KulturaMuzykaZestawienia

Czego słuchaliśmy w 2022 roku

Redakcja Filmawki

Rok 2022 obfitował w wybitne wydawnictwa muzyczne, niezależnie od prezentowanego stylu muzycznego. Sprawiło to, że utworzenie rankingu wydanych w zeszłym roku albumów stało się czymś niemożliwym. W efekcie, specjalnie dla Was, stworzyliśmy zestawienie polecanych przez redakcję wydawnictw, które ukazały się w 2022 roku. Ze względu na szeroko zróżnicowane gusta redaktorów, każdy z czytelników powinien znaleźć tu coś dla siebie. Zapraszamy do lektury i słuchania, gdyż zdecydowanie warto!


Porcupine Tree – Closure/Continuation | Rock progresywny

Okładka płyty Porcupine Tree – Closure/Continuation

Gdy w 2021 roku Porcupine Tree ogłosiło wielki powrót na scenę, któremu towarzyszyć miało wydanie nowej płyty, serca wszystkich fanów rocka progresywnego zabiły znacznie szybciej. Gdy krótko później ukazał się pierwszy singiel z płyty – Harridan – wiedzieli już oni, czego oczekiwać. Closure/Continuation stanowi godny powrót na scenę  – zaryzykuję stwierdzenie, że jeden z najważniejszych, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich lat w muzyce rockowej. Po ponad dekadzie (ostatni album ukazał się w 2009 roku) Porcupine Tree wciąż zachowało swoje unikalne brzmienie, a każdy kolejny utwór zalewa nas kombinacjami niebanalnych dźwięków, które znakomicie ze sobą współgrają. Na albumie nie usłyszymy niestety basu Colina Edwina – w studiu jego rolę przejął sam Steven Wilson, na koncertach zaś Nate Navarro.

Choć Steven Wilson z pozoru gra pierwsze skrzypce – pisząc teksty, grając na gitarze elektrycznej i basowej, oraz śpiewając – album ten jest chyba najmniej przez niego zdominowany spośród dotychczasowej twórczości zespołu. Muzycznie, tradycyjnie już, wyróżnia się przede wszystkim wirtuozerska perkusja Gavina Harrisona, a całość idealnie współgra z elektronicznym tonem, nadanym przez Richarda Barbieriego.  Closure/Continuation jest jednocześnie dość zrównoważoną płytą – zawiera nie tylko mocniejsze brzmienia (słyszalne chociażby w otwierającym płytę Harridanie, czy Rats Return), ale także powiewające nostalgią, oraz bardziej eksperymentalne utwory. To pozycja, którą po prostu należy poznać, niezależnie od preferencji muzycznych. (Bartłomiej Rusek)

 


Sabrina Carpenter – emails i can’t send | Altpop

Okładka płyty Sabriny Carpenter – emails i can’t send

Piąty studyjny album Sabriny Carpenter jest absolutnie niesamowity. emails i can’t send, jak mówi sama artystka, to w większości zbiór maili, które w ramach terapii pisała sama do siebie. Krążek Sabriny to komplet dojrzałych muzycznie, popowych brzmień. Singiel promujący produkcję – Because i liked a boy – opowiada nam historię dobrze znaną, gdyż opowiedzianą już w Drivers License Olivii Rodrigo (i na całym jej albumie Sour w ogóle), but now it’s time for Sabrina to be heard. That blonde girl wykłada przed nami wszystkie wątpliwości i niezrozumienia współczesnej miłości. I jest to piękne. (Bartek Możdżeń)


Messa – Close | Doom/stoner metal/metal progresywny

Okładka płyty Messy – Close

Głęboko wierzę, że gdyby Lana Del Rey zajęła się tworzeniem metalu, to brzmiałaby właśnie tak. Niezwykle frasuje mnie fakt, że Messa nie jest szerzej znana, bo ich brzmienie ma, jak to śpiewała Hannah Montana, „best of both worlds” – jest spełnione artystycznie jako metal i cieszy uszko jak topowe solistki popu. Close jest z kolei perłą w koronie tej holistycznej konwencji i bez wątpienia najpełniejszym albumem Messy. Czaruje ciężkimi nutami, które potrafią jednak wybrzmieć nadzwyczaj pokornie w melodyce zawartych tu riffów, a także odważnymi, progresywnymi wycieczkami w kierunku bluesa, folku, a nawet black metalu i potężnym, choć niezwykle aksamitnym głosem Sary Bianchin. Mimo, że całość trwa ponad godzinę, to zachwyca w każdej minucie, przy każdym utworze w inny, ale jednak tożsamy sposób. I dosłownie nie ma jednego słabego punktu. (Tomasz Małecki)


Stromae – Multitude | Art pop

Okładka płyty Stromae – Multitude

Stromae powrócił po 9 latach niewielkiej aktywności albumem, który przeradza popularnego wykonawcę w artystę z krwi i kości. Płytę najlepiej opisuje jej tytuł – Multitude to mnogość gatunków, mnogość tematyk, mnogość etnicznych wpływów. Inspirowane podróżami po całym świecie utwory tworzą eklektyczny przekrój aranżacyjnych umiejętności autora – cumbia w C’est que du bonheur, bliskowschodnia melodyka Pas vraiment, latino walc Mauvaise journée, a nawet śpiew gardłowy w Riez. Nie ma przy tym wrażenia, że album jest sztucznym popisem, jego zmienność nie zaburza też spójności. Multitude jest miłosną deklaracją do bogactwa rytmik, instrumentariów i melodii, z których może czerpać artysta.

Przeczytaj również:  Czego słuchaliśmy w maju? Muzyczne rekomendacje Filmawki

Różnorodność odczuwa się także w tekstach. Od hymnu dla pracujących za kulisami miejskiego organizmu (Santé), przez kochającą wiadomość do synka (C’est que du bonheur) po proste, bezpośrednie rozliczenie z lękami i myślami samobójczymi, które kilka lat temu wstrzymały obecność Stromae w przestrzeni publicznej (L’enfer). Album kreuje obraz nie tylko dojrzałego artysty, ale i dojrzałego mężczyzny. Na szczęście, nie znaczy to, że twórca traktuje siebie i swoją twórczość śmiertelnie poważnie. Multitude pełny jest energii, ironii i eksperymentów. Przykładem jest Fils de joie, funkcjonujące jednocześnie jako mowa pogrzebowa na ostatnim pożegnaniu pracownicy seksualnej i orędzie polityczno-moralne autorytarnego oficjela, okraszone pełnymi werwy smyczkami, afrykańską rytmiką, a nawet klawesynowym solo.

Nie przypominam sobie bardziej różnorodnego, dopracowanego i wciągającego albumu elektronicznej muzyki popularnej w ciągu ostatnich… Nie, po prostu sobie nie przypominam.  (Rafał Skwarek)


Ćpaj Stajl – Złoty strzał | Rap

Okładka płyty Ćpaj Stajl – Złoty Strzał

Nie ma lepszej grupy rapowej w Polsce niż Ćpaj Stajl. Tak, powiedziałem to – choć w sumie nie ma tutaj o czym mówić. Chłopaki z Krakowa bowiem zostawiają w tyle 2115, Hotele SB i inne Ekipy. Odpalcie sobie Dzikie prerie – otwierający ich zeszłoroczny Złoty Strzał numer. W ciągu 3 minut mamy tu więcej pomysłów niż na przestrzeni 30 minut jakiegokolwiek projektu tamtych składów. Z tego albumu bije przede wszystkim niesamowita radość i podjarka nagrywaniem muzyki. Żaden numer nie jest jednowymiarowy i nie chodzi tu o proste beatswitche. Piosenki Ćpaj Stajlu ewoluują, mają rozciągnięte outra, gdzie dorzucane są wciąż kolejne ozdobniki, melodie i sample. Doskonale ilustruje to singlowa Krowodrza, na której witają nas trapowe 808sy, a żegna sentymentalne pianino, utopione w zalewie emocjonalnych skreczy. Krakowską ekipę wyróżnia na tle innych polskich raperów również niesamowity perfekcjonizm. Na Złotym strzale nie odnajdziecie zapychaczy, teledyski kipią oryginalnością, podobnie jak warstwa wizualna singli, czy projekt okładki. Mają też otwartą głowę, cytując Missy Elliot, Nasa, samplując Skeptę, nawet wychodząc poza rap, bo na Złotym strzale znajdziemy również i synthpop. Owszem, nie każdy odnajdzie się w smutnych opowieściach o dragach, przestępstwach i patologii – ale nie znajdziecie nikogo innego w Polsce, kto o szarej rzeczywistości opowiadałby w tak kolorowy sposób. (Wiktor Małolepszy)


Polyphia – Remember That You Will Die |Muzyka eksperymentalna/math rock/rock progresywny

Okładka płyty Polyphii – Remember That You Will Die

Mało osób mogłoby się spodziewać, że rok 2022 stanowić będzie kamień milowy dla niezwykle utalentowanej Polyphii. Choć od ich ostatniej płyty minęły cztery lata, w czasach pandemii o zespole stało się głośno, głównie za sprawą aktywności Tima Hensona i reszty zespołu w internecie oraz licznych kooperacji muzycznych. A wszystko dlatego, że zdecydowanie jest o czym mówić. Dla niewtajemniczonych – Polyphia to instrumentalny zespół, złożony z niezwykle utalentowanych muzyków, stanowiących pod względem umiejętności zdecydowaną czołówkę swojego pokolenia. I wcale tego nie ukrywają, grając coraz to bardziej skomplikowane riffy.

Eksperymentując na pograniczu rocka, muzyki elektronicznej czy nawet hip hopu, Polyphia wykształciła swoje unikalne brzmienie, a osiągnięcie tego w dzisiejszych czasach jest niezwykle trudne. Im się jednak udało, a nowa płyta, mimo że zawiera chociażby genialne Playing God (tytuł, który wcale nie został nadany tej piosence na wyrost), znana się stała przede wszystkim ze względu na muzyczne współprace. I choć wśród muzyków, występujących na albumie znajdują się tacy artyści jak Chino Moreno, Killstation, Sophia Black czy Lil West, to utwór Ego Death, nagrany we współpracy ze Stevem Vaiem sprawił, że Polyphia w końcu przebiła się do mainstreamu. To po prostu bardzo inteligentna muzyka, cechująca się czystą wirtuozerią, w której każdy kolejny dźwięk jest niezwykle przemyślany. Jednocześnie nie jest to jednak muzyka dla każdego, choć mam szczerą nadzieję, że za sprawą tego tekstu znajdzie się choć jedna osoba, która zespół ten – genialny pod wieloma względami – pokocha. (Bartłomiej Rusek)


Zguba – Znój | Ambient

Przeczytaj również:  Nasze ulubione filmy queerowe | Zestawienie z okazji Pride Month
Okładka płyty Zguby – Znój

Znowu spotkała mnie Zguba. Kilka lat temu polecałem jej epkę Pomór, pisząc, że doskonale pomogła mi w pisaniu pracy licencjackiej. Tymczasem ubiegłoroczny album Zguby odkryłem w marcu, gdy usiłowałem się skupić nad magisterką. Próbowałem do tej muzyki pracować, ale już nie byłem w stanie. Znój to materiał o wiele bardziej podniosły i zajmujący od Pomoru. Słuchając go nie mogę pozbyć się wizji spacerowania po zimnej, pustej katedrze, przez której witraże wpadają promienie słońca. Zapętlając smyczki, chóry, gwizdy, obtaczając je w echu, Zguba tworzy uroczysty, sakralny nastrój namaszczenia. Jak się zresztą okazało – ostatniego, bo wraz z premierą płyty, ogłoszono śmierć projektu, tym samym wieńcząc budowaną od 3 lat trylogię cierpienia. Nie ma jednak nad czym błagać, bo dzięki Znojowi Zguba miała naprawdę piękny pogrzeb. (Wiktor Małolepszy)


Dreadnought – The Endless | Progresywny black metal

Okładka płyty Dreadnought – The Endless

Znane raczej z bardziej wyważonych form metalowych Dreadnought dość niespodziewanie skręciło na The Endless w kierunku brzmienia drapieżnego. W teorii przynajmniej powinno to stanowić większy problem w brataniu się z muzyką wysublimowaną – i jak zwykle teoria została obśmiana przez praktykę. Jest to absolutnie przepiękny album, pełen urzekających melodii, czarujących śpiewów, żeńskich growli, emocjonalnych uniesień, magii kosmosu, nostalgii, miłości, śmierci… i tak naprawdę wszystkiego, czego sobie zażyczycie. Forma The Endless zdaje się być wszechogarniająca, odyseiczna, a skala zastosowanych tu narzędzi stylistycznych, począwszy od całkowitego wyblurowania wszelkiej gatunkowości, a na musicalowej narracji skończywszy, plasuje w moim odczuciu ten album w kanonie współczesnej muzyki progresywnej. Gdyby w latach 90. Disney zlecił napisanie blackmetalowego musicalu, to podejrzewam, że efekt byłby mniej więcej właśnie taki. (Tomasz Małecki)


FKA Twigs – Caprisongs | R&B/Altpop

Okładka płyty FKA Twigs – Caprisongs

W twórczości FKA Twigs ujmuje mnie zestawienie intymnej melancholii z futurystycznym brzmieniem. Szczególnie po wydaniu drugiego albumu Magdalene (2019), gdy Tahliah Barnett dość jasno zakomunikowała, że pop i awangarda wcale nie muszą leżeć na skrajnych wobec siebie biegunach. Wraz z początkiem 2022 roku światło dzienne ujrzał mixtape Caprisongs, który jak do tej pory jest najbardziej eklektycznym (i kolektywnym) projektem Twigs. 17 utworów wraz z interludiami i wstawkami prywatnych rozmów z przyjaciółmi zostały przedstawione w tonie charakterystycznych dla Brytyjki eksperymentów i syntez gatunkowych (od trapu, R&B, reaggaetony, po hyperpop). Swoboda towarzysząca operowaniu stylistyką przejawia się także w postawie artystki, która nieskrępowanie dzieli się swoimi lękami, namiętnościami i wnioskami z nie zawsze przyjemnych doświadczeń. Produkcji asystuje wyzwalająca atmosfera emocjonalnej szczerości i sonicznej zabawy, którym mistyczna osobowość Barnett (wyeksponowana przez astrologiczne konotacje) nadaje intrygującej głębi. (Magda Wołowska)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.