Recenzje

“Niezwykła Podróż Fakira, który utknął w szafie” – Recenzja w rytmach hinduskiego techno

Maciej Kędziora

Paulo Coelho w Alchemiku napisał “Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie.”. I ku mojemu zaskoczeniu idealną personifikacją tej dewizy jest główna postać filmu Niezwykła podróż Fakira, który utknął w szafie – Aja, który zawsze śnił o wyprawie do miasta miłości, Paryża. Zresztą zdanie z książki Coelho okazało się prawdziwe również jeśli chodzi o moje oczekiwania związane z seansem. Chciałem się po prostu dobrze bawić i dzięki Kenowi Scottowi przeżyłem najprzyjemniejsze 90 minut mego filmowego lata.

Kadr z filmu “Niezwykła podróż Fakira…..”

Opowieść zaczyna się dość typowo. Aja (grany przez wielką wschodnią gwiazdę kina Dhanusha), wychowywany przez samotną matkę, to bardzo niegrzeczny, acz kochany chłopiec pakujący się często w tarapaty. Podszywa się pod Fakira, okrada turystów, ale wszystko po to, by utrzymać siebie i swoją rodzinę. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy umiera jego rodzicielka, a on postanawia spełnić ich wspólne największe marzenie – wyjechać do Paryża by odnaleźć ojca, czyli utraconą miłość matki, a także własną drugą połówkę.

Z początku wszystko wydaje się układać o jego myśli – do stolicy miłości dolatuje bez problemowo, podczas zwiedzenia ukochanej przez niego Ikei spotyka zjawiskową Marie (Erin Moriarty), w dodatku znajduje wyjątkowo tani jak na europejskie warunki nocleg – jedną z szaf w słynnym skandynawskim sklepie. I tu właśnie zaczyna się tytułowa niezwykłość jego podróży, gdyż owa szafa wysłana zostaje do Londynu. Aja stawia sobie za cel powrót do Francji, jednak jego droga (ku uciesze widza) w konsekwencji wielorakich perypetii będzie wiodła przez Hiszpanię, Włochy, a nawet Afrykę.

Zobacz również: McQueen – Recenzja

Ken Scott przyszykował dla widza jazdę bez trzymanki, w niesamowity sposób łącząc różne gatunki. Oprócz komedii romantycznej, dostajemy tu musical (piosenka brytyjskich celników to najlepszy moment w całej produkcji), film akcji, czy nawet dramat społeczny krytykujący sytuację we współczesnej Europie. I ten ostatni sposób narracji pozwala produkcji wybić się na tle konkurencji. Niezwykła podróż Fakira… to również opowieść o imigrantach, którzy szukają – podobnie jak nasz główmy bohater – po prostu lepszego życia. To także historia o rasizmie, bo niektóre na pierwszy rzut oka zabawne sytuacje mają miejsce tylko z powodu innej narodowości Aji. A wówczas nasz śmiech pozostawia gorzki posmak.

Przeczytaj również:  "Homemade", czyli netflixowe krótkometrażówki o życiu w trakcie pandemii [RECENZJA]

Jednak oprócz dość smutnego wątku uchodźców, dostajemy wiele podnoszących nas na duchu sekwencji.  Najbardziej chwycił mnie za serce wątek rzymski, w którym Aja pomaga bardzo znanej aktorce Nelly odzyskać miłość z dawnych lat. By to uczynić decydują się na szaleńczy taniec w rytm hinduskiego techno, a ów układ jest momentem granicznym w filmie. Momentem, w którym rozumiemy, że Ken Scott to geniusz komedii i mistrz wyczucia idealnej chwili koniecznej do pochłonięcia widza w swojej wizji. Uroczo przeciągnięta sekwencja jest manifestem wyzwolenia i radości, tak silnej, że sami przed ekranem chcemy wtargnąć na parkiet i bawić się wraz z nimi.

Kadr z filmu “Niezwykła podróż Fakira…..”

Równolegle do podróży Aji cały czas dzieje się historia Marie, pięknie napisanej postaci kobiecej. Jest ona silna, samostanowiąca o sobie, a przy tym bardzo mocno skrzywdzona przez życie i mężczyzn. Do kontrastu dostaje pewną siebie Rose, jej wieloletnią przyjaciółkę, która postanowiła zostać lesbijką. Motyw, w wielu produkcjach będący przyczynkiem wielorakich niewybrednych żartów, jest tutaj poprowadzony nad wyraz subtelnie. Podobnie jak historia obiektu zainteresowań naszego bohatera, której działania są uzasadnione, ba, reżyser odrzuca wszystkie schematy typowe dla romkomów i buduje jej relacje z całkowicie innym mężczyzną.

Zobacz Również: Człowiek, który zabił Don Kichota – Recenzja

Muszę jeszcze wygłosić peany na cześć świetnych dialogów. Niestety nie mam pojęcia ile z nich jest wzięte żywcem z książkowego pierwowzoru (The Extraordinary Journey of the Fakir Who Got Trapped in an Ikea Wardrobe), ale nie zmienia to faktu, że nie ma tutaj ani jednego niepotrzebnego elementu czy nieudanego wątku. Perfekcyjna obserwacja współczesnego świata – od wojny Taxi vs Uber, przez bardzo przyjemny wątek poruszający tematy LGBT, aż do mocnych akcentów feministycznych – czyni ten film godnym następcą wybitnego Master of None.

Niespodziewanie mocno wypada również obsada aktorska. Dhanush zagarnia każdą scenę dla siebie, dziarsko pląsając po ekranie z szarmanckim uśmiechem, którego mogliby mu pozazdrościć wszyscy amanci amerykańskiego kina. Podobnie jak większość gwiazd z Bollywood, ma jedną cechę nieznaną naszemu aktorstwu – pewien ekranowy luz. Bez zaskoczenia świetnie wypada również znana z Artysty i Przeszłości Farhadiego Berenice Bejo w roli Nelly. To ona jest naszą femme fatale, o której względy zabijają się playboye z całego świata, to również ona dźwiga cały bagaż dramaturgiczny w części rzymskiej. Jak zwykle jako aktor charyzmatyczny sprawdza się Barkhad Abdi w roli somalijskiego uchodźcy, a wzrok Erin Moriarty to najbardziej hipnotyzująca cześć produkcji.

Przeczytaj również:  "Moje życie jest moje", czyli w poszukiwaniu wolności [RECENZJA]
Zobacz Również: Klasyka z Filmawką – „Coś”

Jedyne co z lekka przeszkadzało mi w odbiorze dzieła Scotta to strona techniczna. O ile estetykę Bollywood kupuję w stu procentach, o tyle z lekka mogę przyczepić się do bardzo zwykłej muzyki (oprócz scen z muzyką techno) i zbyt neutralnych kadrów, w których po prostu brakuje szaleństwa dorównującego reszcie produkcji.

Kadr z filmu “Niezwykła podróż Fakira…..”

To była dla mnie niezwykła podróż z odpiętymi pasami bezpieczeństwa. 90 minut czystej radości z bycia kinomanem. 90 minut pięknej opowieści o wierze, miłości, tolerancji i marzeniach. I apeluje przy okazji do firm marketingowych – zatrudnijcie Kena Scotta. Udało mu się sprzedać mi hinduskie techno, co oznacza, że nie ma rzeczy, których ten człowiek by nie potrafił. A może brak ograniczeń tyczy się każdego z nas?


2 odpowiedzi na “9 perełek niemieckiego kina”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.