Advertisement
FestiwaleFilmyRecenzjeTydzień Filmu Niemieckiego 2022

Tydzień Filmu Niemieckiego. Recenzujemy “Strzał z bliska” Franziski Stünkel

Maciej Kędziora
Strzał z bliska
fot. Kadr z filmu "Strzał z bliska" / mat. prasowe

Dla wielu krajów znajdujących się niegdyś po wschodniej stronie żelaznej kurtyny, narracje rozliczające się z aparatem opresji, stały się jednym z głównych tematów podejmowanych w kinie ostatnich lat. Nie inaczej jest też w Niemczech, gdzie twórcy i twórczynie opowiadają o byłej NRD albo z perspektywy osób przez Stasi prześladowanych, albo osób z tajną służbą współpracującymi. Jednym z najnowszych dzieł tego nurtu jest prezentowany w ramach Tygodnia Filmu Niemieckiego, Strzał z bliska Franziski Stünkel, dla którego punktem wyjścia była historia oskarżonego o szpiegostwo i straconego w roku 1981 Wernera Teske.

Głównego bohatera, Franza Waltera (w tej roli znany chociażby z Code Blue Urszuli Antoniak, Lars Eidinger) poznajemy gdy staje przed wyborem – albo będzie donosić, a jego kariera akademicka rozwinie się szybko i prężnie, albo jego droga do profesury nie zostanie przyspieszona, a on będzie musiał wyjechać z kraju by przeprowadzić zaplanowane badania. Franz wybiera pierwszą możliwość; wydaje się wręcz, że sam film początkowo traktuje to jako pewnego rodzaju oczywistość. Jakby od początku deklaratywnie informowano nas: w NRD, w połowie lat 70-tych nie ma miejsca na moralne rozterki; nie ma na to także czasu i przestrzeni. Jak zazwyczaj jednak w podobnych historiach bywa, sumienie odezwie się gdy powierzone mu zadanie stanie się zbyt jawnie determinujące cudze życie; wówczas protagonista dopiero uświadomi sobie, że jego czyny przekładają się na losy drugiego człowieka.

Nie chcę jednak zdradzać więcej z historii opowiadanej przez Stünkel, bowiem to właśnie ona stoi w rdzeniu całego filmu. Reżyserka nie ukrywa tego, że sięga po zgrane w kinie politycznym (a chwilami wręcz sensacyjnym) schematy. Trzeba właściwie zaznaczyć, że Strzał z bliska jest dogłębnie konwencjonalnym kinem. Ale sposób w jaki owa opowieść wykorzystuje konwencję na swoją korzyść – przekładając istotę opowiadanej historii nad filmową formę; staje się znaczący dla całości. Nie tyle mamy bowiem zwracać uwagę na poszczególne elementy formalne (stojące na równym, solidnym poziomie, zwłaszcza w kontekście zdjęć – nie powinno to jednak dziwić, mając na uwadze, że reżyserka jest również fotografką); co na wagę treści; nie mamy pytać “Jak?” – mamy pytać “O czym?”.

Oczywiście, w kontekście kina o NRD, każdy film o służbach stoi w mniejszym lub większym cieniu rzucanym przez równie arcydzielne co popularne Życie na podsłuchu. I, tak, oscarowe dzieło Henckela von Donnersmarcka pozostaje najlepszym w tym nurcie kina konfrontującego się z przeszłością; ale nie uważam przy tym, że film Stünkel nic więcej nie wnosi. Bo przemiana Waltera – jak i dobitnie wskazująca idee stojące za Strzałem z bliska końcówka, to wyjątkowo dobrze przeprowadzone sekwencje filmowe, wskazujące na ilość researchu, ale i zamysłu stojącego za stylem narracji.

Strzał z bliska
fot. Kadr z filmu “Strzał z bliska” / mat. prasowe

Jeszcze jeden aspekt zwrócił moją uwagę – również rzucając moje myśli na tory kina polskiego. Twórczość rozliczeniowa stoi w centrum obu kinematografii (a przynajmniej ta część niemieckiej twórczości, która trafia na ekrany naszych kin – myślę tutaj przykładowo o wybitnych “Obrazach bez autora”); obie również przejawiają coraz mocniejsze chęci ukazywania niejednoznaczności w decyzjach bohaterów tudzież bohaterek. Szukając rodzimego “Strzału z bliska” wydaje mi się, że należałoby powrócić do “Różyczki” Borysa Lankosza, niesłusznie zapomnianej opowieści o tytułowej tajniej współpracowniczce SB. Tam również podjęcie decyzji o współpracy jest jakby oczywiste; z każdym kolejnym dniem wraz z nasilającą muzyką nasilają się wyrzuty sumienia. Opowieść o sumieniu w obu przypadkach nie staje się jednak parabolą z morałem – a wnikliwą reimaginacją przeszłości i stanu ducha osób, o których opowiada.

Patrząc na “Strzał z bliska” z perspektywy czasu wydaje mi się – i zakładam, że to wrażenie pozostanie, że najważniejsze założenie filmu, edukacja widowni o historii NRD jak i o opresyjnym systemie, została spełniona. Oczywiście nie wszystko wychodzi tu idealnie – ale za sprawą udanej operacji kliszami, wykorzystania sprawdzonych schematów, opowieść o Walterze staje się symbolem-soczewką pewnej ery niemieckiej rzeczywistości. I choćby dlatego warto zobaczyć dzieło Stünkel.

Więcej o trwającym Tygodniu Filmu Niemieckiego znajdziecie tutaj.
Filmawka jest patronem medialnym przeglądu.

Ocena

6.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.