PublicystykaWywiady

“Wszystko zaczęło się w momencie, w którym próbowałem poradzić sobie ze stratą ojca” – mówi nam Christos Nikou, reżyser “Niepamięci”

Redakcja Filmawki
Niepamięć
Kadr z filmu "Niepamięć" / mat. prasowe

Ironiczna, czuła, nieco surrealistyczna, a przede wszystkim: godna zapamiętania. “Niepamięć” Christosa Nikou, grecki kandydat do Oscara, od dziś w kinach w całej Polsce! 

Z tej okazji Maciej Kędziora miał porozmawiać z jego twórcą – o inspiracjach, budowaniu swoich postaci, pomysłach i radzeniu ze stratą. Zapraszamy do lektury!


Maciej Kędziora: Na samym początku chciałbym zapytać, jak wpadłeś na tak wyśmienity koncept stojący za filmem? Kiedy rozpoczął się projekt “Niepamięć”?

Christos Nikou: Wszystko zaczęło się w takim momencie mojego życia, w którym próbowałem poradzić sobie ze stratą ojca. Zastanawiałem się, co się stanie z moimi wspomnieniami, jak w ogóle działa to, co nazywamy wspomnieniami. Czy jeśli stracę część z nich, to czy stracę coś ze swojej tożsamości? Przecież w pewnym sensie jesteśmy naszymi wspomnieniami. Chciałem więc znaleźć odpowiedź na te krążące w mojej głowie pytania. 

Jednocześnie jestem też fanem filmów, które tworzą wyjątkowe światy – na przykład twórczość Charliego Kaufmana, “Her” Spike’a Jonze’a, czy kino Leosa Caraxa. Chciałem więc stworzyć coś, co również będzie miało małą koncepcję – i tak powstał świat, w którym amnezja rozprzestrzenia się niczym wirus, a główny bohater stara się w tym świecie odnaleźć. 

Kiedy pisałeś scenariusz, starałeś się myśleć o historii każdej postaci przed pandemią, czy raczej punktem wyjściowym dla nich była amnezja? Jak dokładnie zbudowałeś swoich bohaterów?

Jeśli chodzi o głównego bohatera, to na samym początku wymyśliłem sobie całe jego całe życie. Od razu wymyśliłem też zakończenie jego historii – a całą resztę zbudowaliśmy wokół niego. Można więc powiedzieć, że film jest w całości opowiedziany z jego perspektywy. 

Bardzo spodobał mi się wątek terapii – nie to, jak ona wygląda, ale sam pomysł na nią w filmie. Podoba mi się, że pacjent  dostał za zadanie wykonać pewne toksyczne zachowania społeczne – takie jak zostawienie kogoś po jednej wspólnej nocy, bez względu na emocje. Skąd pojawił się taki pomysł? Czy wynika to z przeświadczenia, że aby żyć w naszym społeczeństwie, należy również rozumieć całą jego toksyczność?

Nie wiem, czy nasze społeczeństwo jest aż tak toksyczne, ale na pewno pod wieloma względami nie zachowujemy się odpowiednio. Na pewno da się wyczuć, że idziemy w złym kierunku. Chciałem między innymi pokazać, że nie należy traktować lekarzy jak bogów. Napisałem więc terapię w odrobinę komiczny sposób – starając się ukazać absurdalność pewnych diagnoz, z którymi sam w swoim życiu wielokrotnie się spotkałem i ufałem bezgranicznie lekarzom, choć nie powinienem. 

Natomiast nadrzędnym celem było wykorzystać te toksyczne elementy naszego społeczeństwa, żeby pokazać konkretne emocje, które one wywołują u głównego bohatera. Nie wiem, czy w Polsce macie takie powiedzenie, ale u nas mówi się, że jeśli raz nauczysz się jeździć na rowerze, nigdy tego nie zapomnisz, nie musisz się tego uczyć już ponownie. Taki właśnie był zamysł.

Niepamięć
Kadr z filmu “Niepamięć” / mat. prasowe

Muszę cię też zapytać o scenę tańca, którą absolutnie pokochałem – szczególnie za tak wyśmienicie dobraną piosenkę. Ma ona silnie neurotyczne nacechowanie, ale jest też momentem dla głównego bohatera, w którym zaczyna wracać do siebie. Czy to właśnie był moment przełomowy w scenariuszu?

Przeczytaj również:  Trawa - wspomnienia okrucieństwa [RECENZJA]

Tak, chcieliśmy, żeby to właśnie scena tańca była dla niego momentem przełomowym. Ten krótki moment, w którym zapomniał o wszystkim innym i znów poczuł się sobą. Zupełnie jak w życiu – są momenty, w których zapominamy o trudnościach codzienności. 

Musiała to też być scena tańca – mam wrażenie, że zawsze niosą one ze sobą szczególnie mocne emocje, zwłaszcza kiedy przychodzą z niczego. Zamysł tej sceny był jednak inny na samym początku – chcieliśmy użyć “Billie Jean” Michaela Jacksona, a główny bohater miał wykonać Moonwalk. Okazało się jednak, że budżet na tę piosenkę przerósłby budżet całego filmu. Zdecydowaliśmy się więc na “Let’s Twist Again”, co również jest wspaniałe – w końcu każdy film ma swój twist. Ma więc to podwójne znaczenie. 

Twist to też jest coś, co każdy zna, zupełnie jak Moonwalk.  

Zdecydowanie chcieliśmy użyć czegoś, co każdy zna. Przez myśl przeszła nam nawet “Macarena”, ale uznaliśmy, że to zbyt głupiutkie. Zdecydowaliśmy się więc na Twist, który jest wystarczająco rozpoznawalny, żeby dać upragniony efekt. 

Niepamięć
Kadr z filmu “Niepamięć” / mat. prasowe

Patrząc na ostatnie greckie filmy, oczywiście kino Lanthimosa, ale także “Litość”, również współprodukowaną przez PISF, można wskazać pewien bardzo konkretny styl nowego greckiego kina, przypominające niejako styl filmów Charliego Kaufmana. Czy ten kaufmanowski styl, to jakaś forma refleksji nad obecnym stanem greckiego społeczeństwa?

Większość filmów, o których wspomniałeś, wyszła spod ręki tego samego scenarzysty, Efthymisa Filippou. Stąd może to samo alegoryczne przedstawianie świata, zdystansowanie, styl narracji.

Wpływ mają również inspiracje, które nas otaczają. Wiem, że na Yorgosa Lanthimosa wpływ miała twórczość Roya Anderssona, Charliego Kaufmana, mamy podobne gusta. Apropos Kaufmana – wydaje mi się, że nie tyle czerpiemy z jego amerykańskiego stylu, co robimy europejską wersję jego kina.

Myśląc o historii kina greckiego wracamy wiecznie do Theodorosa Angelopoulosa, którego stylistyka znacznie różniła się od waszej. Jak zmieniło się greckie społeczeństwo od czasów, gdy Angelopoulos święcił sukcesy?

Po ekonomicznym kryzysie dostaliśmy większą wolność, by robić nasze kino. Pojawił się Lanthimos i oczywiście, są twórcy, którzy próbują go imitować, ale są i ci, którzy szukają własnej drogi. Zresztą współczesne kino greckie nie jest kinem lokalnym, jest w nim pewna uniwersalność. W przeciwieństwie do tego co było za czasów Angelopoulosa – wówczas filmy z naszego kraju były skierowane i zrozumiałe prawie wyłącznie dla naszej społeczności.

Tworząc filmy, należy pamiętać, że kino nie powinno mieć granic. Powinno móc zachwycać na całym świecie, nie tylko w konkretnym miejscu na Ziemi.

Co spowodowało, że wybraliście Polskę jako kraj koproducencki? Skąd wziął się taki pomysł?

Kocham polskie kino. Chcieliśmy koprodukować film z Polską od samego początku, a Mariusza Włodarskiego z Lava Films poznałem kilkanaście lat temu. Pojawił się nawet pomysł, by część filmu nakręcić właśnie w waszym kraju – w końcu “Niepamięć” nie dzieje się konkretnie w Grecji, a gdzieś na świecie.

Przeczytaj również:  "Venon" Donny'ego Catesa - Egzystencjalny kryzys z przestworzy [RECENZJA]

Niedługo później okazało się, że mój reżyser obrazu, z którym dotychczas współpracowałem, nie jest dostępny, więc pomyślałem o Bartoszu Świniarskim. Swego czasu na jednym z konkursów gdzie byłem jurorem zobaczyłem film “Arena” Martina Ratha gdzie Bartek robił zdjęcia, ogromnie spodobała mi się kolorystyka tego filmu. Kiedy Bartek się zgodził, ponownie zadzwoniłem do Mariusza, by skonkretyzować plany wspólnej koprodukcji. Bez wsparcia Polskiego Instytutu Sztuk Filmowych realizacja “Niepamięci” nie byłaby możliwa i z tego wsparcia jesteśmy bardzo dumni.

Wspomniałeś, że kochasz polskie kino. Czy są jacyś konkretni twórcy, konkretne filmy, które były dla ciebie szczególną inspiracją?

Ze współczesnego kina, kina ostatnich lat, oczywiście cenię dwa ostatnie dzieła Pawła Pawlikowskiego, cenię twórczość Magnusa Von Horna, bardzo lubię filmy Agnieszki Smoczyńskiej-Konopki, zarówno “Fugę”, jak i “Córki Dancingu”. Nie mogę się też doczekać kolejnych produkcji Tomasza Wasilewskiego, mam nadzieję, że będzie pokazany na festiwalu w Cannes.

Angielski tytuł twojego filmu nosi nazwę “Apples” i muszę zapytać, czemu akurat jabłka są leitmotivem twojej historii? Czy chodzi tylko o ich warstwy, które obrazują stan naszej pamięci, czy stoi za tym coś więcej?

Mój ojciec potrafił zjeść siedem jabłek w ciągu jednego dnia i miał bardzo silną pamięć. Kiedyś postanowiłem sprawdzić, czy istnieje jakakolwiek korelacja między jedzeniem jabłek a ludzką pamięcią i okazało się, że ich spożywanie może wzmocnić naszą umiejętność zapamiętywania.

Teraz oczywiście pojawia się również ironiczny symbol mówienia o wpływie jabłek na pamięć. W końcu, de facto, spora część z nas przechowuje swoją pamięć w różnych wersjach jabłek [in Apples – przyp. red.].

Oglądając film, który, choć powstał przed pandemią, dzięki bagażowi doświadczeń mam wrażenie, możemy odczytywać go w znacznie bardziej emocjonalny sposób. Przynajmniej tak było w moim przypadku – w tych czasach znacznie więcej myślałem o stracie, dlatego też pewnie znacznie bardziej doceniłem “Ojca” Floriana Zellera, a doświadczenie pandemią i chorobą wpłynęło na pełniejszy odbiór twojego filmu. Czy doświadczenie pandemii koronawirusa spowodowało, że “Niepamięć” stała się trochę innym dziełem, niż miało to miejsce w trakcie jego tworzenia? 

“Ojciec” Floriana Zellera to chyba mój film roku, a rola Hopkinsa jest absolutnie znakomita. W dniu pierwszego lockdownu w Grecji robiliśmy jeszcze pierwsze próbne pokazy kopii DCP. Później zastanawialiśmy się, czy ktokolwiek, gdy kina się powtórnie otworzą, będzie chciał iść od razu na film podejmujący tematykę, innej, ale jednak pandemii. Okazało się, że na skutek wszystkich przeżyć, film rezonuje z publicznością jeszcze lepiej. Znajdowali odbicie swoich emocji na ekranie – lęku, strachu, samotności.

Mam jednak nadzieję, że za parę lat, gdy ktoś do “Niepamięci” wróci już z innym bagażem doświadczeń, nasz film będzie nadal działać – że nie stanie się tylko filmem o pandemii.


“Niepamięć” Christosa Nikou już w kinach! 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.