Advertisement
FilmyKinoRecenzje

“Siła ognia”, czyli piękny manifest ekokina [RECENZJA]

Maciej Kędziora
Siła ognia
fot. materiały promocyjne filmu "Siła ognia"

Kiedy, jeszcze przecież nie tak dawno, płonęła Australia i zewsząd docierały głosy o dewastacji fauny, zniszczonej przez pokolenia ludzi niezwracających uwagi na klimat, przed oczami mimowolnie pojawiały mi się kadry przeróżnych filmów. Paul Dano w Krainie wielkiego nieba pokazywał na marginesach osi fabularnej spalające się corocznie zalesienie w Stanach Zjednoczonych, a Alfonso Cuarón Romą i sekwencją panicznego gaszenia ognia, skupił się na słabości człowieka wobec żywiołu, który od zawsze, nie bacząc na prawa natury, próbowaliśmy ujarzmić. Najczęściej jednak wracałem myślami do O Que Arde,  produkcji niezwykłej, wymykającej się schematom, przypominającej, że katastrofa klimatyczna nie jest tematem dziejącym się obok Europy, a wypalającym znamię w jej samym sercu. 

Oliver Laxe, reżyser galicyjskiego pochodzenia, w wprowadzającej nas do swojego domowego świata sekwencji dokumentuje zbrodnie. Oto w długich kadrach, obserwujemy wycinkę lasu przez człowieka. Patrzymy jak padają pojedyncze drzewa, z hukiem uderzają w ziemię eukaliptusy, bez chwili zastanowienia wycinane raz po raz.  W kontekście tej sceny, lepszym od polskiej Siły ognia wydaje się światowy tytuł Fire will come – zapowiadający nadciągającą na ludność karę, za brak symbiotycznego życia z naturą. 

Na Galicję patrzymy oczami Amadora, powracającego w rodzinne strony po odbyciu kary więzienia podpalacza. Nie można mówić jednak o procesie resocjalizacji, po powrocie główny bohater nie będzie nawet próbował stać się ponownie częścią społeczeństwa, decydując się żyć na uboczu; wypasa zwierzęta, w milczeniu porozumiewa się z matką. Rzadko kiedy rozmawia z napotkanymi mieszkańcami, którzy często wymuszają na nim dialog, urywany jednak przez zdawkowe odpowiedzi protagonisty. Dobrowolnie przebywa tam, gdzie większość społeczeństwa chciałaby go siłą upchnąć, na pustkowiu relacyjno-socjalnym, bez większego pragnienia obcowania z innymi ludźmi. 

Benidicta powie mu, że “cieszy się, że wrócił do domu”. Radość Amadora nie będzie jednak odwzajemniona, jego zaszycie uczuciowe uniemożliwi mu odczuwanie jakichkolwiek skrajnych emocji. Ich rozmowy prowadzone są często na temat często określany “zastępczym”, kojarzonym z wypełnieniem krępującej ciszy – oboje długo mówią o pogodzie, dla Laxe’a stającej się osią narracji. 

Siła ognia
fot. kadr z filmu “Siła ognia”

Reżyser zajawia to, co ma nadejść w opowieści o suszy, jej widmie wciąż wiszącym nad naszym krajem. Matka zauważa w pewnym momencie usychające drzewa, które już niedługo, bo wyrok jest bliżej niż dalej, zajmą się ogniem i spalą okolicę. Nikt jednak nie reaguje, nie próbuje zmienić codziennego życia – wszyscy liczą, że, tak jak zawsze, spadnie deszcz, że to świat, a nie człowiek, wprowadzi balans retencyjny. 

Slow cinema w swej istocie jest nurtem zmuszającym widza to niebywałego wysiłku. Niespieszna narracja, długie, często statyczne kadry wyniszczające naszą cierpliwość przyzwyczajoną do ciągłych bodźców, powodują, że pragniemy zwrotu, często przez cały czas czekając na ruch, na słowo, na akcje. W arcydzielnych przykładach tej obcej mi zazwyczaj metody twórczej, tenże zwrot rekompensuje nam całe wzbudzające cielesny dyskomfort oczekiwanie, jednocześnie tłumacząc po co musieliśmy czekać. W przypadku :Siły ognia” jest nie inaczej. 

Oliver Laxe, stający się powoli młodym mistrzem nurtu (w końcu jego Mimosas uzyskało powszechną krytyczną aprobatę), w swym pojmowaniu kina jako medium na pierwszym miejscu stawia obraz, będący dla niego esencją tworzenia. To od niego, od wizji upadającego drzewa – jak powiedział w wywiadzie – rozpoczęła się kreacja jego najlepszego dotychczas dzieła. Dzieła, które częsty epitet stosowany jako określenie slow cinema – “kino kontemplacyjne” – stawia w centrum, każąc nam podziwiać wraz z głównym bohaterem naturę, by potem, siłą nieokrzesanego żywiołu, nam ją odebrać. 

Sekwencja pożaru jest równie hipnotyzująca co przerażająca. Karkołomna próba walki z żywiołem dokumentowana kamerą Mauro Herce z każdą minutą coraz bardziej wsiąka w naszą pamięć, kiedy my, zderzeni z tytułową siłą ognia, nie możemy otrząsnąć się z narastających nas przez cały seans emocji. Te nagłe nawarstwienie dramatu, niczym sam niespodziewany pożar, zaczyna stawiać nas w synonimicznej sytuacji co bohaterów, dotychczas wiodących spokojnie, niespieszne życie. 

Laxe również, choć nie dosłownie, będzie apelować o zaprzestanie życia jedynie w teraźniejszości. Filmowym skutkiem bytowania, okazał się pożar, faktycznie nękający ziemie Galicji, regionu, który – podobnie jak wiele innych krain geograficznych – stoi przed widmem suszy i potencjalnego spopielenia. 

Siła ognia
fot. kadr z filmu “Siła ognia”

W dobie pandemii teraźniejsze, niespoglądające w dal, modus vivendi było bardzo obecne. Różnego typu regulacje, wprowadzane z dnia na dzień spowodowały, że zapomnieliśmy o i tak już często pomijanym w dyskursie politycznym klimacie. Badacze i badaczki już teraz apelują, że czym prędzej należy ograniczyć produkcję i zużycie jednorazowych rękawiczek plastikowych, których utylizacja będzie najprawdopodobniej bardzo trudna, czy wręcz niemożliwa. Siła ognia pozwala nam przypomnieć sobie, że po umiarkowanym pokonaniu jednego kryzysu dotykającego nas tu i teraz w postaci koronawirusa, za paręnaście lat staniemy przed skutkami klęski, której nie powstrzyma domowa izolacja i maseczki. Klęski pozbawiającej nas wody, wyniszczającej naturę. Klęski, wobec której musimy działać tu i teraz. 

Organiczny film Laxe’a to jeden z najważniejszych przykładów ekokina, nurtu rodzącego się powoli w meandrach slow cinema. Ekokina testującego nas nie tylko w sali kinowej, wymagającego cierpliwości, ale również post katharsis, zmuszającego nas do przemyślenia dotychczasowego życia. Do implementacji podstawowych założeń ekologii na co dzień, do konsumpcyjnego samoograniczania, żebyśmy po ściągnięciu maseczki mogli zaczerpnąć czystego powietrza i żebyśmy mogli robić to jak najdłużej.  

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Mimosas, Romę, Zwierciadło

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.