Advertisement
FelietonyPublicystyka

Portret pamięciowy [ANALIZA]

Maciej Kędziora
fot. kadr z filmu "Memorable"

Jednym z podstawowych zadań ramy artystycznego wyrazu, niezależnie, czy płótna czy kadru, jest uchwycenie fragmentu historii za pomocą pędzla / obiektywu. Dzięki tym prostym zdjęciom, obrazom tworzy nam się podstawowy zapis pamięci, istoty niezdefiniowanej czy nawet – jak zdają się sądzić postfreudowscy analitycy – niedefiniowalnej. Jeśli jednak założyć że pamięć każdego człowieka jest „toile vierge”, a każdy moment jest pojedynczą farbą, powoli zamalowującą pejzaż naszych synaps, wówczas nieuchwytna artystycznie pamięć stanie się wyczuwalną fakturą, możliwą do ukazania na dużym ekranie. 

Abstrakcyjną tematyką obrazowania pamięci postanowił się zająć Bruno Collet, w swoim krótkim metrażu Mémorable. Wykorzystując medium animacji, jakże podatne na wprowadzenie sznytu malarskości, opowiada o pamięci w sposób najbardziej dojmujący z możliwych – poruszając się po nadal nieodkrytym temacie rozkładu szarych komórek na skutek choroby Alzheimera. O stopniowym zanikaniu, uciekających impresjach zamkniętych w kubizmie, o fowizmie codzienności malowanym wyblakłymi farbami. 

Początkowo Louis, starszy malarz, portrecista, wydaje się być podstarzałym inteligentem, z zalegającą na głowie resztką siwizny, a każde zapomnienie przemienia w żart. Dopiero parę chwil w jego chropowatym świecie sztuki uświadamia nas o drążących się w jego głowie lukach. Jedyną osobą, która wydaje się niezmąconą zatarciami w mózgu, jest jego żona, Michelle, wspierająca, wyrozumiała, ciepła.

fot. kadr z filmu “Memorable”

Chwila zawieszenia widza w niewiedzy to pierwsza polemika z czasem, wartością w krótkometrażowej produkcji najważniejszą i drogocenną. Tak jak zatarte są one dla malarza, Collet zaciera przed widzem ramy czasu, bawiąc się znikającymi postaciami i obiektami. Mamy poczucie, że za 12 ekranowymi minutami rozgrywa się cały film fabularny, do którego my, patrząc z perspektywy starczego, schorowanego umysłu, mamy dostęp tylko w urywkach odzyskiwanej świadomości. Perspektywy zmiennej, coraz bardziej wyblakłej i wyzbytej z kolorów. 

Alzheimer filmowy dotychczas zawsze był pokazywany z trzeciej osoby. Nie mogliśmy wniknąć w świat profesor Howland z filmu Motyl Still Alice, zauważając jej symptomy li tylko przez pryzmat chłodnego obiektywu kamery. Oczami Helen Mirren patrzyliśmy na powolny upadek Johna w amerykańskiej opowieści Paolo Virziego Ella i John. Nawet empatyczny satyryk, jakim mimo wszystko jest Ricky Gervais, ukazywał utratę pamięci ojca z perspektywy pogrążonego w żałobie syna. Nigdy oczami chorego, jakby jego dramat rozgrywał się tylko mimochodem. 

Louis rozumie świat podstawowymi symbolami, zakodowanymi w umyśle latami pracy twórczej. Odczuwa otoczenie fakturowo, filtrując podstawowe przedmioty codziennego użytku przez sita sztuki złożone z XIX- i XX-wiecznych kierunków malarskich. Na bliskich patrzy kubistycznie, przestrzeń i użytkowość opisuje w sposób informatywny, malując na samoprzylepnych kartkach cechy danej rzeczy licząc, że niczym ściągi w czasach szkolnych ten prosty sposób przywróci mu nadgryzioną zębami choroby logikę i przejrzystość myślenia. 

Bruno Collet, czyniąc kadr ramą obrazu, w przeciwieństwie do większości animowanych produkcji, rozpoczyna swój film od ukończonego już dzieła malarskiego – dzieła twórcy w kwiecie wieku – stopniowo odzierając go z kolejnych warstw, odrywając pojedyncze faktury nałożonej farby. Czujemy się jakbyśmy patrzyli na obraz pamięci Louisa, stopniowo zbliżającego się do śmierci, połączonej symbiotycznie z widmem końca filmu. 

Stosowana technika animacji poklatkowej, bodajże najbardziej malarskiej, uwidacznia kod percepcyjny głównego bohatera. Równie dobrze Mémorable mogłyby być ostatnimi dniami Jana Białostockiego; jego synestezji codzienności, w którego esejach nawet litery i słowa miały pewien wyczuwalny i namacalny kolor i kreskę; Białostockiego patrzącego na realia przez pryzmat lat badań, analiz nurtu i sztuki współczesnej. 

Podobnie jak w pracach historyka, w swoich rozprawach uciekającego momentami w strumień świadomości, u Colleta nic nie jest dziełem przypadku. Szczególnie dobrze widać to w przypadku sceny wizytacji dzieci, zawezwanych przez matkę jako trumienny orszak żegnający zdrowie psychiczne ojca. Nikt nie dostrzega jego ostatniego tchnienia, paniki, gdy klarowność wizji przysłaniają mu naleciałości ze sztuki Picassa, deformując nieznajome już twarze bliskich. 

Jest to sztuka zaskakująca, ostra, rezygnująca z piękna […] ale przy zachowaniu jakby śladów zniszczenia, jakiemu rzeczywistość podległa – pisał o kubizmie Białostocki. Nie bez przypadku więc Collet sięga akurat po nurt przynależny Braque’owi i Picassie, bowiem tylko tu namacalnie może przedstawić reperkusje choroby demolującej pamięć. 

Wspominane przez historyka sztuki ślady zniszczenia przejawiają się szczególnie w ostatniej scenie, kiedy wybrakowany malarsko Louis patrzy na zanikającą Michelle, której już nawet nie poznaje. Bierze ją za sprzątaczkę, ale w urywku sekundy, pojedynczej impresji, ostatniej iskrze świadomości, porywa w finalny taniec.

W finalnej minucie Mémorable dotyka wszystkiego. Miłości do sztuki, żony, radości istnienia, przełamując pozytywy tragedią demencji. Louis wykrzesając z siebie ostatnią energię na wirowanie z już nieznajomą mu własną żoną odchodzi tak jak żył: pełen witalności, szczęścia, chęci bycia. W pewnym momencie znika, ewaporując z ostatnią plamą farby.

fot. kadr z filmu “Memorable”

Bruno Collet z każdą minutą spokojnie niszczy swoje namalowane dzieło. Odrywa warstwy farby kształtujące pokój głównego bohatera, wydziera mu pędzel, zmuszając go do prymitywnego malowania palcami, zabiera mu żonę, stopniowo gumkując kształtujące je kolory. Wreszcie usuwa wszystko – w tym samego artystę – jednym przeskoczeniem klatki. 

Buñuel w swoich pamiętnikach pisał, że musimy zacząć tracić pamięć […], by zdać sobie sprawę, że pamięć stanowi nasze życie

Collet jest świadomy tych słów. Ukazując nieukazywalne, pokazał pamięć będąca naszą wrażliwością i wszystkim, czym jesteśmy. Bez niej okazujemy się jedynie białym płótnem, na którym już nikt nie chce malować. 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.