Advertisement
GryKulturaPublicystykaZestawienia

#ZostańwDomu | Najlepsze gry komputerowe, na które może pozwolić sobie każdy

Redakcja Filmawki
Najlepsze gry
fot. Kolaż materiałów prasowych / Steam Community

Wielu z nas w czasie kwarantanny pragnie sprawić, aby czas upływał jak najszybciej. Część najchętniej spędza go grając w gry komputerowe, inni oglądając ulubione filmy i seriale, a jeszcze inni czytając książki i słuchając muzyki.

Niestety, w czasie przymusowej izolacji nie każdy ma dostęp do szybkiego łącza internetowego czy wypchanego portfela na Steamie lub innej platformie. Tym samym, redakcja Filmawki postanowiła wyjść naprzeciw oczekiwaniom graczy, rekomendując kilka tytułów, na które może pozwolić sobie każdy, nawet nie dysponując szybkim Internetem, sprzętem gamingowym czy setkami złotych, które można poświęcić na nowe tytuły do ogrania.


Heroes of Might and Magic III (1999, New World Computing)


Najlepsze gry
Heroes of Might and Magic 3 / fot. GOG

Herosy, to trochę taki strategiczny Gothic, bo do dziś grają w niego przede wszystkim Polacy i Rosjanie. Dwadzieścia czy piętnaście lat temu zbieraliśmy się razem ze znajomymi przy jednym komputerze i spędzaliśmy długie godziny na iście szachowych pojedynkach, delektując się czipsami czy colą. Teraz fani Heroes of Might and Magic III powracają do legendarnej odsłony kultowej już serii. W czasie kwarantanny, dwa czy nawet trzy tysiące graczy non stop rywalizuje ze sobą w trybie wieloosobowym.

Do odświeżenia grafiki (nie tyle przestarzałej, co niedopasowanej do dzisiejszych standardów) gracze wykorzystują dziś modyfikację Heroes III HD, zwaną po prostu HD modem. Pozwala ona cieszyć się rozgrywką w rozdzielczości większej niż domyślne 800×600 pikseli, co przy dzisiejszych standardach może zachęcić niejednego miłośnika *Herosów*, by zafundować sobie powrót do gamingowego dzieciństwa. Wprowadza także powszechnie dostępny tryb wieloosobowy, gdzie wystarczy jedynie założyć konto, aby móc grać wraz ze znajomym czy nieznanym przeciwnikiem z internetu. Poza tym, grupa fanów wypuściła nieoficjalny dodatek Horn of the Abyss, który w zasadzie jest już standardem. Dodaje on m.in. piracki zamek Przystań, budynki neutralne, jednostki czy artefakty. Serdecznie polecam zainteresować się zarówno HD modem, jak i HotĄ, bo dzięki nim można odkrywać Herosy na nowo.

Aktualnie Heroes of Might and Magic III znajduje się w przecenie na platformie GOG.com i kosztuje jedynie 9,89 zł. Znajdziecie tam również Heroes of Might and Magic V, za 19,99 zł. (Paweł Gościniak)


Game Dev Tycoon (2012, Greenheart Games)


Najlepsze gry
Game Dev Tycoon / fot. Steam Community

Ludzie polecają jakieś odrealnione tripy, tytuły, które pozwalają wam zwiedzać inne wymiary, światy, wcielać się w fantastycznych bohaterów i ogólnie być kimś innym. To sprawdźcie to – za 30 złotych możecie poczuć się tak, jakbyście siedzieli właśnie w biurze i stukali w klawiaturę komputera! Co wy na to?

Game Dev Tycoon to, jak sama nazwa mówi, tycoon (niezbyt realistyczna symulacja), w którym wcielasz się w rolę pioniera, szefa nowego studia produkującego gry komputerowe. Zaczynając od prościutkich gier tekstowych, konsekwentnie wspinasz się po szczeblach przemysłu, zatrudniasz coraz większą liczbę programistów, grafików, dźwiękowców, scenarzystów no i oczywiście – wydajesz hity oraz ich kontynuacje. Game Dev Tycoon jest banalnie prostym, wtórnym i powtarzalnym tytułem, ale właśnie ta prostota rzutuje na wielką jego grywalność, a w moim przypadku – immersyjnosć. Jeśli fantazjowaliście o sukcesie na światowym rynku, stworzeniu własnego Wiedźmina lub Dead Island – nie ma w tym momencie ciekawszego doświadczenia, niż Game Dev Tycoon. Ostrzegam – szybko pojawia się efekt „jeszcze jednej tury” (w tym przypadku wydanego tytułu). (Wiktor Małolepszy)


Hotline Miami (2012) i Hotline Miami 2: Wrong Number (2015, Devolver Digital)


Hotline Miami 2
Hotline Miami 2: Wrong Number / fot. Steam Community

Seria Hotline Miami to znakomita propozycja dla każdego, kto szuka mocno wciągającej, szybkiej do instalacji i przystępnej celowo gry. Obie części gry różnią się przede wszystkim fabułą, ale to nie ona (choć zdecydowanie warta poznania) jest tu najważniejsza. Esencją produkcji studia Devolver Digital jest przede wszystkim dynamiczna, brutalna walka. Jesteśmy bowiem rzuceni w wir wydarzeń, w których naszym celem jest przede wszystkim eliminacja wrogów. Wszystkiemu towarzyszy jeden z najlepszych soundtracków, jaki słyszałem w grach komputerowych.

Do powyższych rzeczy należy dodać spory poziom trudności – eliminacja każdego przeciwnika wymaga od nas jednego celnego strzału/uderzenia, ale ta zasada dotyczy również nas. Dlatego też etapy są często bardzo krótkie (lub podzielone na krótkie segmenty) i wymagają zaplanowania kolejnych akcji lub po prostu pójścia na żywioł ze świadomością, że w najgorszym wypadku cofniemy się o parę sekund. Sama rozgrywka daje niesamowitą satysfakcję, co w połączeniu z niskimi wymaganiami i znakomitym soundtrackiem sprawia, że ciężko się oderwać od ekranu. (Bartek Rusek)


Stanley Parable (2011, Galactic Cafe)


Najlepsze gry
Stanley Parable / fot. Steam Community

Do gry w Stanley Parable nie potrzebujecie nastoletniego refleksu, strategicznego zacięcia, czy w ogóle klasycznie pojętych kompetencji gracza. W sumie to mogę się założyć, że część z was po zakończeniu własnej przygody z produkcją studia Galactic Cafe posadzi do niej członków rodziny, którzy owszem, może i grają na komputerze, ale co najwyżej w Pasjansa, by sprawdzić, jak będzie wyglądał ich odbiór tego fascynującego tytułu.

Historia Stanleya, który zdaje sobie sprawę z tego, że w biurze, w którym pracuje, z jakiegoś powodu nie ma nikogo poza nim, jest doświadczeniem, które wymyka się schematom. To pasjonujący, kulturowo intrygujący, nierzadko zabawny, zaskakujący i niepokojący dyskurs na temat szeroko pojętej narracji i miejsca, które zajmuje w niej odbiorca. Z pozoru krótka rozrywka niepostrzeżenie złapie was w swe sidła i sprawi, że zechcecie na własną rękę odkryć choćby połowę z 22 zaimplementowanych w grze zakończeń. Zaś każdą minutę spędzoną na ich poszukiwaniach umili wam jeden z najwspanialszych narratorów w historii gier wideo, komentujący każdy wasz ruch Kevan Brighting. (Rafał Skwarek)


The Binding Of Isaac (2011, Edmund McMillen)


Binding of Isaac / fot. Steam Community

To zdecydowanie jeden z najgłośniejszych “indyków” jakie, w przeciwieństwie do protagonisty, ujrzały światło dzienne. I jeden z najlepszych dungeon-crawlerów w jakie kiedykolwiek miałem okazję zagrać. Jeśli jednak nic o nim nie słyszeliście, już służę pomocą. Tytułowy bohater jest płaczącym chłopcem, który schował się w piwnicy przed Matką, które chce poświęcić go Bogu. I nie jest to najdziwniejszy fragment całej gry. Schodząc coraz głębiej, opuszczamy piwnicę, schodzimy do jaskiń, otchłani, macicy, piekła, nieba. Walczymy naszymi własnymi łzami z karykaturalnymi stworami opartymi na wydzielinach i wnętrznościach, czy też wyciągniętymi prosto z Biblii. I choć to wszystko może brzmieć obrzydliwie i odstraszająco, robi niesamowity klimat, wspomagany niesamowitym soundtrackiem autorstwa Danny’ego Baranowsky’ego.

Przeczytaj również:  Dom woskowych Mansonów. Recenzja płyty "We Are Chaos"

Rozgrywka jest powtarzalna, ale nie monotonna – napotykamy tych samych bossów i przeciwników, uczymy się ich schematów, gramy jedną z kilku postaci do wyboru, które mają podobny start. Każdy poziom jest jednak generowany losowo (z paroma wymaganiami), a to, co napędza różnorodność rozgrywki to przedmioty, które wpływają na naszą postać i jej umiejętności. Jest tu również sporo ukrytych smaczków, które poznajemy im więcej razy „przechodzimy” grę. A jeśli chcemy jeszcze bardziej urozmaicić rozgrywkę, możemy zakupić ekspansje. Jeśli więc nie wiecie co ze sobą zrobić teraz ani przez kolejne X godzin, dni, tygodni, uruchomcie Steama. To zakup, który nawet nie obciąży waszego portfela, gdyż pierwotna wersja Isaaca kosztuje zaledwie 18 złotych. Jeśli chcecie jednak skorzystać z nowszych mechanik jakie oferuje seria oraz większej porcji kontentu, musicie wykosztować się aż trzy razy tyle i zakupić wersję Rebirth. Niezależnie od waszego wyboru obiecuję, że nie będziecie żałowali podjętej decyzji. (Mikołaj Krebs)


Town of Salem (2014, BlankMediaGames)


Town of Salem / fot. Steam Community

Czy słyszeliście kiedykolwiek o Mafii, całkiem popularnej grze towarzyskiej (nie komputerowej)? Town of Salem to jej wirtualna wersja, rozszerzająca klasyczne wydanie o niezwykle ciekawe elementy. Jeśli o Mafii nie macie pojęcia, już spieszę z wyjaśnieniami, jak wygląda Town of Salem.

15 graczy tytułowego, słynnego z polowań na czarownice miasteczka, każdego dnia pojawia się na placu miejskim przy szubienicy. Każdy z nich, w wyniku losowania, otrzymuje rolę i, w związku z nią, dołącza do danej frakcji. Może być przedstawicielem miasta, mafii, sabatu czarownic czy postacią neutralną. O ile gangsterzy czy wiedźmy wiedzą, kto z pozostałych graczy należy do ich zespołu, o tyle reszta graczy nie ma pojęcia, kim są pozostali. I tu zaczyna się cała zabawa.

Weźmy pod lupę szeryfa, który rzecz jasna reprezentuje miasto. Każdej nocy ma on możliwość odwiedzenia jednego z graczy i otrzymania informacji, np.: “Twój cel jest podejrzany.”. Oznacza to, że osoba, którą odwiedził, jest seryjnym mordercą, wilkołakiem, członkiem mafii czy sabatu czarownic. Następnego ranka, gdy wyjdzie on na plac miejski, może na czacie dyskutować z innymi graczami na temat tego, kim jest ta osoba. Gracz, który wcielił się w rolę naczelnika więzienia, może zainteresować się podejrzanym i wziąć go na noc do celi, gdzie zada mu kilka pytań i zależnie od odpowiedzi zdecyduje, czy chce go uśmiercić. Szeryf może także nakłonić innych, aby w trakcie dnia zagłosowali przeciwko podejrzanemu i powiesili go na stryczku. Jeśli w odwecie szeryf zginie, wszyscy gracze zobaczą tzw. ostatnią wolę, w której gracze zazwyczaj zapisują dokładnie, kogo odwiedzali danej nocy. To daje innym szansę wywnioskowania, kto go zabił.

Gra początkowo może wydawać się skomplikowana, ale szybkie nauczenie się podstaw pozwala ogromnie cieszyć się przez długie godziny. Każdy mecz jest wyjątkowy, ponieważ mamy do czynienia z zupełnie innymi graczami, a rola, którą otrzymujemy, dynamicznie się zmienia. Raz możemy być szeryfem, innym razem ojcem chrzestnym mafii czy błaznem, którego jedynym celem jest… przekonanie innych, aby go powiesili. Gracze mogą oszukiwać na czacie i manipulować innymi, aby wygrać. Analiza rozgrywki z punktu psychologicznego również jest niezmiernie ciekawa.

Town of Salem dostępne jest za darmo pod tym linkiem. Gra dostępna jest do kupienia także na platformie Steam za 17,99 zł, co gwarantuje pełen dostęp do dodatku, gdzie pojawia się m.in. wspomniany sabat czarownic. (Paweł Gościniak)


ISLANDERS (2019, Grizzly Games Co)


ISLANDERS / fot. Steam Community

ISLANDERS jest prostą, niewymagającą grą, polegającą na… budowaniu. Naszym zadaniem jest możliwie jak największe zabudowanie losowej wyspy, którą otrzymujemy na początku rozgrywki. Każdy budynek musimy umiejscowić w jak najlepszym dla niego miejscu – obecność niektórych obiektów w zabudowie dodaje nam punkty, innych natomiast odejmuje. Brzmi prosto?

Niestety (albo na szczęście) nie jest tak łatwo. Każda wyspa wymaga innej taktyki, zależnie od dostępnych na niej dóbr. Niektóre będą idealne, aby rozpocząć zabudowę od tartaku i budynków drwali, na innych znajdziemy multum kwiatów, dodających punkty do budynku szamana. Odpowiednia ilość punktów zapewnia nam dostęp do nowych budynków, a po jakimś czasie do nowej wyspy, którą musimy zabudować od samego początku. Ilość zdobytych przez nas punktów jest w dodatku sumowana, przez co w menu głównym gry możemy na bieżąco kontrolować naszą pozycję w rankingu światowym. Cały opis nie brzmi może fascynująco, ale ISLANDERS strasznie wciąga, zwłaszcza że postęp gry jest na bieżąco zapisywany. Tym samym, niezależnie od tego, czy mamy wolne kilka minut, czy całe godziny – to gra, w którą zawsze można pograć. (Bartek Rusek)


FTL: Faster Than Light (2012, Subset Games)


FTL: Faster Than Light / fot. Steam Community

Pobudka, kosmiczny kurierze. Masz bardzo ważne informacje, które pomogą Galaktycznej Federacji wygrać z rasistowskimi rebeliantami. I bardzo ograniczoną liczbę tur, czy też skoków, żeby dotrzeć do federacyjnej floty.

To jedna z najprzyjemniejszych gier, które miałem okazję ogrywać gdzieś w tle, robiąc zadania domowe czy ćwiczenia z matematyki. Faster Than Light jest ciekawą hybrydą między rozgrywką dziejącą się w czasie rzeczywistym, a turówką. Skoki pomiędzy kolejnymi punktami nawigacyjnymi odbywają się w turowym systemie. Walka odbywa się w czasie rzeczywistym, jednak jest aktywna pauza, a nasze wyposażenie jest wykorzystywane cyklicznie. To jeden z tytułów, który duży nacisk stawia na podejmowanie decyzji. Mając ciągłą presję zbliżającej się floty rebeliantów, musimy pomyśleć jak chcemy rozdysponować nasze ograniczone zasoby, które znajdujemy w każdym z ośmiu losowo wygenerowanych sektorów. Przeznaczymy je na lepsze uzbrojenie. Nie, może jednak ulepszymy użytkowy element statku. Nie, może jednak na nowego członka załogi. A co z obecnymi? Nie mamy ich wystarczająco, żeby mogli obsługiwać każdy element wyposażenia, który jest dla nas przydatny.

Przeczytaj również:  5 filmów, które musicie obejrzeć na LGBT Film Festival 2020

Zdecydowanie odradzam to osobom, które uciekają od odpowiedzialności i nie potrafią radzić sobie pod presją, bo jak na niewymagającą grę, zbiera okrutne żniwo psychiczne. Śmierć członka załogi potrafi wzbudzić w nas poczucie winy, a jeśli osiągniemy ostateczną porażkę, nie możemy wczytać zapisanego stanu gry. Wszystko co do tej pory uzyskaliśmy znika, a my musimy zaczynać od nowa. No, niekoniecznie kompletnie od nowa, gdyż wypełniając zadania w trakcie rozgrywki możemy odblokować kolejne rodzaje statków i ich warianty, które urozmaicą nasz początek.
Jeśli jednak jesteście fanami psychicznej tortury, kosmicznych klimatów i wymagających roguelike’ów, to zdecydowanie gra dla was. (Mikołaj Krebs)


Reigns (2016, Devolver Digital)


Reigns / fot. Steam Community

O tym, że król w czasach średniowiecznych miał masę obowiązków, nie trzeba przekonywać nikogo. A co, jakby dorzucić do tego elementy fantasy? Reigns jest grą, w której wcielamy się w monarchę, którego obowiązkiem jest nie co innego, a podejmowanie decyzji. Te mogą dotyczyć wszystkiego – od podniesienia podatku, przez decyzję o wywołaniu wojny po podpisanie paktu z diabłem lub wejście do tajemniczego lochu…

Każda decyzja musi być natomiast przemyślana, gdyż ma swoje konsekwencje. Podejmując je, musimy zwrócić uwagę na to, aby każdy w królestwie był usatysfakcjonowany. Tym samym, każde nasze kliknięcie – a te są ograniczone do dwóch opcji: w prawo i w lewo  – wpływa na co najmniej jeden z czterech wskaźników, które musimy pilnować. Są nimi: Kościół, ludność, wojsko i skarbiec. Doprowadzenie któregoś z nich do zera doprowadza do takich skutków, jak chociażby powstanie w naszym państwie, bankructwo czy na przykład podbicie kraju przez sąsiednie państwo (w przypadku osłabionej armii). To natomiast zakańcza nasze panowanie, po którym wcielamy się w następcę tronu. Celem samej gry jest osiągnięcie jak najdłuższego okresu panowania nad państwem. Warto dodać, że gra posiada kilka różnych części, w tym jedną osadzoną w świecie Gry o Tron. (Bartek Rusek)


Hero Siege (2014, Panic Art Studios) i Path of Exile (2013, Grinding Gear Games)


Hero Siege / fot. Steam Community

Wyznacznikiem dobrego hack n’ slasha jest dla mnie ilość przedmiotów i ich różnorodność. Serio, nie potrzebuję wiele więcej, byle by było dużo błyskotek. Hero Siege daje ich ogrom, nie tylko w klasycznej postaci broni czy pancerza, ale także reliktów. Te pasywnie lub aktywnie zwiększają nasze zdolności, na wzór The Binding of Isaac.

Gameplay jest niesamowicie dynamiczny i sprowadza się w zasadzie do oczyszczania kolejnych lokacji oraz tzw. grindu. Poziomy nie generują się losowo, natomiast ich zawartość już tak, co sprawia, że nie jest tak łatwo się znudzić. Masa różnorodnych pod względem umiejętności postaci pozwala wielokrotnie przechodzić grę w różny sposób. Nie kończy się ona jednak tak szybko, ponieważ, jak chociażby w Diablo, po jednorazowym przejściu wszystkich poziomów mamy okazję do powtórki, tyle że znacznie trudniejszej niż poprzednio. Gdy grałem w Hero Siege*wraz z moim znajomym, dotarliśmy do momentu, w którym gra zaczęła przypominać gatunek roguelike i trzeba było bardzo uważać, żeby co chwilę nie zginąć.

Nie ukrywam, że Hero Siege to odmóżdżacz i choć jest to produkcja bardzo przyjemna, to nijak ambitna. Fajnie jest polatać samemu lub ze znajomymi i poczyścić kolejne poziomy, choć endgame nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli macie ochotę trochę wyluzować, to sprawdźcie grę na platformie Steam, gdzie kosztuje ona 27,99 zł.

Jeśli natomiast szukacie gry, która swoją wyjątkowością przebije same Diablo czy Titan Questa, polecam wam z całego serca darmowy tytuł Path of Exile, prywatnie mój numer 1 wśród gatunku hack n’ slash. Grę wyróżnia chociażby to, że nie ma w niej złota, a za wszystko płaci się barterem w postaci ulepszaczy. Dynamika i różnorodność zdolności czy rozwoju postaci jest niesamowita – drzewko pasywnych umiejętności szokuje swoim rozmiarem i możliwościami, które otwiera przed graczem. To pozycja dla tych, którzy kochają Diablo II z całego serca. Niełatwo jest się o niej wypowiadać, dlatego polecam po prostu sprawdzić gameplay z Path of Exile. (Paweł Gościniak)


Children of Morta (2019, 11 bit studio)


Children of Morta / fot. Steam Community

Children of Morta to roguelike z mechaniką hack’n’slasha i pixelartową grafiką. Ale to też znacznie więcej. Śledzimy w niej wciągającą historię rodziny, w której członków się wcielamy, co zdecydowanie wybija się na tle podobnych produkcji. Standardowo dostajemy zróżnicowanych przeciwników, przedmioty dostępne tylko do śmierci oraz szybkie tempo rozgrywki, ale dzięki temu, że gra niemal zmusza nas do żonglerki postaciami, ciężko się znudzić.

Elementów RPG jest tutaj niewiele (brak ekwipunku czy buildów, prosty rozwój postaci), więc powodzenie leży (dosłownie) w sprawnych rękach graczy i graczek. Jednocześnie – mimo roguelikowego poziomu trudności – rozgrywka nie frustruje i chętnie się do niej wraca. Zróżnicowani wrogowie sprawiają, że oprócz zręczności wymagana jest pewna doza taktyki, co ucieszy osoby, które szukają czegoś więcej niż tylko prostego trzymania przycisków na myszce. Żeby przejść całość potrzeba kilkunastu godzin, więc to przygoda na zdecydowanie więcej niż jeden wieczór. (Paweł Kicman)

Zobacz również: 9 gier, które przypominają filmy [ZESTAWIENIE]

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.