Advertisement
FestiwaleFilmyNowe HoryzontyRecenzje

„Blisko”. Film płynie, meandruje, porywa, przejmuje | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Maciej Kędziora
fot. "Blisko" / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

„Przez zaszklone oczy trudno jest oglądać filmy”, pomyślałem, ocierając łzy pod koniec seansu najnowszego dzieła Lukasa Dhonta. Na wstępie muszę bowiem zaznaczyć – tak naprawdę Blisko nie oglądałem. A przynajmniej nie tak jak zazwyczaj, śledząc losy bohaterów, dostrzegając narracyjne zabiegi czy formalne wariacje. Czasem, gdy moje siły nie pozwalały na doświadczanie tak wielkich wzruszeń, odwracałem wzrok, zamykałem oczy, uspokajałem rozdygotane ciało. Czułem bowiem, że nie daję rady. Że jestem jak jeden z bohaterów tego filmu; a może, że byłem jak on. Emocje mnie wypełniały, kontrolowały moje reakcje. Stąd też wybaczcie, że nie będę pisał jak zawsze; nie będę analizował dzieła reżysera. Po prostu nie potrafię. 

Opowieść o Léo i Rémim przypomina początkowo każdy film o dojrzewaniu. Wchodzeniu w okres, gdy serce zaczyna mocniej bić, a odłączenie się od pierwotnych szkolnych grup wymusi na nas rewaluację swojego postępowania, swoich poglądów, czy też – co najbardziej chyba znaczące – znajomych, z którym przychodzi nam się zadawać. Podobne zmiany zachodzą w ich relacji; okazuje się, że tytułowa bliskość, jaką się obdarzają, śpiąc w jednym łóżku, przytulając się, tudzież po prostu czule dotykając, przez nowych, wychowanych na sportach i hokeju na lodzie chłopaków (jakby wcale nie był to sport, przynajmniej częściowo, polegający na radykalnym ingerowaniu w cudzą strefę komfortu, wpadając na siebie na bandach), nie jest akceptowana. Od tego momentu Léo postanawia się zdystansować, przekreślając przyjaźń na rzecz nowo poznanych osób. 

Pamiętam, że kiedy szedłem do gimnazjum, okazało się, że sam nie wpisuję się w kategorie, jakie były społecznie oczekiwane przez środowisko, w którym przyszło mi się obracać. Ukryte nienawistne uśmiechy wypalające piętno na plecach, podglądanie w łazience w połączeniu z niewybrednymi komentarzami na temat mojej fizjonomii. To wszystko towarzyszyło moim pierwszym zmaganiom z orientacją, którą tak długo (i zupełnie, z perspektywy czasu, niezrozumiale) próbowałem maskować, usuwać, wypierać z siebie. Czułem się zawstydzony sobą, tym, że podobają mi się zarówno dziewczyny, jak i chłopaki, że czuję pociąg do dwóch płci, czego inni zdawali się nie akceptować. Nie musiałem robić coming outu, by się o tym przekonać; wystarczyło, że na ulicy czy lekcjach wychowania fizycznego potok maczyzmu wymywał ze mnie moją wrażliwość, nie pozwalając mi się odnaleźć. 

Z podobną jawną i ukrytą homofobią mierzą się główni bohaterowie filmu Dhonta. Nie wiadomo wszakże jaka jest ich orientacja; zresztą reżyser z ich tożsamości seksualnej nie czyni kwestii nadrzędnej. Niezależnie bowiem kim by nie byli (nie powinno być to zresztą jakkolwiek ważne czy determinujące reakcji kolegów i koleżanek z klasy), środowisko wepchnęło ich w rolę społeczne, zdążyło stygmatyzować, zmusić do dostosowania się, a finalnie doprowadzić do tragedii. Oczywiście autor wie, że wina leży zarówno po stronie dzieci, jak i systemu, w którym żyją, braku edukacji czy opieki psychologicznej. Nie stawia sobie także za cel wskazywania winnych czy osądzania kogokolwiek z postaci. Blisko ma być refleksją nad postępowaniem bohaterów (zwłaszcza Léo), jak i poniekąd samej widowni. 

Choć dla Dhonta tożsamość seksualna nie będzie stała w centrum narracji, to jednak – podobnie jak w Girl, gdzie opowiadał historię transpłciowej dziewczyny – ponownie mierzyć będzie się z wpisywaniem nas w role genderowe. Znów naruszając cienką strunę w moim ciele. Nieraz bowiem (często okupując to godzinami płaczu) musiałem mierzyć się z komentarzami o mojej “niemęskości”, epitecie, który już mnie nie dotyka, ale niegdyś powodował, że zaszywałem się w sobie, chcąc wpisać się w akceptowany stereotyp. Reżyser dotyka tych kwestii w sposób nader subtelny; jak w scenie, gdy dziewczyny pytają chłopaków czy są razem – świadome tego, że gdyby siedziały przed nimi inne koleżanki, nigdy nie przyszłoby im to do głowy. Być może kryje się w tym także krytyka relacji szkolnych; to właśnie ta przestrzeń wtłacza w nas od samego początku pewne wzorce, co do których, pod presją, musimy się później równać (albo skazywać się na wykluczenie). 

Kadr z filmu „Blisko”
fot. „Blisko” / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

W wieku trzynastu lat często nie bywamy świadomi własnych decyzji, wagi naszych słów, krzywdy, jaką potrafimy wówczas czynić. A także smutku, jaki w drugiej osobie potrafi wywołać porzucenie; gdy przestajemy odpowiadać na wiadomości, uśmiechać się, machać na przywitanie. Oczywiście takie jest życie, a większość, nawet najbardziej intensywnych relacji, jest terminalna, ale dla młodego chłopaka potrafi być to przytłaczające. Podobnie jak poczucie winy, z którym musi mierzyć się przez drugą połowę filmu Léo. 

Drugiej połowy nie potrafiłem już oglądać w całości. Moment tragiczny, stanowiący punkt dzielący Blisko na dwie połowy, okazał się dla mnie tak wstrząsający, że nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Chciałem uciec od tego filmu; nie dlatego, że był zły – wręcz przeciwnie, zaczął ze mną rezonować aż za bardzo, a na sali kinowej, wypełnionej ludźmi (w tym bliższymi i dalszymi znajomymi) zaczęła mi doskwierać ogromna samotność. Dhont przywrócił we mnie emocje, które miałem wrażenie głęboko w sobie zakopałem, tudzież przepracowałem na sesjach terapeutycznych. Jak się jednak okazało, nadal we mnie tkwiły, a wyróżnione Grand Prix na festiwalu w Cannes dzieło tylko mi o tym przypomniało. 

Reżyserowi udało się rozpisać sceny, w których niedopowiedzenia wygrywane są na najmocniejszych nutach; gdy znaki zapytania nigdy nie zostaną rozgonione, a wszystkie postaci muszą się mierzyć z pytaniami, na które nie ma chyba właściwych odpowiedzi. A nawet gdy się pojawiają nie są wystarczające. Nie mogą być. 

Mój dobry przyjaciel powiedział, że Blisko jest tak znakomitym filmem, że nie będzie on w stanie zobaczyć go po raz drugi. Im więcej mija czasu od seansu, im częściej powracają do mnie pojedyncze kadry dzieła Dhonta, podkreślając tylko, jak bardzo formacyjnym seansem był ten na Nowych Horyzontach, uświadamiam sobie, że nie wiem, czy będę w stanie wrócić do niego i ja. Być może zacząłbym dostrzegać większe i mniejsze wady tego filmu, które zapewne czają się pod warstwą ogromnych emocji – zresztą takich, których chyba nie chciałbym ponownie doświadczać. Gdybym mógł kiedyś spotkać autora Blisko, gorąco bym mu za ten film podziękował – póki co mogę tylko, z całą pewnością i w imieniu trzynastoletniego Maćka powiedzieć: to był jeden z najważniejszych kinowych seansów w moim życiu. 

Filmawka jest partnerem 22. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.