PublicystykaZestawienia

8 najlepszych seriali, których nie oglądacie [ZESTAWIENIE]

Redakcja Filmawki
Lepsze życie
fot. Kadr z serialu "Lepsze życie" (ang. "Better Things") / HBO

Nie da się oglądać wszystkiego, choć próbować zawsze warto. Nie zawsze da się też trzymać rękę na pulsie i być na bieżąco ze wszystkimi serialami, jakie pojawiają się na rynku. Z tego powodu spieszymy z pomocą, proponując Wam fantastyczne tytuły, na które z różnych względów mogliście nie trafić.

Ich premiery czasami miały miejsce wiele lat temu, czasami są to świeżynki, ale ich cechą wspólną jest nieszablonowość oraz wysoka jakość wykonania. Jeżeli któryś z tych seriali jeszcze nie został przez Was obejrzany, zaufajcie nam, na pewno się nie zawiedziecie.

–> Polecamy też inne nasze filmowe i serialowe zestawienia.


1. “Więzienie Oz”


Oz
fot. Kadr z serialu “Więzienie Oz” (orig. “Oz”)

Serial Oz opowiada o więzieniu o zaostrzonym rygorze, do którego trafiają w głównej mierze osoby praktycznie nieposiadające szans na żadną realną resocjalizację. W więzieniu tym, za sprawą inicjatywy naczelnika Tima McManusa, utworzona zostaje jednak specjalna, eksperymentalna, dodatkowo strzeżona jednostka – Emerald City. Do niej przenoszeni są najgorsi więźniowie z każdej obecnej w więzieniu grupy społecznej. W efekcie, do przeszklonych cel trafiają zarówno neonazistowscy przedstawiciele bractwa aryjskiego (których przywódcą jest grany przez J.K. Simmonsa Vernon Schillinger – była to jedna z pierwszych większych ról w karierze aktora), jak i czarnoskórzy gangsterzy, członkowie włosko-amerykańskiej mafii, Latynosi, motocykliści czy grupa Irlandczyków. Do nich dołączają “zwyczajni” więźniowie, tacy jak jeden z bohaterów – Tobias Beecher, który trafił do więzienia za potrącenie ze skutkiem śmiertelnym. Tego typu miks, mający na celu przeprowadzenie pewnych badań socjologicznych, których efektem ma być osiągnięcie zwiększenia poziomu edukacji wśród więźniów i większy stopień resocjalizacji, jest przedstawiony w akcji tego sześciosezonowego serialu od HBO. W efekcie, otrzymujemy brutalne, często mocno stereotypowe i wulgarne widowisko. Jednym z najciekawszych elementów serialu są retrospekcje z życia każdego z bohaterów – jest w nich przedstawiona zbrodnia, za którą trafił on do więzienia, skwitowana długością jego wyroku. Warto dodać, że była to pierwsza produkcja stacji z godzinnymi odcinkami. Jest to o tyle ważny fakt, że gdyby nie sukces serialu, nie otrzymalibyśmy prawdopodobnie wielu kolejnych produkcji wydawanych w tym samym formacie. (Bartek Rusek)


2. “Świat gliniarzy”


The Shield
fot. Kadr z serialu “Świat gliniarzy” (orig. “The Shield”)

Mało jest produkcji, które tak pozytywnie mnie zaskoczyły jak The Shield. Mimo że trafiłem na ten tytuł przypadkowo, wciągnął mnie tak bardzo, że stał się jedną z moich ulubionych produkcji. The Shield opowiada o grupie uderzeniowej policji zajmującej się najbardziej ekstremalnymi i ryzykownymi sprawami. Tym samym, nie mają oni skrupułów i zrobią wszystko, by tylko dopaść osoby, o których winie są przekonani. Mimo 7 sezonów, The Shield utrzymuje stały, wysoki poziom, zaskakując przez cały czas trwania serialu. Oprócz wielu zwrotów akcji, otrzymujemy przejmującą historię, fenomenalny soundtrack oraz bohaterów z krwi i kości, którzy niekoniecznie kierują się tymi samymi zasadami, co przeciętny “gliniarz” z amerykańskiej produkcji. Bohaterowie The Shield przyjmują łapówki, podkładają dowody i niekoniecznie są “fair”, choć jednego nie można im odmówić – zrobią wszystko, by dopaść “tych złych”. A z sezonu na sezon granica powoli się zaciera. Warto przy tym wspomnieć również nieco o aktorach, występujących w serialu. Oprócz fenomenalnego Michaela Chiklisa, zobaczymy tam chociażby Waltona Gogginsa (w moim zdaniem życiowej roli) czy chociażby Foresta Whitakera. Obecnie można obejrzeć ten serial na platformie Amazon Prime. (Bartek Rusek)


3. “Nasi chłopcy”


Nasi chłopcy
fot. Kadr z serialu “Nasi chłopcy” (orig. “Our Boys”)

Mało jest seriali łączących wysoki poziom artystyczny z podejmowaniem ważnych tematów. W przypadku Naszych chłopców oba te warunki zostało spełnione, dzięki czemu otrzymaliśmy, moim zdaniem, najlepszy serial 2019 roku. Izraelska produkcja przygotowana dla HBO to dziesięcioodcinkowy miniserial o wydarzeniach, jakie miały miejsce w 2014 roku, gdy palestyński chłopiec został spalony w ramach odwetu za wcześniejsze porwanie trzech żydowskich nastolatków. Produkcja jest zatem historią kryminalną, w której główny bohater próbuje odnaleźć sprawców zabójczego podpalenia, ale też socjologiczno-politologicznym obrazkiem z rejonu ogarniętego wieczną wojną. Nasi chłopcy to historia dwóch zwaśnionych nacji walczących ze sobą na wszystkich możliwych frontach. Twórcy są niezwykle wnikliwi w portretowaniu postaci, starają się trójwymiarowo przedstawić racje obu stron. Nie oceniają, nie ferują wyroków, przede wszystkim ujawniają ogromne pokłady nienawiści, dodatkowo podsycane przez polityków z obu stron barykady. Wspaniała, wstrząsająca emocjonalnie rzecz. (Marcin Kempisty)


4. “Sorry for Your Loss”


Sorry for Your Loss
fot. Kadr z serialu “Sorry for Your Loss”

Nie trzeba wychodzić z Facebooka, by odnaleźć interesujący serial. Wystarczy wpisanie w wyszukiwarkę tytułu Sorry For Your Loss, a wtem objawi się dwusezonowa produkcja, która wprawdzie przeszła bez większego echa, lecz tak naprawdę jest jednym z najlepszych ostatnio wyprodukowanych dzieł na temat odchodzenia i radzenia sobie z traumą wywołaną śmiercią najbliższej osoby. Oto bohaterka (wspaniała Elizabeth Olsen) traci w młodym wieku męża, przez co musi na nowo ułożyć sobie życie. Dom przypomina o zmarłym, przedmioty przypominają o zmarłym, dosłownie cały świat jest zamieszkany przez jego ducha, a przecież trzeba jakoś dalej funkcjonować. Twórcy z niezwykłą subtelnością ukazują wszystkie, czasami sprzeczne ze sobą emocje protagonistki, ujawniając, jak bolesne jest przechodzenie przez tego typu sytuację. Sorry For Your Loss jest serialem pełnym zadumy nad kruchością losu, ale też wypełniają go okruchy nadziei, że jutro może być już lepiej. A przede wszystkim propozycję Facebooka należy potraktować jako szczere demitologizowanie osób w traumie, którzy też potrafią być okrutni, mściwi i zazdrośni o to, że ktoś nie poświęca im wystarczająco dużo uwagi. Zdecydowanie warto obejrzeć, również dla roli Olsen. (Marcin Kempisty)


5. “Porkin’ Across America”


Porkin' Across America
fot. Kadr z serialu “Porkin’ Across America”

Aby tytułowi artykułu stało się zadość proponuję serial, który jest tak undergroundowy, że nie ma go w bazie portalu Filmweb. Wszystkich zniechęconych kolekcjonerów ocen, którzy właśnie mają zamiar przeskoczyć do kolejnej propozycji na tej liście namawiam jednak do doczytania do końca – niech argumentem będzie, że serial ten trwa krócej niż niektóre odcinki wysokobudżetowych serii z HBO i można go obejrzeć legalnie i za darmo na YouTube! Co prawda wymagana jest znajomość języka angielskiego, ale jest to dzieło na tyle niezwykłe i nietuzinkowe, że mam nadzieję, iż chociaż kilka osób do niego przekonam. Serial ten to Porkin’ Across America, za którego stworzenie odpowiada bardzo popularny amerykański portal satyryczny, słynący przede wszystkim z irracjonalnych fake newsów – The Onion. Jest to rzecz jasna parodia – lecz tak doskonale naśladująca rzeczywistość, że można stracić rachubę. Porkin’ Across America stylizowane jest na podróżniczy program kulinarny. Prowadzący – Jim Haggerty – to uznany prezenter telewizji śniadaniowej, który podejmuję się zadania zjechania wszystkich stanów w poszukiwaniu najlepszej wieprzowiny w Ameryce. Jednocześnie okazuje się być ofiarą fatum – w każdym kolejnym odcinku spotykają go nieszczęścia – zostawia go żona, umiera pies, auto zostaje zniszczone, a to wcale nie jest najgorszym, czego pada ofiarą. Na przestrzeni ośmiu epizodów, z których każdy trwa nie dłużej niż 7 minut, obserwujemy parodię ewoluującą w stronę mrocznego dramatu, a ostatecznie – psychologicznego horroru. Docenienie serialu wymaga oczywiście wyczucia i akceptacji pewnej konwencji, ale mogę zapewnić, że Porkin’ Across America jest serią jedyną w swoim rodzaju i gorąco polecam ją szczególnie miłośnikom mrocznego humoru i nietypowych eksperymentów formalnych. (Wiktor Małolepszy)


6. “The Midnight Gospel”


The Midnight Gospel
fot. Kadr z serialu “The Midnight Gospel”

Jedyna animacja w naszym zestawieniu. Jeżeli ktoś chce oderwać się od rzeczywistości, ten szybko powinien odszukać na Netflixie The Midnight Gospel. Serial autorstwa ludzi odpowiedzialnych za Pora na przygodę to podróż po kolorowym wieloświecie. Bohater korzysta z maszyny przenoszącej go do alternatywnych rzeczywistości, gdzie spotyka nietuzinkowe postacie. Z każdą z nich nagrywa podcast o życiu, śmierci, miłości i innych sprawach, które dotykają człowieka na każdym etapie jego życia. Ciekawe rozmowy są dodatkowo okraszone bombastyczną, wytrącającą z równowagi sferą wizualną. Dzieje się tam dosłownie wszystko, począwszy od apokalipsy zombie i ucieczki z więzienia, kończąc na podróż w stronę czarnej dziury i przemierzanie świata drogą morską. The Midnight Gospel nie jest tylko feerią atrakcji, lecz pełnoprawną opowieścią o poszukiwaniu miejsca w świecie. Może to być serial tylko do posłuchania, można go tylko oglądać, każda z tych form jest w pełni uprawniona i przyniesie dużo satysfakcji. (Marcin Kempisty)


7. “Lepsze życie”


Lepsze życie
fot. Kadr z serialu “Lepsze życie” (orig. “Better Things”)

Życiowa przeprawa Pameli Adlon przez jej zawodowe kryzysy, konflikty z dziećmi, samotne rodzicielstwo to jeden z najciekawszych i najbardziej rozwijających się z sezonu na sezon seriali jakie możemy oglądać we współczesnej telewizji. Jest tu wszystko co tylko można sobie zamarzyć : znakomite dialogi, tlące się konflikty i powolne prowadzenie narracji, która nie zmierza do konkretnego miejsca (ale i nie musi). Wydaje się, że Better Things to opowieść przeoczana, niezauważalna, umykająca w natłoku dzieł na HBO GO, a jednocześnie najbardziej dojrzała i najbardziej życiowa – a takie seriale, szczególnie w obecnych czasach, są znakomitym kompanem w puste, powtarzalne dni. (Maciej Kędziora)


8. “Pozostawieni”


Pozostawieni
fot. Kadr z serialu “Pozostawieni” (orig. “The Leftovers”)

Jeden z seriali najbliższych mojemu sercu. Gdybym miał w żołnierskich słowach opowiedzieć, czym on jest, rzekłbym, że wszystkim. Nie byłoby w tym ani trochę przesady. Trzysezonowe dzieło Damona Lindelofa to opowieść z pogranicza bolesnego realizmu i uniwersalnego mitu; jawy i snu; bezbożnictwa i triumfalnego powrotu religijnego myślenia. The Leftovers zaczyna się od tajemniczego zniknięcia 2% światowej populacji i jest ukazaniem traumy, przez jaką muszą przechodzić ocalali ludzie. Później przeistacza się to w apokryficzną ewangelię o końcu świata, albo inaczej – w opowieść o oczekiwaniu ludzi na nadejście apokalipsy. Trudno powiedzieć, co tu się dzieje naprawdę, a co jest wynikiem życzeniowego myślenia społeczności zmęczonej życiowym znojem. Lindelof nigdy nie udziela jednoznacznych odpowiedzi, bo znacznie bardziej interesują go rozterki, z jakimi bohaterowie muszą się zmagać. Wspaniałe role Justina Therouxa i Carrie Coon, a także niezwykle wzruszająca ścieżka dźwiękowa Maxa Richtera to kolejne silne strony widowiska od stacji HBO. Będę jednak z wami szczery – nadal mam obawy przed mówieniem o tej produkcji, bo słowa nie wyrażą uczuć i myśli wywołanych seansami kolejnych odcinków. To po prostu trzeba przeżyć na własnej skórze. (Marcin Kempisty)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.