Recenzje

“53 wojny”, czyli przejmujący portret toksycznego związku – Recenzja

Maciej Kędziora
53 wojny

Jeśli zastanawiacie sie, czym są tytułowe 53 wojny to już śpieszę z wyjaśnieniem – jest to liczba wypraw na jakie wyjechał Witek, korespondent wojenny jednej z bardziej cenionych rodzimych gazet. Kiedy jednak on walczył o życie i próbował dokumentować dramaty ludzkie w państwach trzeciego świata, równie wielkie dylematy przeżywała jego żona Ania, czekająca na chociazby dźwięk domofonu oznaczający jego powrót, przykuta do słuchawki telefonicznej, bo w końcu miał się odezwać dwie godziny temu, śledząca każde, choć najmniej ważne doniesienie prasowe z frontu. Kobieta, która na swoje nieszczęście pokochała osobę uzależnioną od adrenaliny.

To na postaci Ani (wybitna w tej roli Magdalena Popławska) będziemy się skupiać przez cały czas trwania 53 Wojen. Wzorowana na postaci Grażyny Jagielskiej bohaterka, początkowo zdaje się być bardzo wyrozumiała i neutralnie nastawiona do pracy męża. Ot – wyjeżdża, ale zawsze wraca. Przecież by jej nie zostawił. Stopniowo jednak, wraz z coraz bardziej zacieśniającą się między nimi relacją, a także narodzinami Krzysia i Piotrusia, popada w coraz większe urojenia i przez większość czasu żyje w notorycznym poczuciu niepewności, czy strachu, drżąc o zdrowie osoby, którą szczerze kocha.

Jak mantrę będzie powtarzać sobie i swojej matce (Dorota Kolak), że To już koniec. Gdy Witek (Michał Żurawski) wróci to odejdzie od niego wraz z dziećmi. Jednak by mogła to zrobić to Witek musi wrócić. Ale przecież dzisiaj się jeszcze nie odzywał. Czy to oznacza, że coś mu się stało? I znów zatacza błędne koło wiecznego niepokoju i strachu. Znów błaga matkę, żeby wzięła dzieci na weekend, panikuje, czy ucieka się do zażycia psychotropów. W końcu Witek wraca. Skoro wrócił, to pewnie już zostanie. Stawia mu ultimatum – Albo z tym kończysz, albo ćpiemy razem. On zawsze obiecuje, że skończy. Potem wyjeżdża i wszystko się zapętla.

Przeczytaj również:  "Biały, biały dzień", albo o drastycznym pokonywaniu traumy [RECENZJA]

53 wojny

Reżyserka postawiła sobie za cel stworzenie portretu toksycznego związku, oraz tego jaki potrafi mieć wpływ na jednostkę. Czasem zdaje nam się, że Ania wreszcie zrobi coś dla siebie, tak jak często powtarza – Wróci, to zajmę się własną karierą. Kiedy jednak nie ma Go w pobliżu, nie potrafi się nad niczym innym skupić i całe swoje życie (a nawet mieszkanie) układa pod niego i jego wyjazdy. Witek staje się w tej relacji całkowicie nieświadomym despotą, który swoimi wyjazdami całkowicie rozregulowuje stabilność emocjonalną swojej partnerki, wpędzając ją w uzależnienie od leków psychotropowych i powodując rutynowe ataki paniki, czy stany lękowe.

Problem w tym, że kiedy 53 wojny wchodzą w fazę z pogranicza surrealizmu, chaos obserwowany na ekranie nie tylko sprawia nam dyskomfort, ale również w pewnym momencie zaczyna nas drażnić. Irytująca praca kamery, czy przeszkadzająca w swobodnym odbiorze muzyka, całkowicie psują odbiór bardzo dobrej do tego momentu produkcji. Niestety odnoszę wrażenie, że w chaosie psychozy gubię się nie tylko ja jako widz, ale również pani reżyser, bo mimo znakomitego zamysłu na przedstawienie choroby, nie dorównała mu swoim warsztatem, co jednak można tłumaczyć faktem, że jest to jej pełnometrażowy debiut.

Jest jednak powód, dla którego 53 wojny trzeba obejrzeć. Jest nim Magdalena Popławska, która udowadnia po raz kolejny, że znajduje się w panteonie najwybitniejszych polskich aktorek w historii. Jej ekranowa transformacja i szaleństwo, połączone z tą typową dla jej postaci sarkastyczną i ironiczną nutą, tworzą jedną z najwybitniejszych kreacji w historii współczesnego polskiego kina. Jej rola oddziaływuje na człowieka na tak wielu poziomach, a także rezonuje w człowieku przez długi czas po seansie. Niczym w jednym ze spektakli Krzysztofa Warlikowskiego, ma się poczucie, że Popławska czerpię energię widzów z sali kinowej i wykorzystuje ją na ekranie.

Przeczytaj również:  Ghibli: Mój sąsiad Totoro [RECENZJA]

Wtóruje jej w tym inna aktorka Nowego Teatru, czyli Dorota Kolak, tworząc jeden z najlepszych portretów kochającej babci, która jednak wie, że każdy z nas powinien sam radzić sobie ze swoimi własnymi problemami. Jest w niej dużo ciepła, ale też takiego chłodnego do szpiku kości racjonalizmu, kontrastującego z idealizmem Ani. Popis aktorski zalicza również Michał Żurawski, który swoją kreacją pozwolił po części usprawiedliwić działania Witka, dla którego siedzenie w domu byłoby jednym wielkim cierpieniem i skazaniem na depresję.

53 wojny to bardzo odważny debiut. Film z masą niedoróbek i wad, który jednak przez pryzmat czasu nadal we mnie rezonuje i czasem wracam do niego myślami. Szczególnie do wybitnej roli Magdaleny Popławskiej stawiającej sobie swoim warsztatem prezentowanym na ekranie pomnik. Pomnik, który będę odwiedzał jeszcze nie raz. Bo i ja jestem uzależniony od mocnych przeżyć.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.