Advertisement
PublicystykaZestawienia

Harry Potter i 20 Najlepszych Filmowych Scen – [ZESTAWIENIE, cz. I]

Redakcja Filmawki
Harry Potter. zestawienie
fot. "Harry Potter" / materiały prasowe

Zdaje się, że Harry Potter na dobre zagościł w serwisach streamingowych. Tam, gdzie się pojawił, zdominował statystyki oglądalności, odsuwając na dalszy plan inne, do tej pory popularne, produkcje. Nie jest jednak dla nas żadnym zdziwieniem, że tak wiele osób zdecydowało się na sentymentalną podróż do Hogwartu, by raz jeszcze towarzyszyć młodym czarodziejom w ich przygodach.

Saga, której matką jest J.K. Rowling, jest od wielu lat kultowa, a wraz z dorastaniem pierwszych i najwierniejszych fanów, stała się także wielopokoleniowa. Najprawdopodobniej nie będzie nam dane wybrać się na kolejną część filmu do kina. Dlatego też uznaliśmy, że zawitanie przez Harry’ego i przyjaciół do waszych domów to najlepszy moment na wspomnienie naszych ulubionych scen z czterech pierwszych odsłon filmowej serii.


“Harry Potter i Kamień Filozoficzny”


1. „Mamo? Tato?”

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
fot. Harry Potter i Kamień Filozoficzny / FILMGRAB

Chyba wszyscy się zgodzą, że ta scena jest nie tylko jednym z najbardziej wzruszających momentów w pierwszej części sagi. To także prawdopodobnie najważniejszy moment dla młodego czarodzieja, jakim był wtedy Harry. Jedenastolatek został rzucony na głęboką wodę bardzo szybko, gdy Hagrid wprowadził go w tajniki magicznego świata oraz wyprawił do szkoły. Harry dowiedział się też chwilę wcześniej, że jego rodzice nie zginęli wcale w wypadku samochodowym, a od czarodziejskiego zaklęcia. Naturalnym było zatem, że Potter w Hogwarcie będzie starał się znaleźć nowy dom. Odniosłam wrażenie, iż po ujrzeniu przez Harry’ego swoich rodziców w zwierciadle Ain Eingarp jego serce już wtedy na dobre zadomowiło się po magicznej stronie świata. Nic innego nie mogło dać mu spotkania z matką oraz ojcem – tylko czary. Choć był to moment ulotny, pozostawiający pustkę nie tylko w sercu Harry’ego, ale też w sercach widzów, to jestem przekonana, że po tym zdarzeniu Hogwart był młodemu Potterowi dużo bliższy niż dotąd. (Anna Czerwińska)

2. „Za wysoko, Potter? Strach cię obleciał?”

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
fot. Harry Potter i Kamień Filozoficzny / FILMGRAB

Mam wrażenie, że gdy sięgamy po największe kinowe produkcje, rzadko zagłębiamy się w to, jak powstały. Podczas mojego pierwszego spotkania z filmowym Potterem pochłonęła mnie magiczna otoczka, a nie rozważania nad tym, co musiało się stać, żeby ta produkcja ujrzała światło dzienne. Brzmi to jak jeden wielki truizm, ale to wprawdzie ciekawe zjawisko, gdy na ekranie obserwujemy narastające napięcie między bohaterami, którzy w rzeczywistości są przyjaciółmi. W jednej chwili Hermiona Granger pała nienawiścią do Draco Malfoya tylko po to, by po chwili wrócić do bycia Emmą Watson, grającą w “łapki” z Tomem Feltonem.

Na magię nie tyle samego Pottera, co kina w ogóle, składa się także proces kręcenia poszczególnych scen. Na treningu Quidditcha widzimy Harry’ego, który po raz pierwszy siada na miotle i nie ma pojęcia, co robić. Z perspektywy widza chłopak w okamgnieniu wzlatuje w powietrze, choć w rzeczywistości pomaga mu, wcale nie taki czarodziejski, mechaniczny podnośnik. Hogwart, który dla nas jest ogromnym zamkiem, to tylko greenscreen albo kawałek atrapy. I choć liczy się efekt końcowy, przepełniający widza magią i miłością do tego zaczarowanego świata, warto mieć gdzieś z tyłu głowy, co stoi za powstaniem filmów. (Paweł Gościniak)

3. „Chcesz powiedzieć, że to co zabiło jednorożca… Co piło jego krew…”

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
fot. Harry Potter i Kamień Filozoficzny / FILMGRAB

Świat Hogwartu, poza oczywistym zachwytem wszechobecną magią, miał w sobie też aurę tajemnicy. Enigmatyczny korytarz na Trzecim Piętrze, troll w lochach i duchy w każdej Sali. Jednak to Zakazany Las był najmroczniejszym zakątkiem tego świata. Szczególnie, gdy trzeba udać się do niego w nocy, za kompana mając jedynie irytującego blondaska i tchórzliwego psa… To właśnie tam doszło do najstraszniejszej w całym Kamieniu Filozoficznym konfrontacji, gdy tajemniczy osobnik bezdusznie wysysa krew z konającego jednorożca.

Bez względu na to, czy czytamy tę scenę symbolicznie (jednorożec jako uosobienie czystości i niewinności), czy dosłownie, ciężko nie odczuć, że Harry znalazł się w o wiele poważniejszym niebezpieczeństwie niż zakładał. Wtedy właśnie dowiedział się, że w szkole kryje się coś, czego poszukują siły zła, a zagrożenie jest tuż obok. Od tego momentu urocza nauka zaklęć i ucztowanie w Wielkiej Sali przestało być jedynym punktem zaczepienia. Choć pierwszą część nie bez powodu uznaje się za najradośniejszą, to warto jednak pamiętać, że już tutaj zasiano ziarno lęku. Nie wszystko w świecie czarodziejów jest tak urocze, a ofiarą może paść dosłownie każdy. To również scena bardzo ważna, gdyż ukazuje bezpośredni wpływ obecności Sami Wiecie Kogo na Harry’ego. Wystarczy rzut oka na zakapturzoną postać, by Potter wykrzywił się z bólu i abyśmy my już nigdy nie chcieli wracać do Zakazanego Lasu (o czym jeszcze przy okazji drugiej części). (Norbert Kaczała)

4. „Królowa mnie zabije.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
fot. Harry Potter i Kamień Filozoficzny / FILMGRAB

Nic tak nie podnosi stawki jak ekspozycja samego siebie podczas walki. Intensyfikujący całą przygodę John Williams (kompozytor) zrobił to, na czym zna się najlepiej. Niesamowite modele szachów czarodziejów i ich pozbawione wyrazu twarze zwielokrotniają przerażenie zarówno w oczach bohaterów, jak i naszych. Nawet jeżeli chwilę później dowiadujemy się, że partia jest już wygrana, wciąż czujemy jej ciężar oraz cenę. Młody Ronald wykazuje się niespodziewanym bohaterstwem oraz trzeźwością umysłu. Udowadnia swoją wartość, odwagę oraz skłonność do poświęceń. Przekazując swojemu bohaterowi pałeczkę, reżyser Chris Columbus eksponuje jego przenikliwość, szachowe doświadczenie (pomimo młodego wieku) oraz ducha klasycznego Weasleya – niewidocznego żołnierza drużyny „tych dobrych”. Wniosek jest jeden, tym razem geniuszem okazał się ktoś jeszcze, aniżeli tylko Harry lub Hermiona.  (Martin Reszkie)

5. „Tam to nie dom. Nie mój.”

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
fot. Harry Potter i Kamień Filozoficzny / FILMGRAB

Jest coś w tych pierwszych filmach od Chrisa Columbusa. Może to sentyment, przez co nie da się umieścić ich na końcu, wśród najgorszych filmów z serii. O ile ktoś taką listę robi. Do dziś pamiętam, jak podczas pierwszego seansu Kamienia Filozoficznego siedziałam na fotelu z książką otwartą na kolanach; bardzo mało rzeczy potrafi zastąpić ten dreszczyk ekscytacji. Do dziś nie zapomnę również ostatniej sceny z pierwszego filmu, gdy Harry żegna się z Hagridem przed powrotem do szarego i nieprzyjaznego domu z numerem 4 przy Privet Drive w Surrey. Wciąż pamiętam słowa, które wypowiedział tuż przed wejściem do pociągu, do Rona i Hermiony: “Tam to nie dom. Nie mój”. Dokładnie wtedy, po zakończeniu pierwszego roku, zdajemy sobie sprawę, że ten mały chłopiec mieszkający w komórce pod schodami, w końcu znalazł swoje miejsce na ziemi. Nie chodzi o to, że każdy w tym nowym świecie zna jego imię. To właśnie tam znalazł ludzi, którzy stają się jego rodziną. Najpierw Hagrid, potem Ron, Hermiona. To oni będą z nim na dobre i na złe, walcząc po jego stronie do samego końca. Piękny początek wspaniałej przygody. Z taką drużyną można ruszać w drogę. (Maja Rybak)


“Harry Potter i Komnata Tajemnic”


1. „Pan nie słyszy?”

 Harry Potter i Komnata Tajemnic
fot. Harry Potter i Komnata Tajemnic / FILMGRAB

Sława to kapryśna przyjaciółka. Raz przychodzi wraz z fanką, proszącą o podpisanie jakiegoś kawałka pergaminu. Innym razem zjawia się pod postacią Bazyliszka pragnącego usunięcia wszystkich szlam ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Wsłuchujący się w jego głos Potter mógł przypomnieć sobie chwile prób, którym musiał podołać podczas drogi do Kamienia Filozoficznego. W chwili przepełnionej grozą i poczuciem nadchodzącego zagrożenia, w najbezpieczniejszym zamku w całej Wielkiej Brytanii, słyszał głos mówiący o śmierci. Tej samej, której zadania obawiał się z ręki Quirella ledwie kilka miesięcy wcześniej – nagłej, brutalnej i niewybaczalnej.

Kamera wykonująca półobroty jedynie zwiększa poczucie zdezorientowania i zagubienia w pustej przestrzeni. Pomimo odpowiedniego doświetlenia całej scenerii, można wyczuć zmianę tonacji filmu. Jego mrok oraz tajemnicę spowijającą mury, przedzierającą się na korytarze, której nie przypudruje nawet pięciokrotny laureat nagrody Najbardziej Czarującego Uśmiechu tygodnika „Czarownica”.  Dorównując Potterowi kroku, napędza świadomość groźby, która niedługo później wybrzmi na ścianie, napisana krwią. (Martin Reszkie)

2. „Wrogowie dziedzica, strzeżcie się!”

Harry Potter i Komnata Tajemnic
fot. Harry Potter i Komnata Tajemnic / IMDb

Komnata Tajemnic to pierwszy film z sagi, który zobaczyłam gdzieś przypadkiem w telewizji. Miało to miejsce prawie 20 lat temu, ale do dziś pamiętam przerażenie, jakie czułam jako berbeć, oglądając tak naprawdę tylko fragment. Przeżyciem prawie ekstremalnym były szepty Bazyliszka, który poruszał się w rurach. Jednak to właśnie krwisty napis na ścianie zrobił na mnie największe wrażenie. Po pierwsze, pojawienie się “The Chamber Of Secrets had been opened. Enemies of the heir, beware.”, stanowiło preludium do sekwencji kulminacyjnych. Już sam ten fakt jeżył włos na karku. Dla mnie te dwa zdania były natomiast estetycznie nie do zniesienia. Najpierw jako dziecko musiałam zmierzyć się z upiornymi odgłosami gigantycznego węża (czego jeszcze wtedy nie wiedziałam, tym straszniejsze wydawały mi się te dźwięki). Później mym oczom ukazała się krwista wiadomość. Pomijając jednak kwestie preferencji doznań wizualnych. Informacja o otwarciu Komnaty Tajemnic przeniosła zarówno bohaterów, jak i widzów, do najmroczniejszej części filmu i wyraźnie oddzieliła domysły od prawdy. (Anna Czerwińska)

3. „Hagrid, czy to ty?”

Harry Potter i Komnata Tajemnic
fot. Harry Potter i Komnata Tajemnic / FILMGRAB

W życiu nie bałem się pająków. Sam miałem okazję kilka z nich hodować. Ale jeśli jest w całym moim życiu doświadczenie, które mogłoby wywołać we mnie arachnofobię, bez wątpienia byłaby to scena rozmowy z Aragogiem. O koszmarogennym potencjale kilkumetrowego pająka nie muszę nikogo przekonywać, jednak mój lęk brał się z kilku innych czynników. Po pierwsze – skrycie w cieniu. Nieznaczne refleksy światła na wszystkich ośmiu oczach pająka, nadały mu wiarygodnej namacalności, przez co niemal fizycznie czuło się na sobie jego spojrzenie. Nawet pomimo faktu, że Aragog był niewidomy. Choć wszystkich, którzy znaleźli się w gnieździe, rozpoznawał po dźwięku i zapachu.  Wszechobecny mrok pomagał też przy tuszowaniu ewentualnych animatronicznych niedoróbek. Dzięki temu pająk ani przez moment nie wydał się sztuczny.

Po drugie – głos. Choć w oryginale w głosową rolę pająka wcielał się Julian Glover, polscy dubbingowcy podjęli decyzję, by Aragog przemówił głosem… Hagrida. Niezapomnianego Marka Obertyna. Kilkuletni ja nie potrafił pojąć, dlaczego głos ukochanego gajowego dobiega z paszczy ośmionogiej bestii i czemu teraz brzmi tak strasznie. Byłem przeświadczony, że Aragog permanentnie cierpi, bowiem każde słowo brzmiało tak,  jakby przepełniał je ogromny ból. Przerażające pytanie „Hagrid, czy to ty?” wciąż niesie się echem po mojej głowie, głównie dlatego, że sam musiałem je wtedy zadać. I wierzcie mi, bardzo bym chciał, żeby to był Hagrid. (Norbert Kaczała)

4. „Pan dał Zgredkowi kawałek ubrania. Zgredek jest wolny.”

Harry Potter i Komnata Tajemnic
fot. Harry Potter i Komnata Tajemnic / IMDb

Zgredek jest bardzo pocieszną postacią, która co prawda nie dostaje wiele czasu ekranowego, a mimo to nawiązuje z widzem pewną specyficzną więź. Początkowo niełatwo go polubić, gdyż wydaje się być wrogiem przeszkadzającym Harry’emu w powrocie do Hogwartu. Jego wizerunku wcale nie poprawia owijanie w bawełnę czy hałasowanie poprzez uderzanie głową w kolejne meble w pokoju młodego czarodzieja. Nie wspominając już o soczystym, wybuchowym cieście, wymierzonym wprost w gości wujostwa.

Jednak jeszcze w tej samej części Zgredek daje się nam poznać jako prawdziwy i oddany przyjaciel Pottera. Scena, w której Harry konfrontuje się z Lucjuszem Malfoyem i wręcza mu dziennik Toma Riddle’a, jest niezwykłym wyrazem tego, dlaczego tytułowy bohater jest prawdziwym Gryfonem. Wyraża to poprzez wdzięczność i lojalność wobec Zgredka, które skutkują wręczeniem mu skarpety w bardzo nieoczywisty sposób. Skrzat-przyjaciel, już nie sługa, ratuje go od śmierci z ręki śmierciożercy, będącego o krok od wystrzelenia zaklęcia Avada Kedavra. Scena ta porusza mnie za każdym razem, szczególnie ze względu na jej konsekwencje. — Obiecaj mi jedno. Nigdy więcej nie próbuj ratować mojego życia — mówi Harry. Wszyscy wiemy, że Zgredek nie posłuchał tej prośby w Insygniach Śmierci. (Paweł Gościniak)

5. „Hogwart bez Ciebie nie istnieje.”

Harry Potter i Komnata Tajemnic
fot. Harry Potter i Komnata Tajemnic / FILMGRAB

Hagrid jest jedną z najważniejszych postaci drugoplanowych całej serii. Nic więc dziwnego, że kolejna scena, którą wybrałam, jest właśnie z nim. Pocieszny pół-olbrzym z wielkim serduchem. Jak go tu nie lubić? Niesłusznie oskarżony jeszcze w szkole, zła sława ciągnie się za nim latami, a pomimo tego znajduje on radość życia. Tak samo jest po jego powrocie z Azkabanu w Komnacie Tajemnic. Nie daje po sobie poznać, gdzie spędził ostatnie tygodnie i jakie męczarnie spotkały go w czarodziejskim więzieniu. Zamiast tego wbija na Wielką Salę, gdzie wszyscy świętują kolejny sukces Harry’ego i jego przyjaciół. Hermiona została uzdrowiona, podobnie jak reszta spetryfikowanych, dlatego brakowało tylko Hagrida, aby Hogwart znów był pełen. Ten przekochany pół-olbrzym wita się narzekaniem na Erola. Chwilę później kieruje się w stronę Harry’ego i reszty ekipy. “Hogwart bez Ciebie nie istnieje”, Hagridzie. I to prawda. Hogwart bez Hagrida nie jest tym samym miejscem.

Jest to drugi pełny radości i nadziei finał, dlatego trzeba go pielęgnować, bo już dwa lata później nie było nam dane oglądać podobnych, pięknych i ciepłych scen na sam koniec roku w Hogwarcie. Takie happy-endy właśnie lubię najbardziej. (Maja Rybak)


“Harry Potter i Więzień Azkabanu”


1. „Weeeeee Hooooooo!!!”

Harry Potter i Więzień Azkabanu
fot. Harry Potter i Więzień Azkabanu/ IMDb

Więzień Azkabanu jest u mnie na pierwszym miejscu wśród ekranizacji Harry’ego Pottera. Jest w tym filmie atmosfera pełna magii, ujęcia są przepiękne. To jak Cuarón podszedł do całej historii, podbiło moje serducho. Tego zachwytu, co przy trzeciej części, nie czułam ani przy wcześniejszych, ani przy późniejszych filmach. Podobnie jest ze sceną przedstawiającą pierwszy lot Harry’ego na Hardodziobie. Hipogryfy to przepiękne i majestatyczne wręcz stworzenia magiczne, więc samo to, że Harry leci na jednym z nich, jest dosyć niesamowite.

To, w jaki sposób lot jest nam przedstawiony; ciarki mam za każdym razem, niemal czuję ten wiatr we włosach, adrenalinę i… wolność. Bo to właśnie ją wydaje się czuć Harry podczas lotu; wolność zapierającą dech w piersiach, ale jednocześnie rozpierającą naszą klatkę piersiową krzykiem radości. Jest to dla mnie wyjątkowa scena, ponieważ tego typu swobody Harry miał dane zaznać dopiero w Hogwarcie, lecz lot na Hardodziobie jest jeszcze innym jej rodzajem. Plus, na sam koniec to właśnie na tym hipogryfie Syriuszowi udaje się uciec. Mały foreshadowing? Również bez tego bardzo kocham tą scenę, jest ona moją najbardziej ulubioną. Nie tylko z trzeciego filmu, ale całej serii. (Maja Rybak)

2. „Gdzie on jest, Syriuszu?”

 Harry Potter i Więzień Azkabanu
fot. Harry Potter i Więzień Azkabanu/ IMDb

Mam tutaj na myśli, rzecz jasna, spotkanie Hermiony, Harry’ego i Rona z Remusem, Syriuszem oraz Snapem. Po raz kolejny wybrałam zatem scenę, która jest z różnych względów bardzo ważna, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że przełomowa. Ma ona szczególne miejsce w moim sercu z uwagi na spektrum emocji, jakie prezentuje. Z jednej strony mamy przerażone dzieciaki, z drugiej zaś racjonalnego i opanowanego Remusa, który ostatecznie przeżywa swój mały wybuch radości na widok Syriusza. Black jest z kolei jeszcze nieco straszny i szalony. Na końcu do Chaty wpada Snape – wściekły i w bojowym nastroju.

Cały ten kogel-mogel dodatkowo okraszony zostaje piskliwym głosem Rona, chociaż tym razem miał realny powód, by tak zareagować. Rozwikłanie zagadki tożsamości jego „szczura” było kolejnym momentem, gdy zarówno bohaterowie, jak i widzowie, łapali się za głowy, nie dowierzając w to, co się dzieje. To jest chyba przepis na “potterowskie” sceny, pretendujące w moim rankingu do miana najlepszych – lubię widzieć, że rozumiemy się z postaciami co do reakcji na dane wydarzenia, a w tle słychać lamentującego Ronalda. (Anna Czerwińska)

3. „Czy chciałbyś u mnie zamieszkać?”

Harry Potter i Więzień Azkabanu
fot. Harry Potter i Więzień Azkabanu/ FILMGRAB

Cisza przed burzą. Chwila wytchnienia po trudnym pierwszym kontakcie we Wrzeszczącej Chacie. Milcząca sceneria, podziwianie majestatu potężnego gmachu Hogwartu. Krótka rozmowa, prawie jak na spotkaniu rodzinnym. Chwila beztroskiego kontaktu, nadziei na oczyszczenie z zarzutów Syriusza. W tle oczywiście Ronald panikuje, pojękując o amputacji nogi, ale nie ma takiej rany jakiej pani Pomfrey nie sklei.

W tle tej krótkiej konwersacji Harry’ego z jego ojcem chrzestnym dzieje się całkiem sporo. Wspomniany Ron rozmawia z Hermioną, Lupin wychodzi wraz z błagającym o ocalenie Glizdogonem. Dzięki wprawnej ręce Cuarona nie tracimy nawet na moment tego, co w tej chwili jest najważniejsze. Jak się okazuje – jednej z ostatnich wspólnych chwil Pottera z resztą rodziny, która mu pozostała. Rodziną, której nie było mu dane poznać, ponieważ została mu odebrana w pierwszych latach życia. Tym boleśniejsza jest to scena, gdy spojrzymy na nią bardziej całościowo. Ta jedna z niewielu szans na szczęście, także po opuszczeniu murów szkoły, została zakończona zaledwie wstępem do rozmowy o wspólnym domu. (Martin Reszkie)

4. „Wszyscy wiemy że jesteś dobry Remus…”

Harry Potter i Więzień Azkabanu
fot. Harry Potter i Więzień Azkabanu/ FILMGRAB

Jeśli jednak mam szukać w serii o młodym czarodzieju sceny, która faktycznie mnie straumatyzowała, muszę obarczyć winą Alfonso Cuarona i przerażającą transformację profesora Lupina. Więzień Azkabanu w swojej esencji podejmuje temat lęku i walki z nim, ale ja wciąż przez lata nie potrafiłem do tej walki stanąć, wychodząc z pokoju, gdy tylko pojawiała się omawiana scena. Cuaron przeszedł sam siebie, by w ciągu kilku minut, aurę już i tak ponurej tajemnicy, przemienić w czysty horror. Nie dziwi mnie fakt, że lubiana przez nas postać skrywa w sobie potworny sekret, bo widzieliśmy to już nie raz. Jednak tutaj zmiana w potwora jest procesem fizycznie druzgocącym. Powoli wykrzywiające się ciało Remusa, połączone ze zniekształcającym się jękiem, który z czasem przechodzi w skomlenie, powoduje w widzu zupełną dezorientację.

Nie wiem, czy bardziej powinienem tej istocie współczuć, czy się jej obawiać. Wilkołak bardzo bezpośrednio pokazuje swoją niebezpieczną stronę, atakując naszych bohaterów. Jednak wystarczy kilkusekundowe spojrzenie na tę wychudzoną sylwetkę, by przestać zauważać w nim jedynie bestię. To właśnie klucz do efektywności tej sceny, bowiem zamiast uciekać w wyświechtane wizerunki kolosalnych, owłosionych i bardziej przypominających Hulka niż wilka monstrów, Cuaron pokazuje wilkołaka takim jakim powinien być od zawsze – jako udręczonego. Całą atmosferę potęguje też złowrogie i zimne światło księżyca, na tle którego nawet pojedynczy krzak prezentuje się złowieszczo. Nie mówiąc o patrzącym wprost na Harry’ego Glizdogonie, szczerzącym swoje szczurze zęby… Okropność. (Norbert Kaczała)

5. „Expecto Patronum!”

Harry Potter i Więzień Azkabanu
fot. Harry Potter i Więzień Azkabanu/ FILMGRAB

Więzień Azkabanu jest jedną z moich ulubionych części serii, głównie ze względu na swój specyficzny, mroczny klimat. Jest to też na swój sposób przełomowa część, która sprowadza cykl Pottera na nieco poważniejsze tory. Choć już w Komnacie Tajemnic mieliśmy do czynienia z zagrożeniem życia (np. w przypadku Ginny), to dopiero trójkę traktuję jako kamień milowy. Jednym ze świetnie podkreślających tę powagę momentów jest scena, podczas której Harry cofa się z Hermioną w czasie i oczekuje na przywołanie patronusa przez swojego ojca. Wszystko po to, aby uratować Syriusza — właściwie jedynego bliskiego członka rodziny, jakiego miał okazję poznać za życia.

Zmianie ulega nie tylko seria, ale także sam bohater, który początkowo uznaje, że to jego ojciec wyczarował patronusa (nic dziwnego, skoro duchowym zwierzęciem obydwu z nich był jeleń). Jego pewność siebie i zaangażowanie w ochronę bliskich mu osób momentalnie wchodzi na zupełnie inny poziom, gdy dociera do niego, że Jamesa nie ma obok. Musi więc działać sam. Chwila, gdy z jego różdżki wydostaje się oślepiające światło, zderzające się z ciemnymi dementorami, również zapada w pamięć. Pokazuje, jak wiele dla bohatera znaczą jego bliscy oraz jak ogromny ma on potencjał w magicznym świecie. (Paweł Gościniak)


“Harry Potter i Czara Ognia”


1. „To nie Irlandczycy!”

Harry Potter i Czara Ognia
fot. Harry Potter i Czara Ognia / IMDb

Wracamy na chwilę do niszczenia dziecięcej frajdy kosztem działań Czarnego Pana. Razem z przyjaciółmi obejrzeliście właśnie fantastyczny mecz Quidditcha, wygłupiacie się w wolne popołudnie i jak mawia młodzież – chillera utopia. Dopóki na pole namiotowe nie wtargną zakapturzeni nieznajomi, którzy postanawiają puścić wszystko z dymem. Na tym etapie jeszcze nie wiemy kim są Śmierciożercy, ale nie musimy wątpić w ich nadrzędną dyrektywę. Tutaj po raz pierwszy tak czytelnie widzimy, jakie zniszczenie niosą za sobą poplecznicy Voldemorta i jak niewiele znaczy dla nich życie postronnych. Otoczone płomieniami postacie w szpiczastych kapturach to ikonografia, która nawet bez historycznych konotacji wywołuje niepokój. Znając szereg uprzedzeń Śmierciozerców, wybór takiego image’u nie powinien dziwić.

To chyba niestety jedna z niewielu okazji, gdy mamy szansę obserwować czarnoksiężników w całej swojej złowieszczej krasie. Nawet w dalszej części Czary Ognia zdają się być wyłącznie pachołkami w głupawych maskach.  Na szczęście, z filmu na film będzie coraz lepiej, choć do poziomu terrorystów z Mistrzostw Świata w Quidditchu już nigdy nie uda im się wrócić. Cała scena jest jednak przerażająca nie tylko przez widok wszechobecnego chaosu, ale także jego konsekwencji. Spopielone namioty, dopalające się resztki ludzkiego dobytku, a pośród tego zapewne dziesiątki trupów. I tylko jeden szemrany typ w skórzanym płaszczu, bez mrugnięcia okiem rozpala nad sceną zbrodni Mroczny Znak. Przekaz dla świata czarodziejów i widza jest czytelny. Już nigdzie nie jest bezpiecznie. (Norbert Kaczała)

2. „Harry, to Krum!”

Harry Potter i Czara Ognia
fot. Harry Potter i Czara Ognia / IMDb

Scena cudna, fantastyczna i magiczna. Nie znam nikogo, na kim nie zrobiłaby wrażenia. Tak naprawdę przed czwartą częścią nie było nigdzie wyraźnie powiedziane, że istnieją jeszcze inne placówki uczące posługiwania się magią. Powinno się to wydawać logiczne, bo przecież sam Hogwart nie pomieści tylu adeptów. Jednak jak wsiąknie się w mury szkockiej szkoły, niewiele widać poza nią. Już z początku egzotycznym rozwiązaniem (ale wyłącznie filmowym!) jest dedykowanie Akademii Magii Beauxbatons jedynie dla dziewcząt, a Instytutu Magii Durmstrangu dla chłopców. Doskonałym rozwiązaniem są też charakterystyczne stroje, dzięki którym już podczas tak uwielbianego przeze mnie powitania, obydwie szkoły stają się intrygujące i mają swoisty “charakterek”. Do dziś żałuję, że nie powstały żadne poboczne materiały od Rowling, by lepiej poznać Akademię oraz Instytut. Wspomnieć tu jednak należy, że Czara Ognia naprawdę nieźle daje nam zagłębić się w klimat francuskiej i skandynawskiej szkoły. Uważam natomiast, iż przydałaby się w filmach chociaż wzmianka, że były to w istocie szkoły koedukacyjne. (Anna Czerwińska)

3. „Ronald kazał ci powiedzieć, że Seamus mu powiedział, że Dean dowiedział się od Parvati, że Hagrid cię szuka.”

Harry Potter i Czara Ognia
fot. Harry Potter i Czara Ognia / IMDb

Chociaż ta scena nie ma szczególnego znaczenia dla całej historii, jest najlepszym przykładem tego, jak zmienna jest młodzieńcza przyjaźń. Wzajemna trudność w odnalezieniu wspólnego języka, czy też zwykłego przegadania całego kwasu pomiędzy Potterem a Weasleyem, ma tym bardziej komediowy wyraz, gdy przypomnimy sobie, że wciąż śpią w tym samym pokoju. Nadal mają wspólnych przyjaciół (szczególnie jedną bardzo bliską koleżankę). Pomimo zwaśnienia pomiędzy, jeszcze niedawno najlepszymi, przyjaciółmi, nic nie stanie Ronowi na przeszkodzie, by pomóc chłopcu, który wiecznie polega na pomocy od innych. To że Hermiona będzie musiała zmyślić łańcuszek, którego nie potrafiła zapamiętać, jest niewielką ceną. Później oczywiście można jeszcze postawić u Freda i George’a sykla, bądź dwa, na porażkę Pottera. Dzięki czemu niezależnie od wyniku, to Ron mógł się czuć moralnym zwycięzcą. (Martin Reszkie)

4. „O mój Boże. Zabiłem Harry’ego Pottera!”

Harry Potter i Czara Ognia
fot. Harry Potter i Czara Ognia / IMDb

Turniej Trójmagiczny. Było zadanie pierwsze, po nim długa (a raczej krótka w wykonaniu prokrastynatora Harry’ego) rozkmina, co będzie drugim zadaniem. W końcu ten dzień nadchodzi. Nad jeziorem czeka cała szkoła, goście; wszyscy wypatrują czterech uczestników, którzy znikną na godzinę w głębinach jeziora. Pamiętam, jak oglądając nagrania zza kulis kręcenia właśnie tej sceny, nie mogłam się napatrzeć. Wysiłek, jaki każdy włożył w to, aby całe wydarzenie wyglądało jak najlepiej na ekranie. Dni i godziny spędzone w basenach, całkiem niezłe efekty specjalne i ten dreszczyk emocji, strachu, kiedy Harry zostaje pociągnięty w dół przez druzgotki.

Nawet znając wynik starcia z tymi stworzeniami, po wcześniejszej lekturze książki i tak się człowiek martwił, jak sobie ten czternastolatek poradzi. Czara Ognia to był pierwszy film z serii, jaki dane mi było obejrzeć w kinie. Do dziś pamiętam, jak scena ta zaparła mi dech w piersiach. Nie zapominajmy również o buziaku, który Fleur podarowała zmokniętemu Ronowi. Czekał on przecież na ten moment od przyjazdu Beauxbatons do Hogwartu. Po tym już nie było mowy, żeby miał się dąsać na Harry’ego. Przynajmniej do końca roku. (Maja Rybak)

5. „On wrócił! Voldemort wrócił!”

 Harry Potter i Czara Ognia
fot. Harry Potter i Czara Ognia / IMDb

Gdybym miał wybrać jedną scenę, która zrobiła na mnie największe wrażenie w całej sadze, to wybrałbym właśnie ten moment —zwycięstwo Pottera w Turnieju Trójmagicznym. Ujęcie na twarz martwego Cedrica i płacz Harry’ego, połączone z fanfarami czy wiwatowaniem tłumu, budują niesamowity, ambiwalentny klimat. Ogromna radość z triumfu Gryfona stopniowo przeradza się w strach, gdy do Fleur, Dumbledore’a czy Hagrida dociera, co naprawdę się stało. Dyrektor Hogwartu podbiega do nieszczęsnego zwycięzcy Turnieju. Muzyka momentalnie cichnie. — On wrócił! Voldemort wrócił! Cedric, prosił mnie, żebym wziął z powrotem jego ciało. Nie mogłem go zostawić — wyrzuca z siebie z trudem Harry, przełykając łzy. — To mój syn! To mój chłopiec! — krzyczy przepełniony rozpaczą ojciec Cedrika, gdy dostrzega zwłoki. Scena ta pełna jest smutku i żalu — porusza, szokuje i kompletnie zmienia bieg serii, gdyż do świadomości społeczeństwa w końcu przebija się, że powrót Voldemorta to nie tylko pogłoski. (Paweł Gościniak)

Już niedługo spodziewajcie się drugiej części Magicznego Zestawienia!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.