Kamera Akcja

Loża krytyków dzień 2: Głupcy, Johnny, Pięć diabłów, Zdarzyło się i Najgorszy człowiek na świecie

Redakcja Filmawki
fot. kadr z filmu "Najgorszy człowiek na świecie" / M2 Films

Festiwal Kamera Akcja nie powstałby, gdyby nie miłość do krytyki filmowej, którą organizatorzy uznają za odrębną dziedzinę sztuki. Stąd pomysł, by podczas trwania festiwalu wszystkie osoby działające na tym polu zebrać w jedno, ogólnodostępne miejsce. Loża krytyków już drugi rok zbiera wokół siebie ludzi piszących lub mówiących o filmie. Nie brak w niej autorów klasycznych tekstów, takich jak recenzje czy felietony, ale znalazło się miejsce także dla influencerów, podcasterów, blogerów i videoblogerów. W tym roku gościmy Lożę krytyków na Filmawce. Codziennie na naszych łamach będą ukazywały się oceny filmów prezentowanych w ramach festiwalu.


1. Głupcy (reż. Tomasz Wasilewski)


Gdzieś pomiędzy rodzinnym dramatem, a programem z cyklu “Trudne sprawy”. Nad życiem bohaterów unosi się łatwa do odgadnięcia tajemnica, a twórcy szokują, męczą, dręczą ale czy mają coś do powiedzenia? Niekoniecznie.

Toporny, męczący, nie ufający widzowi. Okropny!

Drenujące mózgownicę doświadczenie polskiego arthouse’u. Katusze cierpią tu wszyscy, łącznie z oglądającymi, ale ostatecznie niewiele nowego z tego wynika. Spodoba się, jeśli w kinie najbardziej lubisz poruszanie tematów i rzucanie pytań w powietrze.

Najlepsze są dyskusje o tym filmie! (Za to oczko w górę!)

Nadal waham się nad oceną. W rozumieniu filmu i tematu zdecydowanie pomogło spotkanie z Tomaszem Wasilewskim po seansie.

Film-męczarnia emocjonalna. Duszny jak te tapety, przestylizowany i pretensjonalny, przygniatający jękiem, niepokojący wiszącym w powietrzu niedopowiedzeniem. Ale ja też bardzo lubię filmy Wasilewskiego. Dorota Kolak wspaniała!

Doceniam estetykę kadrów oraz przeszywające i przerażające (przez to zapadające w pamięć) odgłosy syna. Nikną one jednak przez sprowadzenie wątku transgresywnego do roli taniego shockera.  

Rzecz w moim odczuciu nie do końca słusznie zrównana z ziemią przez krytykę. Że nachalna symbolika, treść jak z greckiej tragedii, przesadzone transgresje etyczne? Niech będzie, ale w jak wyrazistym stylu to wszystko zostało przeprowadzone – film męczy, gryzie, narkotyzuje, pobudza, podnieca i obrzydza za jednym zamachem, od zupełnie surrealistycznej scenografii (niech żyje peerelowski blok na plaży!) aż po typowo nietypową opowieść o polskiej rodzinie i jej emocjonalnych “nałogach”: tłamszeniu indywidualnej wolności i pragnieniu posiadania drugiej osoby na wyłączność.

Absolutnie najgorszy filmowy gniot 2022. Nie mam nic więcej do dodania.

Udam, że ten film się nigdy nie wydarzył. Chcę pamiętać z niego tylko te piękne tapety na ścianach.


2. Johnny (reż. Daniel Jaroszek)


Wzruszający, ciepły film o sile wiary, miłości i powołania. Dzięki kamerze poznajemy z bliska ks. Kaczkowskiego, wyjątkowego kapłana i Człowieka. Świetna, subtelna muzyka jest dopełnieniem tej opowieści. 

Twórcy filmu idą w stronę współczesnej hagiografii, tworząc przed nami obraz żywego świętego. Sprawnie korzystają ze środków które wzruszają widownię. Ale gdzieś w tym wszystkim jest zbyt wiele wyrachowania, by ów polukrowany obrazek życia Jana Kaczkowskiego, był czymś więcej niż czytanką o dobrym księdzu.

Wykalkulowany film na emocje, który w przewidywalny sposób wodzi widza z nos. Świetny Piotr Trojan, ale to za mało.

Bezczelny szantaż księdzem z błogosławionym skrętem w ręku albo najbezpieczniejsza laurka w dziejach TVN-u. Targetem są ludzie, którym na wnerwie zdarza się powiedzieć kurza melodia.

Johnny to typowy feel good movie. Chociaż budzi sympatie to jego siłą jest duo aktorskie Ogrodnik – Trojan. Wydaje się, że Ogrodnikowi bardziej należała się aktorska nagroda w Gdyni, bo wcielił się w księdza Jana absolutnie perfekcyjnie.W czym wiec problem? Problem w tym że film wpada wręcz w telenowelowy styl i jest momentami nieznośnie sentymentalny. I nawet finały ma trzy.  Widać, źe reżyser nie wiedział, jak film skończyć. A i scenariusz ma swoje braki. Johnnyego wyróżnia gra aktorka, jak  to najczęściej bywa w filmach biograficznych. 

Znakomita rola aktorów, w tym niezawodnego Dawida Ogrodnika, oraz gotowy życiorys niebanalnej postaci – najwyraźniej twórcy nie wierzyli, że to może wystarczyć na nakręcenie udanego film. To, co robią z montażem i kamerą przyprawia o zawrót głowy (w tym negatywnym znaczeniu). Wszelkie zabiegi mające uatrakcyjnić narrację (w tym muzyczne wstawki) przynoszą odwrotny skutek od zamierzonego: zamiast angażować przynudzają, zamiast wzruszać wzmacniają zaburzenia pracy błędnika.

Biopic jednego z najbardziej lubianych właścicieli habitów. Film sam w sobie nie pokazuje nic nowego w gatunku, czerpiąc inspirację z gotowych szkieletów scenariuszowych z zachodu. Trojan i Ogrodnik odwalają całą robotę, amen. 

Johnny jest filmem który przytula, daje dużo radości, ale też umiejętnie przechodzi pomiędzy różnymi emocjami, bo przecież w życiu nie zawsze jest wesoło. To dobrze zrealizowana biografia z ciekawym punktem wyjścia i świetną kreacją Ogrodnika.

Ciepły film, który jest po to, żeby zachwycić publiczność. Może w pewnych momentach aż za bardzo po to, ale czasem i takiego filmowego kocyka potrzeba. Ogrodnik i Trojan znakomici!

Jaroszkowi brakuje montażysty, który powiedziałby mu gdzie przyciąć i w której scenie usunąć światło wpadające przez okno, ale role Ogrodnika i Trojana wynagradzają bardzo dużo. 

Przysięgam, że jeszcze jedna taka rola i założę stowarzyszenie “Nie chcę już oglądać na ekranie łzawych dramatów opartych na faktach z Dawidem Ogrodnikiem w roli głównej”, w skrócie (NCJONEŁDONFZDO). Straszny film.

 

Przeczytaj również:  Diuna: Część druga - Nic jak krew w piach [RECENZJA]

3. Pięć diabłów (reż. Léa Mysius)


Dawno zapachy w kinie nie były tak wyczuwalne i intrygujące! Świeży, bardzo autorski scenariusz, świetna zabawa konwencjami. Super było zobaczyć Adelę wreszcie w jakieś nietuzinkowej roli. Słowem – Totalne zaćmienie serca! 

Wspaniałe wykorzystanie motywu dwóch żywiołów: wody i ognia + motyw węchu, tak rzadko pokazywany w kinie!

W drugiej połowie filmu coś się tu rozsypuje i całość skręca w stronę „rodzinnej”, nieszczególnie ekscytującej dramy, ale punkt wyjścia jest fascynujący. Zabawa zapachem, metafizyką, niewyjaśnionymi relacjami. Szkoda, bo przez pierwszą godzinę myślałem „wow, ale dobre kino”! 

Skoro 5 diabłów, to ocena 5/10. Rozgardiasz, którego niezbyt chciało mi się układać. Mało angażujący, jedyny zapach godny zapamiętania to papierosa odpalonego po seansie.

Czasami trudno nadążyć za połamanym konceptem, ale poza tym mnóstwo tutaj dobra: od wykorzystania zapachu jako wehikułu pamięci i wyobraźni aż po wwiercającą się w głowę ścieżkę dźwiękową. Nowoczesna baśń, która nie wstydzi się własnej groteskowości

 


4. Zdarzyło się (reż. Audrey Diwan)


Film najlepszy jako przyczynek do dyskusji o filmowych reprezentacjach aborcji, prosto w niuanse i drażniące detale. Plus za ciekawe zdjęcia!

film, który powinien obejrzeć Patryk Vega oraz każdy fan nienawidzenia kobiet. 

Raj dla miłośników WAŻNYCH tematów i nieodkrywania niczego nowego ponad już znajome fakty. Chciałbym polubić, ale chciałbym bardziej, żeby twórcom zależało też na formie.

Zdarzyło się, najlepszy film ubiegłorocznego festiwalu w Wenecji bardzo przypomina mi znakomite 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni z 2007 roku (sposobem reżyserii, a także zdjęciami – bohaterka jest filmowana, w jaskrawym, zimnym świetle, które oddziela ją od reszty świata i ludzi). Tamten film był o aborcji w Rumunii, a Zdarzyło się dzieje się na francuskiej  prowincji z lat 60. (jeszcze przed legalizacją aborcji). Film tym razem zrobiony przez kobietę (Audrey Diwan) podejmuje bardzo trudny temat, skupiając się na osobistym dramacie samotnej młodej dziewczyny i jej tragicznej sytuacji, w której zostaje sama z wyborem: poród i niechciane dziecko albo studia i koniec życia, jakie znała. Skoro jeszcze niedawno, bo kilkadziesiąt lat temu, takie tragedie działy się w katolickiej Francji, film przy okazji daje nam nadzieję na zmiany w Polsce, bo skoro tam się jednak zmienił stan prawny, to i u nas może się to zmienić. Plus znakomita kreacja głównej aktorki – w każdej sekundzie czujemy ból i desperację jej bohaterki. Dziewczyna z przyszłością w kinie.

Gdyby ten film tak mocno zabolał wszystkich widzów, jak boli większość (jak zakładam) kobiet, może francuska rzeczywistość lat 60. nie byłaby rzeczywistością Polski 2022.

Owszem, na koniec „Zdarzyło się” przejeżdża po nas jak walec, ale jednocześnie w nim jako całości nie potrafię dostrzec niczego wyjątkowego. Zabolało bardzo, ale też okrutnie szybko przestało. Film, do którego aż chciałoby się przykleić łatkę „ważny”.

Nie jest tu tak gęsto, jak u Mungiu w „4 miesiącach”. Ale jest bodaj równie niepokojąco i poruszająco. Świetne kino, rewelacyjna rola główna Anamarii Vartolomei

Siedziałem jak na szpili, chociaż nie do końca wiem, czy bardziej z powodu przejęcia, czy może znużenia (kino dyskomfortu?). Ważny temat, adaptacja noblistki, dużo naturalizmu i ciała odzieranego z godności, natomiast efekt przypomina miejscami czerstwy film oświatowy. Czy za tydzień będę cokolwiek z tego pamiętał?


5.Najgorszy człowiek na świecie (reż. Joachim Trier)


 

Przeczytaj również:  Diuna: Część druga - Nic jak krew w piach [RECENZJA]

Gdyby nie dobra muzyka, piękne zdjęcia i te artystyczne środki wyrazu, które przenoszą widza w świat fantazji i wizji bohaterki, to byłby to naprawdę nudny film o zagubionych ludziach, którzy nie wiedzą, czego chcą, bo raczej już wszystko mają podane na tacy. Nagość pozbawiona została magii i w ogóle to już było. 

Najgorszy człowiek na świecie umiejętnie łapie drobne momenty, które opisują współczesną rzeczywistość. Bywa czasami sarkastyczny, kiedy patrzy na niezdecydowanie bohaterki, ale nigdy nie traci sympatii wobec niej. Trier opowiada o zagubieniu i głęboko schowanym dziecku, które nie do końca jest gotowe na poruszanie się w świecie dorosłych.

Jeśli w moich „latach dwudziestych” moją filmową bratnią duszą była „Amelia”, dekadę później stała się nią Julie, bohaterka filmu Triera. Poszatkowana narracja pięknie uzupełnia poszatkowaną tożsamość całego pokolenia. A Renate Reinsve to współczesna Monica Vitti! 

Niewiele jest filmów równie precyzyjnie trafiających w te czułe struny, w które celuje Joachim Trier.

film, który mnie przytulił, zabrał na fajkę na balkon i opowiedział ciekawą historię. udowodnił, że nieustające poszukiwania własnej tożsamości i miejsca w życiu w wieku 30 lat to nie tylko mój problem, a cecha całego pokolenia.

Wartko płynąca smutko-wesołość obyczajowa w tym najlepszym sensie. I znowu wychodzi na to, że jak jest o miłości , to musi też być o bieganiu.

Najzwyklejsi ludzie na świecie. Kalejdoskop wzlotów i upadków, potraktowany z ogromną empatią i ciepłem. Joachim Trier błyskotliwie prześwietla dwa pokolenia i żadnego nie ocenia, a wręcz zbliża je do siebie. Więcej w 24. odcinku naszego podkastu.

Zobaczony po raz drugi i nadal niesamowicie elektryzuje. Mój ulubiony rozdział – “Zdrada” jest przesiąknięty gęstym napięciem, stworzonym przez chemię między dwójką bohaterów. Ten film mógłby się nigdy nie kończyć.

Jak ktoś ma 30 lat i więcej (jak ja), może się poczuć tak, jakby Trier wszedł w nasze mózgi i serca. Przepiękny, jednocześnie zabawny i szalenie wzruszający seans. Na granicy arcydzieła. 

Wszyscy jesteśmy najgorszymi ludźmi na świecie. 



 

 



Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.