Advertisement
KulturaMuzykaZestawienia

Czego słuchaliśmy w maju? Muzyczne rekomendacje Filmawki

Redakcja Filmawki

Maj był kolejnym  miesiącem, który zachwycił naszą redakcję pod kątem muzycznym. Stąd też wybranie kilku szczególnie polecanych pozycji stanowiło niemałe wyzwanie. Ostatecznie udało się wyselekcjonować siedem subiektywnie najciekawszych pozycji, które są na tyle zróżnicowane, że każdy powinien znaleźć wśród nich odpowiednią dla siebie propozycję. Zapraszamy Was do lektury i, przede wszystkim, do słuchania!


Kesha – Gag Order | pop alternatywny

Okładka płyty Kesha – Gag Order

Gag Order zajmie wyjątkowe miejsce w dyskografii Keshy. Piosenkarka znacząco odbiegła w nim od brzmień, do których przyzwyczaiła nas przez lata kariery – w końcu jest już dojrzałą artystką, która przeszła przez piekło i wróciła z niego silniejsza. Teraz może grać całkowicie na własnych zasadach i nie boi się podejmować ryzykownych decyzji.

Na albumie elektroniczne dźwięki syntezatorów w nieoczywisty sposób łączą się z gospelowymi, surowymi wokalami i subtelnymi dźwiękami gitary akustycznej. Takie połączenia grożą brzmieniowym galimatiasem – w tym przypadku się tak jednak nie stało, ponieważ eksperymentalność idzie w parze z klarowną wizją i precyzją. Ponadto, w rewelacyjnych balladach, takich jak All I Need Is You czy Hate Me Harder, słyszymy najpiękniejsze linie melodyczne w dorobku artystki.

W warstwie lirycznej utworów Keshy również nie brakuje odwagi, gdy dzieli się ze słuchaczem swoimi wewnętrznymi konfliktami i traumami. Chciałam stworzyć album, który brzmi dokładnie jak moja głowa – zanurzając się i wychodząc z depresji, pełna wdzięczności, wściekłości i nadziei; zawsze w ruchu – mówiła wokalistka. To doskonałe podsumowanie, czym jest ta płyta. (Jakub Nowociński)


Lor – Panny Młode | folk

Okładka płyty Lor – Panny Młode

Gdy w 2017 roku, na koncercie w łódzkim pubie Żarty Żartami po raz pierwszy usłyszałem Lor, byłem zachwycony. Te przenikliwe, oryginalne kompozycje, wraz z ciekawymi (choć często abstrakcyjnymi) tekstami, zostały ze mną aż do dziś. Stąd też bardzo wyczekiwałem najnowszego albumu zespołu, zwłaszcza mając świadomość nieco odmiennego charakteru nowych utworów. Panny Młode są bowiem albumem zupełnie innym niż poprzednia twórczość zespołu.

Pierwszą kwestią jest język – nowe piosenki są w całości po polsku. Drugą jest samo brzmienie – bardziej kompleksowe i pełne niż dotychczas. To znakomicie obrazuje długą drogę, którą przeszły dziewczyny jednocześnie pokazując, jak bardzo ich muzyka dojrzała przez ostatnie lata. Efektem tej podróży jest znakomity – zarówno dojrzały lirycznie, jak i zróżnicowany brzmieniowo – album, który wykracza poza granice jednego gatunku, ale jednocześnie jest przystępną propozycją dla nowych słuchaczy i zaspokaja oczekiwania starszych fanów zespołu. Lor kreuje swoje unikalne, niepowtarzalne brzmienia zarówno w bardziej dynamicznych formach (np. w zapętlanym przeze mnie Przedwczoraj), jak i spokojniejszych (Bombenda czy kończąca album Helcia). W efekcie jest to bardzo uniwersalna i nastrojowa propozycja, w której poza ciekawą oprawą muzyczną, znajdziemy interesujące teksty, nawiązujące do okresu dorastania i bazujące na autentycznych doświadczeniach zespołu. (Bartłomiej Rusek)


Dwa Sławy, Gruby Mielzky, Pers – I JEST TO MOŻLIWE mixtape | Rap

Okładka płyty Dwa Sławy, Gruby Mielzky, Pers – I JEST TO MOŻLIWE Mixtape

Po wydanym w marcu krążku wytwórni 2020, zatytułowanym club2020, Dwa Sławy, Gruby Mielzky oraz udzielający się tam gościnnie Pers, nie kazali długo czekać na nowości. Zamiast solowych materiałów od raperów otrzymaliśmy mixtape, który – nie ma co ukrywać – nie jest najbardziej przełomowym i rewolucyjnym projektem chłopaków. I JEST TO MOŻLIWE spełnia jednak przeznaczoną mu rolę – krążek ma bujać i to właśnie robi. Taki skład osobowy pozwala wysnuć z początku hipotezę, że IJTM podbije końcoworoczne podsumowania – choć wydawnictwo zdecydowanie nie powstało w tym celu. Co zatem przyświecało Sławom, Mielonowi i Persowi przy tworzeniu mixtape’u? Cóż, nic. Dlaczego panowie nagrali te trzynaście kawałków? Bo mogli i chcieli się zabawić.

Przeczytaj również:  Najbardziej oczekiwane filmy na stacjonarnym 24. MFF Nowe Horyzonty | ZESTAWIENIE

Formuła mixtape’u emanuje z IJTM. Czuć i słychać, że krążek ten powstał w raczej krótkim czasie, a wszelkie niedopracowania tylko podtrzymują to wrażenie. Trueschoolowe bity Returnesów, którzy standardowo nie chybili w swoich instrumentalach, zostały wypełnione prostymi linijkami Astka, Rado, Persa i Mielzky, którzy nie silą się na życiowe lekcje. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma tu czego słuchać, bo i idzie się tu czasem uśmiechnąć. Wspominając o podkładach autorstwa duetu The Returners nie można pominąć również samego Persa, który wprowadził na mixtape nieco vibe’u Undadasea w pełnym bujającego groove’u Cały blok, gdzie wsparł go Wuja HZG. Bezczelna Spóła została uzupełniona zwrotkami Otsochodzi i Taco Hemingwaya, reggaetonowe refreny Chybił trafił z Młodym Jedi wprowadzają nieco różnorodności, a kapkę mroku zapewnia Ciecz. IJTM należy traktować bardziej jako ciekawostkę, jednakże do puszczenia sobie w tle podczas kameralnej posiadówki nadaje się wyśmienicie. (Daniel Łojko)


Blawan – Dismantled Into Juice | muzyka elektroniczna/UK Bass

Okładka płyty Blawan – Dismantled Into Juice

Pochodzący z Wielkiej Brytanii producent, działający pod pseudonimem Blawan, dostarczył w maju wyjątkowy materiał specjalnie dla osób szukających muzyki elektronicznej, którzy dzielnie zbaczają z wydeptanych już szlaków. Dismantled Into Juice zdaje się kontynuować dźwiękowe eksperymenty słyszalne na poprzednich wydawnictwach Brytyjczyka. Tym razem udało mu się postawić poprzeczkę jeszcze wyżej. Już od pierwszych sekund jesteśmy witani dźwiękami rozedrganej perkusji, która po chwili wkracza do miejsca, w którym nie doświadczymy czegoś takiego jak spokój. Uzupełnieniem głębokich basów i metalicznych werbli, brzmiących niczym tracki SOPHIE, są powtarzane mantry oraz hipnotyczne partie wokalne pływające na powierzchni wzburzonego oceanu syntetycznych dźwięków.

Trudno jest mi przypiąć muzyce Blawana jakąkolwiek gatunkową metkę. Dismantled Into Juice nazwałbym odgłosami kreskówkowego warsztatu samochodowego, na zapleczu którego swoje laboratorium prowadzi szalony naukowiec na kwasie. (Mateusz Pastor)

 


Nosowska – Degrengolada | pop alternatywny, indie pop, indie rock

Okładka płyty Nosowska – Degrengolada

Degrengolada oznacza absolutny rozkład wartości moralnych w danym środowisku. Tym słowem Nosowska postanowiła nazwać swoją najnowszą solową płytę. I nie jest to zaskakujący wybór, bo gdy wsłuchamy się w teksty albumu, dostrzeżemy jak artystka przygląda się swoim emocjom, otaczającej rzeczywistości, relacji człowieka z naturą, wadom życia w blasku fleszy czy wzajemnie krzywdzącym się ludziom. Używa przy tym typowych dla siebie poetyckich metafor i bawi się słowem (choćby nazywając ludzi predatoprzywrami). Wokalistka jest w swoich przemyśleniach bezczelnie szczera i często przy tym pesymistyczna – podejmuje niewygodne tematy i wyraża stanowczy przeciw temu, co obserwuje w społeczeństwie.

Nosowska zaprosiła do współpracy swojego syna, Mikiego Krajewskiego, a także Jakuba Józefa Orlińskiego – polskiego kontratenora, który podbił cały świat. Dodatkowo bonus trackiem albumu jest numer Majak nagrany z Natalią Szroeder na potrzeby filmu RÓJ. Brzmieniowo Degrengoladzie bliżej do repertuaru, z którego zazwyczaj kojarzymy Nosowską, niż do jej mocnego poprzednika – dzielącej fanów, lekko eksperymentalnej BASTY. Co prawda, nowej płycie daleko do Błysku – ostatniego wydawnictwa Hey – ale głos Nosowskiej jest tak samo kojący, jak zawsze zabiera nas w podróż pełną refleksji, wzruszeń i nostalgii. (Jakub Nowociński)

Przeczytaj również:  Najbardziej oczekiwane filmy na stacjonarnym 24. MFF Nowe Horyzonty | ZESTAWIENIE


Seven Impale – Summit | Rock progresywny/prog jazz

Okładka płyty Seven Impale – Summit

Nareszcie – po niespełna siedmiu latach od wydania genialnego albumu Contrapasso, Seven Impale powróciło z nowych wydawnictwem. A to na pierwszy rzut oka jest bardzo niepozorne – Summit składa się bowiem jedynie z czterech utworów. Charakterystycznie dla rocka progresywnego, aż trzy z nich przekraczają granicę dziesięciu minut, przez co przy każdej kompozycji norwescy muzycy mogli grać w swoim własnym, niepospiesznym stylu, zmieniając przy tym dynamicznie tempo i eksperymentując z metrum lawirując między granicami gatunków. Najlepszą zapowiedź tego, co nas czeka dalej, stanowi utwór otwierający album –  HUNTER, który rozpoczyna się narastającymi dźwiękami klawiszy, stopniowo ustępującym kolejnym instrumentom, z charakterystycznym dla zespołu saksofonem na czele.

W efekcie, Summit dostarcza słuchaczowi idealnej harmonii dźwięków, w której ciężkie progresywne riffy przecinane są przez krystaliczny clean gitary, czy prog-jazzowy saksofon, nadający całości iście awangardowego brzmienia. Będący tenorem operowym wokalista Stian Økland (grający również na jednej z gitar) wyraźnie wpływa przy tym na ostateczne, wręcz symfoniczne brzmienie albumu. A w nim można doszukać się inspiracji wziętych od największych klasyków gatunku, takich jak King Crimson, Van Der Graaf Generator czy wczesne Uriah Heep. Czerpiąc po trochu z tej ogromnej bazy, Seven Impale zdołało ostatecznie wyrwać się ze zdefiniowanych granic, kreując swój własny, unikalny styl, który przypadnie do gustu fanom cięższego, progresywnego grania, przeplecionego jazzowymi improwizacjami. (Bartłomiej Rusek)


KAYTRAMINÉ– KAYTRAMINÉ | rap

Okładka płyty KAYTRAMINÉ – KAYTRAMINÉ

Istotną cechą dobrego rapera, poza umiejętnością składania gibkich linijek, jest TAJMING. W zeszłym miesiącu doskonałym wyczuciem czasu popisał się Aminé, który wraz ze wzrostem temperatur za oknem wypuścił potężnego letniaka – self-titled album jego projektu KAYTRAMINÉ. Pierwszy człon nazwy odpowiada ksywie jego kolaboranta – Kaytranady, zakochanego w J Dilli beatmejkera, który od mniej więcej dekady słusznie znajduje się w topce najzdolniejszych producentów. Panowie skrzyknęli się i stworzyli materiał, który w przeciągu 34 minut pokazuje wszechstronność każdego z nich. Co ciekawe, owszem, mamy tutaj charakterystyczny dla Kaytranady hip-house, lecz haitańsko-kanadyjski muzyk również oddaje na tym materiale hołd brzmieniu Neptunes.

Nieprzypadkowo na jednym z singli – minimalistycznym i chwytliwym 4EVA – pojawia się sam Pharell. Choć to Kaytranada wydaje się nieco mocniejszą stroną tego duetu, to należy pochwalić Aminé za godną podziwu wszechstronność, bo nieważne, czy rapuje na wyczilowanym, synthowym podkładzie EYE (Snoop Dogg na ficie!), czy pluje triplety na bardziej klasycznie trapowym Westside, brzmi naprawdę dobrze. KAYTRAMINÉ to po prostu bardzo przyjemny projekt, którego różnorodność wypada coraz lepiej przy kolejnych odsłuchach. (Wiktor Małolepszy)

Korekta: Magda Wołowska

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.