Nowo Horyzontowe Top 10 – Edycja 2019

Nowe Horyzonty za nami, a nostalgia wiążąca się z 10 dniami we Wrocławiu nadal w nas tkwi i nie odpuszcza. Z tej też okazji przygotowaliśmy zestawienie 10 (choć de facto 11) najlepszych filmów, które redakcyjnie widzieliśmy w trakcie festiwalu. Będzie wiele filmów z dystrybucji, ale również perełka, którą zobaczyć można było jedynie na ekranach Kina Nowe Horyzonty. Nie przedłużając, zaczynamy!


10. (ex-aequo) Mowa Ptaków, reż. Xawery Żuławski


Film Xawerego Żuławskiego to jedna z najbardziej hipnotyzujących przepraw w historii nowego polskiego kina. Bohaterowie operują tutaj rymami, kontestują otaczający ich świat, próbują zostać artystami w świecie, w którym nastąpił zmierzch jakiejkolwiek kreatywności. Za każdym z nich stoi jakiś symbol, znamię – najczęściej żywcem wyrwane z uniwersum filmów Andrzeja Żuławskiego, dla którego to Mowa Ptaków jest pośmiertnym dziełem scenariuszowym, nakręconym ręką jego syna – choć będziemy sobie zadawać pytanie jak wyglądały twórcze proporcje przy produkcji tego dzieła.

Dzieło skrajnie polaryzujące, które jednak w sporej większości naszej redakcji wzbudziło niewątpliwy zachwyt – bowiem mimo czystego szaleństwa płynącego z ekranu jest to dzieło samoświadome i z dużą dawką samodyscypliny twórczej. Znakomite role Sebastiana Fabijańskiego, Daniela Olbrychskiego i Sebastiana Pawlaka jedynie potęgują pozytywny odbiór całej produkcji, która nie tylko powinna stać się polską premierą roku, ale i filmem, na który chodzi się ponownie i ponowie, doszukując się co bardziej ukrytych smaczków, symboli i odniesień. (Maciej Kędziora)

Kinowa Premiera: 27.09.2019, dystrybucja: Velvet Spoon


Zobacz również: Recenzję “Mowy Ptaków”

 


10. (ex-aequo) X&Y, reż. Anna Odell


Niejeden filozof próbował zdefiniować, czym jest tożsamość. Co faktycznie czyni nas ludźmi, za których się uważamy i za których inni nas uważają? Taką próbę podjęła również Anna Odell, tworząc jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tegorocznego festiwalu. W odważnym projekcie artystycznym, szwedzka artystka i współuczestniczący w projekcie Mikael Persbrandt, zgłębili samych siebie w nietypowy sposób. Żyją na planie filmowym, przeprowadzają intymne rozmowy, a we wszystkim towarzyszą im dodatkowi aktorzy, wcielający się w alter-ego uwypuklające ich poszczególne sfery osobowości.

Rezultatem tego przedsięwzięcia został scenariusz, w oparciu o który powstało X&Y. Anna Odell tworzy film, który niejako opowiada sam o sobie. Wodzi przy tym w enigmatyczny sposób widza za nos, nie mówiąc mu co jest dziełem fikcji, a co elementami biograficznymi. Artystka dokonuje analizy seksualności, konstruktów społecznych, społeczeństwa, sztuki, instynktów, wrażliwości. Tożsamości. Wrzuca odbiorcę na głęboką wodę, nie prowadząc go punktowo, nie podsuwając interpretacji. Podszywa wszystko nicią lekkiego absurdu i komizmu, zostawiając odpowiedź na to, kim jesteśmy, na naszych własnych barkach. (Mikołaj Krebs)

Brak planów polskiej dystrybucji


Zobacz również: Tekst o filmie “X&Y”


9. Długa podróż dnia ku nocy, reż. Bi Gan


Film Bi Gana to esencja podróży jaką są Nowe Horyzonty – opowieść oniryczna, łącząca sen z jawą (również dosłownie), przenosząca nas do krainy pięknej, niepokojącej, ale i zaspokajającej nasze najskrytsze żądze audiowizualne. Ilość symboliki ukrytej w każdym kadrze niesamowicie porusza, a wręcz poetycki scenariusz porywa z miejsca i czyni te dwie i pół godziny iście transowym przeżyciem. Trudno nawet powiedzieć o czym Długa podróż… opowiada, bo choć punktem wyjścia jest poszukiwanie swojej utraconej kochanki, to wraz z kolejnymi oparami dymu nikotynowego te granice się zacierają, a my, widzowie odpływamy w objęcia wyobraźni Gana.

Długa podróż dnia ku nocy to również najwybitniejsze wykorzystanie technologii 3D, na głowę bijące nawet takie tuzy techniki jak Avatar. Bowiem tutaj, po raz pierwszy w fabule, owa forma odbioru filmów jest uzasadniona fabularnie, gdy to zakładamy na nos okulary symultanicznie z protagonistą i przenosimy się w świat niespełna godzinnego mastershota. Odczuwając każdą minutę i sekundę przeprawy głównego bohatera w realiach jego snu, celebrujemy tak naprawdę to co najbardziej kochamy – magię kina. (Maciej Kędziora)

Brak planów polskiej dystrybucji


Zobacz również: Esej o “Długiej podróży dnia ku nocy”


8. Ból i Blask, reż. Pedro Almodóvar


Almodovarowska, kobieca, queerowska Hiszpania ustępuje w jego najnowszym dziele na rzecz wspaniałego eseju o blasku procesu twórczego. Znamienne trio: Almodóvar-Banderas-Cruz spotykają się w osobistym, mocno autobiograficznym filmie opowiedzianym przez artystów o artystach. Monodram wygłaszany przez jednego z bohaterów wybrzmiewa wprost w odbiorcę, łamiąc przy tym czwartą ścianę.

Pedro Almodóvar tworzy swoje najbardziej osobiste z dzieł, pozwalając na wielki ukłon w stronę X Muzy. Wysmakowany koktajl formalny, zakorzeniony w jego kolorowej, znaczeniowej estetyce, z pewnością przypodoba się każdemu z fanów reżysera. Dramat Hiszpana zawiera koncepcje z całej twórczości, oddając pole miłości, zawodowi, tęsknocie, matce.

Nie sposób pominąć roli Antonio Banderasa, który nagrodzony w Cannes, dziękował swojemu mentorowi. Postarzony przez czas aktor ogrywa zarówno siebie, jak i Almodóvara. Całość dopełnia „specjalny” udział Penélope Cruz rezonujący w jej wcześniejszych kreacjach.
Można rzec, że artystyczna rodzina Almodóvara zebrała się, żeby oddać hołd sztuce kinowej. Pokazać, że towarzyszący jej „ból i blask” jest namacalny, o czym przekonają się widzowie, pozwalając na wniknięcie w siebie filmowej wrażliwości Almodóvara. (Maciej Szymkowiak)

Kinowa premiera: 30.08.2019, dystrybucja: Gutek Film


Zobacz również: Recenzję filmu “Ból i blask


7. Przynęta, reż. Mark Jenkin


Kornwalijski akcent zna każdy z Was. Możecie być tego nieświadomi, możecie nawet nie wiedzieć, gdzie leży Kornwalia, ale jeśli tylko zdarzyło Wam się obejrzeć brytyjskie filmy czy seriale, szczególnie te, w których występują czarne charaktery z niższych sfer, z pewnością zwrócicie uwagę na piracko-slumsowy zaśpiew bohaterów Przynęty.

Nie o akcent tu chodzi, ale przede wszystkim o formę. Kręcony na 16mm taśmie film, którego akcja rozgrywa się we współczesnym nadmorskim miasteczku to doświadczenie, które przeniesie Was do innej rzeczywistości. Trzaski i artefakty występujące na kliszy są niedoskonałe w doskonały sposób.

Historia niewielkiej społeczności, w której zderzeniu ulega tradycyjny tryb życia rybaków z nowoczesnymi porządkami, które chcą zaprowadzić turyści to opowieść, w którą, przy odrobinie dobrej woli, można całkowicie wsiąknąć. Odgłosy mew, silników rybackich łodzi i fal czarują odbiorcę. Agresywny montaż, który w aktywny sposób zmienia plany pobudza historię, a ja jako jedyną wadę produkcji mógłbym wskazać czas trwania – 88 minut to zdecydowanie za krótko, żeby móc się nacieszyć tak pięknie filmowaną Kornwalią. (Andrzej Badek)

Planowane specjalne pokazy filmu w wybranych kinach


Zobacz również: Recenzję filmu “Przynęta”


6. The Souvenir, reż. Joanna Hogg


The Souvenir Joanna Hogg przedstawia nam na wpół autobiograficzną historię uprzywilejowanej, zamożnej studentki szkoły filmowej Julie. Mogłoby się wydawać, że niczego jej nie brakuje. Status materialny zapewnia jej komfort życia rentiera w centrum Londynu lat 80. i możliwość realizacyjnego błądzenia w życiu. Dość powiedzieć, że na temat studenckiego filmu Julie wybrała sobie tragiczną historię żyjących na finansowym marginesie pracowników stoczni – świat, o którym nawet nie wie, że nie ma pojęcia.

Julie będzie też błądzić w życiu prywatnym, wpadając w dysfunkcyjny związek, początkowo nie zdając sobie z tego sprawy. Realizacyjnie przywodząc na myśl Zimną wojnę, Hogg kreśli miłosną historię ukazując ją epizodami. Skoki w miejscach i czasie pozwalają uniknąć banałów i to chyba największą zaleta jej filmu. Autentyczność i niejednoznaczność bohaterów każe nam zatrzymać się na chwilę przed dokonaniem oceny. A kiedy już przystaniemy, możemy podziwiać realizacyjny kunszt, pełne stylu wnętrza i aktorskie kreacje (Tom Burke!).

The Souvenir to jedna z najjaśniejszych pozycji kina niezależnego. I nawet gdyby przeszła bez echa w sezonie nagród (co po wyróżnieniu w Sundance jest raczej mało prawdopodobne), powróci na pewno z okazji realizowanego już sequelu. Co bardziej spostrzegawczy widzowie mogą się domyślić, że tematyka będzie jeszcze dramatyczniejsza. (Michał Palowski)

Brak planów polskiej dystrybucji


Zobacz również: Felieton o twórczości Joanny Hogg


5. Portret kobiety w ogniu, reż. Céline Sciamma


Odcięte od cywilizacji miejsce, w którym para kochanków w bardzo niespodziewany sposób się odnajduje i spędza ze sobą czas swojego życia – czyż to nie brzmi znajomo? Po seansie Portretu kobiety w ogniu, ciężko było odpędzić się od porównań do Call Me By Your Name – które jednak z czasem wydawały się coraz bardziej powierzchowne. Bo choć to dwie, niemalże jak obraz namalowane produkcje pełne namiętności, gry pozorów i czystej jak łza miłości – to jednak jest w tym pierwszym o wiele więcej odpowiedzialności, a spektrum podejmowanych tematów jest zdecydowanie szersze.

Dwie dorosłe, dobrze usytuowane, a mimo to skazane na całkowity brak wolności kobiety – a właściwie to cztery, wokół, których kręci się cała opowieść, zabiorą Was wprost do historii, która bardzo stonowanie i w odpowiednim tempie uderza, poraża humorem i wywołuje całą gamę emocji.

Jest przy tym Portret kobiety w ogniu filmem bardzo przystępnym – czuć tutaj francuski luz w opowiadaniu o miłości i wolności – a tytuł zdecydowanie można obejrzeć nawet z rodzicami, przekonując ich do kina prawdziwie artystycznego. (Szymon Pietrzak)

Kinowa premiera: 18.10.2019, dystrybucja: Gutek Film


Zobacz również: Recenzję “Portretu kobiety w ogniu”

Portret kobiety w ogniu


4. Parasite, reż. Bong Joon-ho


Dynamiczny rozwój azjatyckich tygrysów takich jak Korea Południowa wytworzył doskonały w swej rozpiętości wachlarz nierówności społecznych, który swoim doskonałym warsztatem sportretował Bong Joon-Ho. Absolutna kontrola nad wydarzeniami na ekranie przywodzi na myśl największych perfekcjonistów w rodzaju Kubricka czy Paula Thomasa Andersona. Fenomenalnie naszkicowane postacie, mimo bycia tylko awatarami określonych typów osób wyciągają z widza maksimum emocjonalnego zaangażowania. O wszelkich ich spłyceniach i umownościach bardzo łatwo zapomnieć, a jeszcze łatwiej je wybaczyć reżyserowi w imię perfekcyjnej służby konwencji.

Unikalny przykład filmu, który łączy światy: pozachwycamy się nim zarówno w gronie miłośników kina, jak i będziemy go mogli obejrzeć wspólnie z niewtajemniczonymi w X muzę znajomymi, a nawet rodzicami. Parasite ma ogromny potencjał, by stać się w przyszłości jednym z najchętniej oglądanych obrazów rozrywkowych, niosąc pod strzechy ogromny ładunek wiedzy o koreańskim społeczeństwie. (Maksymilian Majchrzak

Kinowa premiera: 20.09.2019, dystrybucja: Gutek Film


Zobacz również: Recenzję filmu “Parasite”


3. Najlepsze lata, reż. Jonah Hill


W swoim reżyserskim debiucie Jonah Hill zabrał nas w sam środek lat dziewięćdziesiątych i wprowadził w środowisko deskorolkarzy, ich szerokich spodni i zajawek. Swoje cameo zalicza tu między innymi Nintendo, czy bohaterowie kreskówki Żółwie Ninja, ale reżyser nie pastwi się nad reliktami przeszłości. Gdy już z nich korzysta ma to swoje fabularne uzasadnienie a żaden przeszłość nie działa jedynie na zasadzie „kiedyś to było”.

Najlepsze lata lubią swoje postaci i tak jak wrzucają między nich głównego bohatera tak również wrzucają w ich gąszcz również widza. To film niejednoznaczny, ale i taki, który nie bawi się w otwarte zakończenie. Nie zmienia tego fakt, że my sami możemy sobie ów obraz poszerzać i powiększać w imię zastanawiania się nad definicją przyjaźni. (Maja Głogowska)

Planowany specjalny pokaz w warszawskim kinie Atlantic


2. Wysoka dziewczyna, reż. Kantemir Bałagow


Na film Kantemira Bałagowa czekaliśmy od czasu pierwszych doniesień z Cannes. Wysoka dziewczyna opowiada historię dwóch kobiet w Leningradzie roku 1945: sanitariuszki Iji, zwanej Tyczką, i Maszy, która właśnie wróciła z frontu. Kiedy w końcu kończy się horror wojny, mieszkańcy próbują wrócić do porządku dziennego w mieście, gdzie dochodziło do krańcowych aktów człowieczeństwa. Zatłoczeni ludzie w tramwajach, komunałach, z głodowymi porcjami jedzenia. W tej scenerii pożogi bohaterkami wstrząsa jeszcze jedna tragedia.

Reżyser po raz kolejny maluje swój kinowy świat w idiosynkratycznych barwach. Rządzi spłowiała ochra i żywa zieleń. Jednak w przeciwieństwie do anturażu “Bliskości”, chromatyczność obrazu zdaje się zbita, przyciemniona, wygaszona. Nie sposób mi opisać, jak zjawiskowy obraz został tutaj osiągnięty. Roztoczona zostaje atmosfera tużpowojennej apokalipsy. W tej rzeczywistości Ija i Masza próbują znaleźć resztki godności i szczęścia, afirmacji jako kobiety. Podążając za wyniszczającym celem, próbują zwyczajnie funkcjonować. Ale to niemożliwe. Bałagow portretuje je w sytuacji, gdy stają się one absolutnie niekompatybilne z życiem, ze społeczeństwem. Gdy ich cierpienie i drętwota to jedyny mechanizm defensywny.

“Wysoka dziewczyna” to jeden z najpiękniejszych filmów ostatnich lat – piszę to z pełną odpowiedzialnością. Jednocześnie kumuluje w sobie nieprzebrane pokłady tragizmu, które ciężko przetrawić. Dość powiedzieć, że nie bez powodu zaraz po wojnie wielu Leningradczyków popełniało samobójstwo, rzucając się na tory tramwajów. Dla niejednego życie po oblężeniu i po wojnie przestało mieć jakikolwiek sens.(Kamil Walczak)

Kinowa premiera: 11.10.2019, dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty


1. Deerskin, reż. Quentin Dupieux


Film z najlżejszą stawką okazał się najcięższym kalibrem. W swoim poszukiwaniu odpowiedniej formy artystycznej Quentin Dupieux (m.in. Mordercza opona) dochodzi w końcu do złotego środka. Historia Georges’a zafiksowanego na punkcie swojej kurtki ze skóry daniela jest jednym z najbardziej kinematycznych aktów twórczych tego roku. Bohater, odgrywany przez wspaniałego Jeana Dujardina, to osoba zrzucona na nieprzepastny bruk życia, która odnajduje w zabójczym stylu swoje powołanie. Jest nim bycie jedynym posiadaczem kurtki na świecie. Dokumentuje to wszystko na kamerze, stając się awangardowym, mockumentalnym reżyserem filmowym. Jego mitomańska praca powoli staje się żywą pasją do kina, a niewinna koncepcja – skrajną ideologią. Dodatkowo, w filmowym procederze pomaga bohaterowi Denise, grana przez zjawiskową Adèle Haenel.

Deerskin to nasz redakcyjny numer 1, bo to kino przesiąknięte kinem. Głęboko kampowe, w należyty dla Dupieux sposób tworzone w oparach absurdu, oryginalne i spełnione (także pod względem metrażu) – jak chyba żaden inny film reżysera. To opowiadana z pasją, polotem, humorkiem i niezręcznością historia bez parafrazy. Autorska koncepcja zapijana postmoderną i autotematyzmem. Nie bez kozery Roman Gutek anonsował ten film na festiwalu w ofrędzlowanej kurtce z danielej skóry. To wydarzenie epickie i warte odnotowania, dodające samemu seansowi kampowego vibe’u. (Kamil Walczak)

Kinowa premiera: 03.01.2020, dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty


Zobacz również: Recenzję filmu “Deerskin”


DO ZOBACZENIA ZA ROK!

Lubię w kinie silne charaktery i konfrontacje między nimi. Pasjonują mnie wszelkie okołoludzkie atawizmy, nieważne czy wyrażane poprzez podróż w nieznane zakątki świata, ucieczkę od codzienności czy wielogodzinne rozmowy pozbawione konwenansów. Nie uznaję tabu. Kocham zabawy konwencją; zarówno w formie jak i treści utworów.

Prestidigitator trudnych słów i impresario tych nieistniejących. Zakochany bez pamięci (a szkoda) w filmach Tarkowskiego i Resnais’go. Bardzo chciałby mieć psa. Lub kota.

Student kształcący się na filmoznawcę. Szukający sensu życia w kinie, z uwielbieniem zaglądający w rejony azjatyckie. Kino doskonałe widzi u Kurosawy, poezję dla zmysłów u Chan-wook Parka. Siły witalne czerpie z humoru Allena, a Weltsmchmerz pogłębia u Herzoga. Na świat patrzy oczami Burtona i Lyncha. W wolnej chwili słucha rocka, głośno, bo samemu żyje po cichu.

Jestem studentem. Oceniam filmy obiektywnie. Lubie, gdy filmy są Coenowskie i Cohenowskie. Ironicznie urodziłem się w niewłaściwym pokoleniu, bo moje ulubione filmy i muzyka mają 40+ lat. W dziele filmowym zwracam szczególną uwagę na reżyserię i montaż dźwięku. I’m not a drowining man! And I’m not a burning building!

Nie wie kiedy zaczęła się jej przygoda z kinem, bo Hollywood brało duży udział w jej wychowaniu. Interesuje się trochę wszystkim, już od czasów wczesnego dziecińśtwa rozdziela swój czas poprzez wszystkie sekcje popkultury a nigdy nie chce wypaść z obiegu. Uważa, że to ważne by być na czasie z tym co lubią inni -nieważne czy jest to streetwear czy Hannah Montana. W wolnym czasie masteruje Fifę, bo to jedyna gra w której nie jest dobra.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.