Advertisement
PublicystykaZestawienia

#ZostańWDomu | 5 najciekawszych spektakli dostępnych na Ninatece

Maciej Kędziora
fot. kadr ze spektaklu "(A)pollonia" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego

Już dziś na Filmawce zapowiadaliśmy spektakl “Cząstki kobiety” transmitowany w sobotę na profilu TR Warszawa, ale nie trzeba czekać aż do weekendu, by zobaczyć najciekawsze i najbardziej intrygujące spektakle polskiego teatru za darmo i legalnie w sieci. Ninateka, oferująca legalną, rodzimą kulturę od wielu lat, ma w swoich zbiorach paręnaście pasjonujących dzieł teatralnych, z których to przygotowałem dla was 5 mi najbliższych (kolejność przypadkowa).


(A)pollonia w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego


Większość osób ma trzy skojarzenia z Warlikowskim, jeśli chodzi o jego sztuki – pierwsze to sztuki Szekspirowskie i jego wyłamujące się ramom adaptacje i interpretacje, drugie to “Anioły w Ameryce”, a trzecie to “(A)pollonia”, jego długie i rewolucyjne opus magnum.

W “(A)polloni” Warlikowski podejmuje tematykę ofiarowania – jego moralnej złożoności, tragizmu i decyzji podejmowanej między ludźmi o poświęceniu jednego/jednej z nich. Opowiadając o bohaterkach, Ifigenii, Alkestis i Apolonii Machczyńskiej, zastanawia się nad tym, czy ktoś może być gotowy na śmiertelne poświęcenie i ukazując długą defiladę martwych, próbuje znaleźć w ich losie sens.

Podobnie jak w większości swoich dzieł, lepi tekst sztuki z paru autorów, próbując osiągnąć jak najbardziej uniwersalny wydźwięk. W (A)polloni sięga po Ajschylosa, Coteezego, Hannę Krall, “Łaskawe” Litella i Eurypidysa, wyciągając z nich to, co najlepsze i humanizując antyczne teksty.

W “(A)polloni” pełno jest sprzeczności – tragedie ścierają się z reportażem, dobro ze złem, przymus z przyzwoleniem, ekspresja aktorska ze śmiertelną pustką. A wszystko to w obliczu pięknej i wielkiej formalnie scenografii Małgorzaty Szczęśniak. Pozycja obowiązkowa.


Burza w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego


Nie wszyscy byli fanami adaptacji szekspirowskich Warlikowskiego. Gdy zaczynał pracę w Teatrze Rozmaitości, nazywano go barbarzyńcą niszczącym angielskiego klasyka, a sposób, momentami bardzo brutalny, w jaki traktował dzieła, dla wielu zakrawał na bluźnierstwo. Kiedy jednak nagrywano “Burzę” (2008), o Warlikowskim nie można było mówić inaczej, niż jako o mistrzu współczesnej sceny teatralnej.

Przeczytaj również:  5 filmów, które musicie obejrzeć na LGBT Film Festival 2020

W roli głównej, prawdopodobnie najlepszej w swojej scenicznej karierze, Adam Ferency, kreujący złowrogiego i samotnego Prospera. Wokół niego klasyczni aktorzy reżysera – Magdalena Cielecka jako Arie, Jacek Poniedziałek jako Stefano, Stanisawa Celińska w roli Trinkulo. Wszyscy w znakomitej, jak na zmierzch działalności Warlikowskiego w TR-ce, formie.

Najlepiej uczucia po spektaklu opisał Warlikowski w wywiadzie z dramaturgiem Teatru Nowego w Warszawie, Piotrem Gruszczyńskim: “W sztukach Szekspira zawsze trzeba znaleźć te momenty, które dzisiaj coś znaczą. […] Umieramy w określonym gronie, z określonymi wyrzutami sumienia. Wtedy nie trzeba już wiele, żeby doprowadzić uczestników do uświadomienia sobie własnej winy.”

fot. Kadr ze spektaklu “Burza” w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego

Szczęśliwe dni w reżyserii Antoniego Libery


Antoni Libera, choć w swoich poglądach często sprzeczny z moimi, stworzył dwa dzieła formacyjne. Jednym była jego “Madame”, w mojej opinii najlepsza polska powieść XX wieku, drugimi były jego tłumaczenia Samuela Becketta, bowiem podobnie, jak nikt nie czyta pozytywizmu tak jak prof. Ryszard Koziołek, nikt nie rozumie Becketta w tak piękny sposób jak Antoni Libera.

“Szczęśliwe dni”, w których w główną rolę wciela się wybitna Maja Komorowska, śledzą losy Winni, powtarzającej dzień w dzień swoje rytuały, nawet te najbardziej absurdalne. I niczym w “Dniu świstaka”, mantra codzienności zaczyna tu powoli przytłaczać protagonistkę, dusząc ją i wprowadzając w jej żywot (a co za tym idzie – na scenę) elementy surrealizmu.

Jeśli kiedykolwiek czytaliście albo chcieliście sięgnąć po twórczość Becketta – zaufajcie wizji Libery. Bowiem nikt tak jak on nie potrafi go zrozumieć.


H. w reżyserii Jana Klaty


Jan Klata to jedna z najciekawszych postaci polskiego teatru ostatnich paręnastu lat. Od jego przekornych adaptacji literackich (w szczególności mam przed oczami “Wroga ludu”), aż do pożegnania z Teatrem Starym i działalności freelancerskiej w różnych teatrach w całym kraju.

Przeczytaj również:  Badek: Mamy problem z Oscarami, ale standardy różnorodności to tylko jego niewielka część [FELIETON]

Jeśli chcecie zobaczyć, jakie jest modus operandi Klaty, najlepiej sięgnąć po “H.”, czyli adaptację Hamleta dziejącą się w murach opustoszałej Stoczni Gdańskiej. Przesiąknięta radykalizmem formalnym i próbą nowej narracji opowieść krytykująca ówczesny (na rok 2005) stan Solidarności, pozbawionej swych wartości i myśli, o które walczyła w latach 80-tych.

I choć nie wszystko w spektaklu wyszło, a sam Klata ma na swoim koncie bardziej udane przedsięwzięcia, “H.” należy znać ze względu na jego publicystyczną i adaptacyjną wartość. Szczególnie że historia dopisała do narracji reżysera bardzo smutne didaskalia.

fot. fragment spektaklu “H.” w reżyserii Jana Klaty

Między nami dobrze jest w reżyserii Grzegorza Jarzyny


Grzegorz Jarzyna nie raz płynnie balansował między filmem a teatrem – czego dowodem jest “2007: Makbet”, telewizyjny zapis jednego z najwybitniejszych spektakli w dorobku posttransformacyjnego polskiego teatru.

Ja jednak, zamiast znów odwoływać się do Szekspira i jego adaptacji, sięgam po Dorotę Masłowską i jej “Między nami dobrze jest” – jak zauważyła Aleksandra Popławska to “tragikomedia wirtualna o polskiej rzeczywistości”.

Jarzyna sięga po nowinki techniczne – są tu animacje, narracyjne przeskoki, buntownicze nastawie formalne przynależne tylko Masłowskiej (ci, którzy widzieli “Wojnę polsko-ruską” wiedzą, o czym mowa).

To również debiut filmowy Jarzyny – zapisującego swój spektakl, jednocześnie wprowadzając do niego doktrynalne i czasowe zmiany. O efekt jednak nie musicie się bać, bo zarówno jak jego oryginalna wersja z roku 2009, “Między nami dobrze jest” jako adaptacja literatury to jeden z najważniejszych kroków w karierze reżysera.


Dzielcie się również swoimi ulubionymi spektaklami dostępnymi legalnie w sieci!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.