.

Film jest dramatem psychologicznym, który powoli zmienia się w naprawdę niekomfortowy psychicznie horror. Nie ma tu co prawda jump-scare’ów czy innych tego typu zabiegów. Mertens pokazała aż nazbyt prawdziwie zaburzenia psychiczne w trzyosobowej rodzinie. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, ponieważ od dawna brak wzorca dla nowo narodzonych w rodzinie. Główną bohaterką jest Stephanie, jedyne dziecko Sybilli i Reinhardta. Matka z depresją i zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi – zbieractwem, ojciec, który jest nieobecny w życiu rodziny w takim stopniu, że wtapia się w tło każdej sceny, w której jest pokazywany. Cała rodzina oddala się od społeczeństwa, głównie z powodu depresji matki, która większość swoich dni spędza w łóżku. Mała Stephie, pozostawiona sama sobie, odkrywa „pamiątki” po dziadku, który zajmował się ubojem świń. Kiedy mała dziewczynka bierze w ręce tasak i nie ma przy niej nikogo, kto by jej zwrócił uwagę, wiemy, że to nie skończy się dobrze.

Mertens świetnie pokazuje uczucie klaustrofobii i odosobnienia rodziny poprzez ujęcia. Nie ma w nich dynamiki, zdecydowana większość dzieje się w domu, w małych, zagraconych pokojach. Dzięki przeskokowi o 10 lat widzimy również, jak zaburzenia rodziców wpływają na Stephanie. Nikt tu ze sobą się nie komunikuje, rozmowy są krótkie i omijają ich największe problemy szerokim łukiem. Stephie popada w konflikt z rodzicami, zaczyna się okaleczać, jej kiedyś wesołe rysunki wyglądają jak stopklatki z najbardziej krwawych horrorów.
Pora wylinki jest przerażający w swojej realizacji i realizmie. Naprawdę warty waszego czasu podczas trwania festiwalu oraz idealnie reprezentujący filmy psychologiczne. (Maja Rybak)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu

„W bezruchu”,  reż. Elisa Mishto

Główna bohaterka filmu W bezruchu od pierwszych minut przyciąga uwagę. Julie non stop nosi żółte gumowe rękawiczki, nawet w trakcie snu. Łatwo przychodzi jej unikanie ludzi, jak i wchodzenie z nimi w interakcje, które kończą się w niespodziewany sposób. Efektem jednego ze spotkań jest podpalenie auta przypadkowego kochanka. Kobieta trafia do prywatnego ośrodka psychiatrycznego, w którym dobrze już ją znają. Tym razem jednak przydzielona zostaje jej nowa opiekunka, która z biegiem czasu staje się równorzędnie zagmatwaną psychologicznie postacią filmu.

Istotą debiutu Elisy Mishto jest sportretowanie dwóch kobiet, które obrały różne drogi – jedna podąża schematem oczekiwań społeczeństwa wobec niej, druga za wszelką cenę wymyka się konwenansom. Obie zaczynają zadawać sobie pytania, dokąd ich to zaprowadzi. Finał W bezruchu niczym w Thelma i Louise sugeruje, że kobieca solidarność wygrywa nad tym, co inni nazywają zdrowym rozsądkiem. (Marta Ossowska)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu

„Szmer”, reż. Heather Young

Donna to człowiek, który sięgnął dna. Samotna alkoholiczka, skazana za jazdę pod wpływem, opuszczona przez własną córkę, z problemami z sercem. Zajmuje się zwierzętami w schronisku w ramach prac społecznych. Stają się one nowymi kompanami w jej życiu, w którym nie ma nikogo innego.

Szmer to obraz samotności. Misja ratowania zwierząt, którą bohaterka nakłada na samą siebie, jest dla niej szansą na odbudowanie swojego życia. Szansą, której trzyma się tak kurczowo, że ignoruje konsekwencje swoich działań, powoli zamieniając swoje mieszkanie w drugie schronisko. Zajmując się tymi, których nikt nie chce, daje nadzieję samej sobie.

To jeden z filmów, które mimo prostej formy, potrafią wywrzeć na widzu ogromne wrażenie. Heather Young, operując niewielkim budżetem, stworzyła bardzo czułą historię. Umiejętnie zarysowana postać Donny budzi empatię, a momentami nawet pozwala nam się z nią utożsamić. Sceny w schronisku budują więź między nami a zwierzakami. A jeśli kiedykolwiek mieliście własnego pupila, uwierzcie mi, ten film uderza wtedy podwójnie. Kotów, a także psów, na ekranie nie brakuje.

To jeden z najbardziej interesujących i niepozornych tytułów tego festiwalu, który bez wątpienia warto zobaczyć. (Mikołaj Krebs)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu

„Szesnaście mgnień wiosny”, reż. Suzanne Lindon

Suzanne jest szesnastoletnią dziewczyną znudzoną życiem oraz rówieśnikami. Ciągle dryfuje myślami daleko od dziejącej się przed jej oczami rzeczywistości, nie słucha kolegów i koleżanek w trakcie monotonnych spotkań. Błąka się po paryskich ulicach i liczy na to, że wreszcie w jakiś sposób odmieni się jej los. Z kolei Raphael jest stroniącym od towarzystwa drugoplanowym aktorem w miejskim teatrze. Rankiem zawsze je śniadanie w tej samej knajpie, wieczorami asystuje bardziej doświadczonym partnerom na scenie. Nudzi się i na nic nie czeka. Oczywiście, ich drogi się przecinają, a trudne do zdefiniowania uczucie zaczyna wymykać się spod kontroli. Tylko czy nie jest niczym złym, że ona jest niepełnoletnia, a jej adorator jest dwadzieścia lat starszy?

Styl Szesnastu mgnień wiosny jest zimny, choć niekiedy pojawiają się bardziej ckliwe partie w postaci wspólnych tańców – zarówno w barze, jak i na scenie teatralnej. Często pojawiają się zbliżenia na twarze bohaterów, jak gdyby dało się przeniknąć skórę i w pełni poznać myśli przebiegające przez głowę. Lindon skutecznie balansuje między artystycznym kinem, dla którego często cechą charakterystyczną jest “chłodna wiwisekcja relacji międzyludzkich”, a uroczą, niemalże mainstreamową, tragikomedią romantyczną, w której opowiada się o dwójce ludzi nie do końca dostosowanych do życia w społeczeństwie. Pragnących jedynie ciepła drugiego ciała i możliwości przeprowadzenia szczerej rozmowy.

Prezentowane na Festiwalu Nowe Horyzonty Szesnaście mgnień wiosny to przyjemnie odświeżające mikrodzieło o miłości jako szansie na przełamanie życiowego impasu. Filmy psychologiczne to nie tylko oklepane schematy ludzkich zachowań. (Marcin Kempisty)

Film zobaczycie online na stronie festiwalu.

Pełna recenzja “Szesnastu mgnień wiosny” 

Zachęcamy również do zapoznania się z innymi zestawieniami

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.