Advertisement
FilmyKinoRecenzje

“Niedosyt”, czyli w drodze ku wolności [RECENZJA]

Maciej Kędziora

Każdy z nas ma swój zegar biologiczny, zależny od pracy, sił i obowiązków. Nie inaczej jest w przypadku Hunter Conrad, z tym że jej zegar tyka w rytm bicia serca męża, który reguluje jej dzień. Nie ma czasu dla siebie, pod złotym kloszem brakuje jej możliwości spełnienia, a pragnienie wyżycia się artystycznego sprowadza się do wyboru żaluzji i przesłon w oknie. W pewnym momencie jej rytm codzienności zachwiany jest przez niechcianą ciążę, która uświadomi protagonistce jej tytułowy, życiowy “niedosyt”. 

Od teściowej otrzyma książkę z poradnikiem, jak przeżyć ciążę. Od teścia usłyszy, że ten nie może doczekać się wnuka. Mąż, Richie, nawet nie spojrzy znad ekranu telefonu. Hunter, wiecznie marginalizowana, zostaje sprowadzona do maszyny rozrodczej. Jej bunt, początkowo całkowicie nieuświadomiony, zostanie wyniesiony z przyszykowanej na czas ciąży lektury. “Zrób coś nieoczekiwanego”, czyta pewnego dnia w przestrzennej i dusząco pustej willi bohaterka. I robi, połykając małą, miniaturową kuleczkę. Robi to, by wreszcie coś poczuć. 

Film Carla Mirabelli-Davisa można podzielić na dwa segmenty, oddzielone od siebie przestrzenią. Pierwsza, kręcona w wielkim domostwie Conradów, to dzieło nawiązujące do klasyki body horroru, opowiadające o strachu przed macierzyństwem. Tym podskórnym lęku, który powoduje że decydujemy się na rzeczy całkowicie nieracjonalne, a jednak kluczowe dla naszej codziennej egzystencji. Natomiast druga część to historia o dochodzeniu do pełnego wyzwolenia, podróż Hunter ku własnej, psychicznej i fizycznej, emancypacji. 

Pisząc o pierwszej części, nie sposób nie docenić kunsztu z jakim Mirabella-Davis lawiruje po narracyjnych możliwościach. Całość jest prowadzona maksymalnie niespiesznie – oto w długich, statycznych kadrach poznajemy, oglądamy dojmujące życie Hunter. Oczywiście, pozornie jest ono perfekcyjne, jak z reklamy. Wielki, najnowocześniejszy dom (otrzymany, rzecz jasna, w prezencie od teściów), zasadzone drzewa, szybki samochód. Z czasem jednak, wraz z powolnymi instrumentaliami, zaczynamy wraz z Hunter poszukiwać ”czucia”. Niespieszność filmu, anomia emocjonalna każdej relacji, zmusza nas – widzów, jak i protagonistkę – do poszukiwania czegokolwiek, co jest w stanie zapewnić nam poczucie bycia tu i teraz. Dla Hunter tym “czymś” stają się pinezki i ostre przedmioty. 

Body horror od zawsze opiera się na wpływaniu nie tylko na cielesne, często radykalne obrazy na ekranie, ale również na fizyczne doznania widzów. Doznania bazujące na reakcjach bezwarunkowych: wewnętrznym bólu, ścisku żołądka, strachu. Tak też jest i w przypadku Niedosytu – za każdym razem, gdy Hunter połyka coś, czego nie powinna, nasze widzowskie ciało reaguje podobnie co jej – skurczem, bólem, odruchem wymiotnym. Utożsamiając się z jej doświadczeniem mocno empirycznym, po czasie zaczynamy również utożsamiać się z jej doświadczeniem emocjonalnym, poszukując odpowiedzi, dlaczego główna bohaterka robi to, co robi. 

"Niedosyt"
Kadr z filmu Niedosyt, dystrybucja Velvet Spoon.

Tytułowy Niedosyt w życiu Hunter objawia się w każdej postaci: niedosyt radości, niedosyt chęci, niedosyt rozmowy i niedosyt miłości. Kluczowym wydaje się jednak inny – niedosyt świadomości. Zmysł poznawczy głównej bohaterki, w szczególności ten odpowiedzialny za introspekcje, został na skutek traumatycznych doświadczeń zaszyty. Symboliczne przekuwanie tych szwów dokonuje się na skutek trawienia pinezek, pozwalając jej wreszcie uświadomić sobie potrzebę wyzwolenia i samostanowienia. 

Mirabella-Davis w sposób alegoryczno-symboliczny bije w patriarchat, protekcjonizm klasowy, a także mit sprowadzający kobietę jedynie do roli wychowania dzieci i dbania o dom. Rodzina Conradów, drżąca o sukcesję władzy w firmie, potrzebuje jedynie własnej gosposi, surogatki, a Hunter staje się ich marionetką. Synonimem zła w Niedosycie będzie fałszywy, zakłamany Richie, po którym widać, że wzbogacił się na skutek dziedziczenia, a nie własnej pracy (ten aspekt jako klucz do zrozumienia społecznego rozwarstwienia wskazywał Thomas Piketty). 

Niedosyt podejmując masę bardzo trudnych tematów, zachwyca również swoją empatycznosćią. W każdej chwili, w każdej scenie – dzięki wybitnemu i maksymalnie hipnotycznemu aktorstwu Haley Bennett – czujemy jak bardzo cała produkcja współczuje i życzy lepiej swojej bohaterce. Hunter, dzięki temu współczującemu rozpisaniu dramatu, wewnętrznego i interpersonalnego, staje się jedną z najciekawszych filmowych protagonistek ostatnich lat. 

W trakcie seansu hipnotyzuje nie tylko Bennett, ale również zdjęcia, dopieszczone i fascynujące w każdym kadrze. Swoją drogą, Niedosyt, w przeciwieństwie do ostatnich niespełnionych dzieł z udziałem Rogera Deakinsa (1917, Blade Runner 2049), pokazuje jak łączyć aspekt pięknych zdjęć z kontekstem scenariuszowym (vide scena wieszania trójkolorowych zasłon przez Hunter). 

Hunter nieświadomie przez cały film próbowała przeróżnych rzeczy tylko po to, by wreszcie zaznać smaku wolności. A ja, choć momentami fizycznie wstrząśnięty, bardzo cieszę się, że mogłem towarzyszyć i obserwować jej emancypację. Bo to przepiękny wizualnie manifest afirmacji wolności, którego bardzo brakowało.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.