“Przedszkolanka”, czyli przekleństwo nadgorliwości [RECENZJA]

Życie Lisy Spinelli nie odbiega od ogólnie przyjętych norm. Ot – od rana pracuje w lokalnym przedszkolu, po pracy wraca do domu i rozmawia (a właściwie próbuje nawiązać dialog, często przegrywając z ekranami telefonów) ze swoimi dziećmi, a wieczorami zasypia u boku swojego męża, wcześniej narzekając na trudy codzienności. Jedynym co potrafi wyrwać ją z rutyny i letargu są zajęcia z poezji współczesnej, pozwalające jej powrócić do czasów gdy wizja wyższego wykształcenia i ukończenia college’u nadal zdawała się jak najbardziej realna. Dlatego też każdą wolną chwilę spędza na spisywaniu swoich najróżniejszych literackich pomysłów – na statku napisze haiku, w kolejnym zaś wierszu odwoła się do tradycji XIX-wiecznych naturalistów. Problem w tym, że sam fakt pobierania lekcji nie czyni z nas pisarzy, a wykładowca Lisy traktuje ją bardziej jak kolejny przykład wtórnego akademizmu niźli nieodkryty talent pokroju Bukowskiego i Dillard.

Wszystko zmienia się gdy pewnego dnia jeden z jej podopiecznych zacznie mamrotać pod nosem swój własny wiersz. Jednak to co początkowo zdaje się być bajdurzeniem 5-latka, po wsłuchaniu się w słowa jawi się jako dzieło wpisujące się w nurt literackiego oniryzmu. Kiedy strumienie twórczej świadomości coraz częściej “wylewają” się z Jimmy’ego, a jego wiersze odczytywane przez Lisę na jej zajęciach (oczywiście jako jej własne dzieła, gdy kreuje się na tworzącą w stylu liryki maski) zostaną określone jako wybitne, tytułowa Przedszkolanka za swój zawodowy cel postawi sobie wykreowanie chłopca na następnego wieszcza.

Zobacz również: Recenzję “Dumbo”

Sara Colangelo nie idzie na łatwiznę i przeplata ze sobą skrajne uczucia. Z jednej strony opowiada o niespotykanej misyjności zawodowego życia Spinelli, która jednak z czasem znacznie bardziej niż wypełnianie swojego powołania, będzie zakrawała o niezdrową fascynację. Jako widzowie będziemy sobie zadawać pytania – czy działania Lisy są wynikiem zazdrości (o bogaty wokabularz chłopca kontrastujący z jej impotencją literacką), sposobem kompensacji swojej blokady twórczej, czy też dowodem na bezwarunkową, choć jedynie matczyną, miłość jaką darzy swojego podopiecznego. Bo o ile wątek opiekuńczego nauczyciela przejawiał się już nieraz w współczesnej kinematografii amerykańskiej (chociażby wiekopomnym Stowarzyszeniu umarłych poetów), o tyle nie wykreowano jeszcze portretu belfra żyjącego w przeświadczeniu o swojej wyższości wychowawczej nad rodzicami – wyższości nie wynikającej jednak z zadufania, a troski i przewrażliwienia.

Przedszkolanka jest tak naprawdę tragiczną reinterpretacją Matyldy Roalda Dahla. I o ile u twórcy “Charliego w fabryce czekolady” nie kwestionujemy motywacji nauczycielki biorącej pod swoje skrzydła utalentowaną dziewczynkę, o tyle przyczyny kierujące Lisą są mniej jasne, mniej uzasadnione. Matylda chciała bowiem oddawać się intelektualnemu rozwojowi i ślęczeć godziny nad książkami – Jimmy natomiast, nieświadomy swego literackiego potencjału, pragnie być normalnym chłopcem; grać w baseball, podkochiwać się w pani przedszkolance, a wieczorami odpływać do Nibylandii swej wyobraźni. Różne będzie także zachowanie rodziców – w powieści byli oni zamknięci na marzenia swojej córki, w filmie ojciec, mimo pracoholizmu i braku czasu dla swojej pociechy, pragnie dla niego jak najlepiej. Pragnie by jego syn cieszył się życiem.

Geniusz Colangelo objawia się w narracyjnej niejednoznaczności. Nie uświadczymy tutaj wzniosłych morałów, pochwały ani potępienia wobec postawy Przedszkolanki. Jedni odbiorą jej brawurę za coś godnego podziwu i poklasku, inni za kolejną reinkarnację Salierego, zawistnego wobec bardziej utalentowanego i mniej doświadczonego twórcy (pozwalając sobie na lekką dygresję –  nawiązań do arcydzieła Formana jest tutaj więcej, chociażby w sekwencjach spisywania twórczości Jimmy’ego przywodzących na myśl amadeuszowski “Marsz żałobny).

Zobacz również: Recenzję znakomitego filmu Jordana Peele’a – “To my”

Godny podziwu jest również sposób w jaki reżyserka obchodzi się z bardzo niszowym tematem współczesnej poezji. Nie ma tutaj intelektualnej grandilokwencji, wywyższającej i mitologizującej obecnych twórców, nie ma także znanej z koszmarnego Velvet Buzzsaw nieudolnej satyry na światek sztuki nowoczesnej. Colangelo nie operuje utartymi stereotypami o grafomanii współczesnej liryki, nie hołduje również adornowskim teoriom o bezsensowności post-wojennych wierszy. Każdy liryk jest tutaj wyjątkowy, przepełniony emocjonalnością godną Bukowskiego, całkowicie niezgodny z przyjętymi stygmatami i poglądami na “realia rynku literackiego”.

Colangelo nie osiągnęła by tak znakomitego rezultatu gdyby nie dwie osoby – Maggie Gyllenhaal i Pepe Avila del Pino. Duet aktorka – operator współodpowiedzialny za znakomite Kroniki Times Square po raz kolejny udowadnia, że idealnie się uzupełnia. Gdy smutne oczy Maggie błądzą po zatłoczonych ulicach Manhattanu, del Pinto nie stawia jej w centrum. Lisa zazwyczaj jest gdzieś z boku, otoczona przytłaczającą pustką – czy to opuszczonej sali lekcyjnej, klubowej toalety, czy też rodzinnego stołu, przy którym nikt nie siedzi. Każdy kadr podkreśla społeczną alienację przedszkolanki, alienację na którą to sama się skazuje.

Zobacz również: Recenzję filmu “Kapitan”

Przedszkolanka przez większość czasu zwodzi widza. Colangelo z pełną świadomością wykorzystuje utarte, filmowe schematy na swoją korzyść (a także uprzedzenia odbiorców wobec niektórych zachowań) – od domniemanej pedofilii, przez zdradę małżeńska, aż do kryzysu osobowości. Nic nie jest tu takie jak z początku się zdaje i nic nie przychodzi tu łatwo – i w tym właśnie tkwi geniusz tej małej, wielkiej produkcji.

Znakomity eseista T.S. Eliott powiedział kiedyś Niedojrzali poeci imitują, dojrzali kradną. Colangelo tworzy film w duchu tej tezy, bo w liryce, prozie, kinie wszystko już było. Jednocześnie udowadniając, że wciąż można zrobić coś wstrząsającego i nowego. Dlatego też wybierzcie się czym prędzej do kina, by tak jak Jimmy móc powiedzieć: I really like my kindergarten teacher.

4/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.