FestiwaleFilmyRecenzje

Tydzień Filmu Niemieckiego: Recenzujemy “Mój koniec. Twój początek”

Maciej Kędziora
Kadr z filmu "Mój Koniec. Twój początek"

Czas to dla kinematografii jeden z najbardziej intrygujących aspektów. W końcu na taśmie filmowej czas jest relatywny – nie tylko pod względem jego zaburzenia wobec czasu realnego (seans trwa dwie godziny, czas wewnątrzkadrowy parę dni, miesięcy czy lat), ale i pod względem narracyjnym. Przewijanie się retrospekcji z futurospekcjami, prowadzenie równoległych opowieści czy wreszcie jawne cofanie się w czasie. To właśnie w kinie ulotność minut, sekund jest najbardziej odczuwalna, a za pomocą montażu może stać się samym rdzeniem narracji. Tak jak ma to miejsce w “Moim końcu, Twoim początku”. 

Debiut reżyserski Mariko Minoguchi od razu wrzuca nas w oś akademickiej rozmowy o istocie czasu. Aron, nieświadomy swojego tragicznego losu, wykłada na wydziale fizyki o zjawisku déjà vu, doświadczeniu temporalnym, a także o przeznaczeniu – sposobie w jakim przeszłość i przyszłość formują nas w teraźniejszości. Idylliczny wstęp (w końcu na auli znajduje się jego życiowa partnerka, Nora) ma za chwilę zostać przerwany – napad na bank pozbawi życia młodego doktoranta, a Nora będzie musiała odnaleźć się w całkowicie innej rzeczywistości. 

Radzić z nagle zmieniającą się rzeczywistością będzie musiał również Natan, u którego córki wykryto śmiertelną chorobę, a jedyną szansą na odwrócenie tego wyroku jest eksperymentalne, drogie leczenie. Rzecz jasna oba wątki w pewnym momencie się przetną – ale kiedy i gdzie? Na to pytanie będziemy musieli sobie odpowiedzieć sami. 

Głównym wyzwaniem widzowskim w filmie Minoguchi jest bowiem odnalezienie się w narracyjnej czasoprzestrzeni. Chwila, w której orientujemy się w nielinearności opowiadanej historii, będzie momentem reewaluacji wszystkich wcześniejszych scen. Zastanowienia się co wydarzyło się przed śmiercią Arona, a co już po. Gdzie znajduje się tytułowy początek, a gdzie koniec. Nie są to najtrudniejsze filmowe puzzle, ale ich układanie w głowie (to klasyczny mind-game film) stanie się naprawdę znakomitym sprawdzianem uważności odbiorczej. 

By jednak film opierający się na nie tyle zwrotach akcji, bo tych tu niewiele, ale na zaburzonej ciągłości historii mógł się sprawdzić, potrzeba znakomitego zamysłu i montażu. Obydwie te rzeczy rzecz jasna tu są – stąd moje zachwyty – ale szczególną uwagę należy poświęcić genialnie opowiedzianej cięciami historii. To one stoją w centrum całej narracji: nadają jej rytmikę, falsyfikują nasz wstępny odbiór, dynamizują opowieść. 

Wreszcie, montaż pozwala ukryć pewne decyzje scenariuszowe, które, choć można to usprawiedliwić zagubieniem narracyjnym, będącym świadomym zabiegiem reżyserki, chwilami zaskakiwały w nie do końca zrozumiały charakterologicznie sposób. Ale konwencja i sposób wykonania, pozwala mi wierzyć, że to zagubienie wynika z mojego niepasującego układu puzzli porozrzucanych po filmowej planszy, a nie z powodu niedociągnięć scenariuszowych. 

Mój Koniec. Twój początek
Kadr z filmu “Mój Koniec. Twój początek”

W konwencji mind-game films, bardzo intrygującym aspektem jest część “świadomościowa”. Fragment produkcji, sugerujący wiedzę na temat zabawy scenariuszowej czasem, czy to przez świadomą postać – w przypadku filmu Minoguchi będzie to badający relatywizm Aron – czy przez zaznaczenie swojej anachroniczności w filmie (lynchowskie pytanie: “Is it future or is it past?”). Nadaje on wyrazu meta komentarza, świadomej gry z widzem, gdzie próbuje się go przechytrzyć, unikając przewidywalności. I niewątpliwie, zarówno dzięki postaci Arona, jak i świadomej zabawie reżyserki schematami kina, udaje jej się absolutnie zaskoczyć nas parę razy w trakcie seansu. 

Niewątpliwie jednak należy podkreślić, że nie samą konwencją żyję ten film. Innymi słowy – nie sam zamysł buduje całe dzieło. W większości scen, “Mój początek, Twój koniec”, zachwyca również wewnątrz kadrową dramaturgią. Minoguchi pozwala wykazać się swojej obsadzie, co dobitnie widać w znakomitej roli Saskii Rosendahl. Wcielająca się w Norę aktorka świetnie buduje postać i oddaje proces uświadamiający protagonistkę w kwestii relatywizmu czasoprzestrzennego, jednocześnie wygrywając żałobę i targające bohaterką emocję. 

Finalnie, “Mój początek, Twój koniec” sprawdza się zarówno jako opowieść o miłości oraz stracie, jak i w charakterze narracji zaskakującej dynamiką akcji. Debiut reżyserki Mariko Minoguchi, to bardzo intrygujący przykład przenikania przeróżnych konwencji dotychczas najczęściej występujących w mainstreamie (bardzo częsty format déjà vu) do arthouse’u. I jest to połączenie jak najbardziej udane.

Film obejrzeliśmy w trakcie trwającego Tygodnia Filmu Niemieckiego. Wydarzenie w całości odbywa się online, na zrzeszającej polskie kina studyjne platformie MOJEeKINO.pl.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.