FilmyRecenzjeStreaming

“Słudzy”, czyli opowieść o inwigilacji i wielkim rozczarowaniu [RECENZJA]

Maciej Kędziora
fot. kadr z filmu "Słudzy"

Ivan Ostrochovský pierwszą sceną, w której to z auta wyciągane są zwłoki, od razu nacechowuje nasz odbiór filmu. Na nic młodzieńczy entuzjazm dwóch świeżo przyjętych do klasztoru seminarzystów – jako widzowie czekamy na ekranową śmierć. Zanim jednak to nastąpi, musimy, podążając śladami głównych bohaterów,  wdrożyć się w duchowe życie. Gdzie mniej jest Boga, a więcej polityki. 

Słudzy z założenia są filmem ascetycznym. Brak tu barokowości, wielkich sekwencji modlitwy czy pościgów – choć konwencja noir będzie inspirować reżysera przy rozpisywaniu wątku kryminalnego. W filmie słowackiego reżysera znacznie ważniejsza jest cisza, nadająca pewnym scenom patosu bez podkreślania go dialogami czy przemowami. Właśnie owa cisza tworzy całą doniosłość jego dzieła – a gdy się pojawia, czujemy, że dzieje się coś bardzo ważnego. 

Cisza jest odpowiedzią młodych studentów na sytuację zaistniałą w klasztorze. Władze duchowne, współpracujące z władzami autorytarnymi poprzez organizację Pacem in Terris, wpajają młodym istotę spowiadania się przed nimi z cudzych grzechów, a także próbują ich między sobą podjudzać. Ci, którzy buntują się przeciwko status quo, milczą – nie donoszą, a jeśli przemawiają, to by namówić innych do dołączenia do protestu. 

Słudzy
fot. kadr z filmu “Słudzy”

Ostrochovský kontrastuje ze sobą dwa światy – młodych, którzy czują jeszcze powołanie i starych, którzy przez lata u władzy stracili poczucie moralności, której rzekomo mieli bronić. Słowak ukazuje, jak wielu twórców przed nim, jak władza deprawuje, wyzbywa człowieka z wyrzutów sumienia. W jego przypadku symbolem władzy jest instytucja Kościoła, współpracująca blisko z aparatem reżimu. 

To co wyróżnia Sługów na tle innych opowieści o deprawacji żądzą władzy, poza osadzeniem akcji w realiach klasztornych, to sposób kadrowania, budowania opowieści wizualnych. Juraj Chlpik buduje historię statycznymi kadrami, między czernią i bielą (symbolizującą moralność bohaterów) poszukując szarości i przełamań. Sama plakatowa scena, obrzucania się śnieżkami, ostatnia chwila niewinności, robi ogromne wrażenie – i ta statyczność, wpisująca się w myśl narracyjnej ascezy, jednocześnie imponująca stylem wizualnym, tworzy klimat dzieła. 

Choć w świecie wykreowanym przez Ivana Ostrochovsky’ego, a także współscenarzystkę, Rebeccę Lenkiewicz (odpowiedzialną wraz z Pawłem Pawlikowskim za scenariusz do Idy) i Marka Leščáka, większość bohaterów pełni bardziej rolę alegorii niźli pełnoprawnych postaci, a znakomite role aktorskie nadają im dodatkowe brzmienie. Tu w szczególności należy zaakcentować kreację Vlada Ivana, po raz kolejny tworzącego postać unikatową w pejzażu europejskiego arthouse’u. Po 4 dniach… i Schyłku dnia tym razem kreuje obraz doktora ze służb bezpieczeństwa, postać najbardziej przerażającą, która, mimo świadomie ograniczonej i spokojnej ekspresji, epatuje na ekranie złem. 

Wydaje się, że rozliczenie Kościoła, którego dokonuje w Sługach reżyser, jest jednym z najciekawszych i niewątpliwie najlepszych w ostatnich latach. To dzieło zawierające bowiem w sobie uczucie, towarzyszące wielu osobom i wreszcie przekazujące je na ekran. Nie ma tu samej krytyki od początku do końca filmu – Ostrochovský wolał bowiem ukazać rozczarowanie miejscem, w które główni bohaterowie wierzyli na tyle mocno, że chcieli spędzić w nim całe życie. Jego Słudzy to opowieść o wielkim rozczarowaniu, bez nadziei i możliwości poprawy sytuacji. 

Powtórny seans filmu wyświetlanego rok temu na festiwalu w Berlinie uwidocznił jeszcze jedną cechę, która najbardziej być może imponuje w Sługach. Film Ostrochovsky’ego znakomicie się opowiada – i choć można mieć zarzuty, że jest zbyt krótki, a reżyser interesuje się li tylko alegoriami konkretnych typów charakterologicznych – to niewątpliwie wszystko jest na swoim miejscu. Od pierwszej do ostatniej sceny.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.