Advertisement
American Film Festival 2021FestiwaleFilmyRecenzje

Esej odrzuca legendę. Recenzujemy “Zdobywanie Dzikiego Zachodu”

Maciej Kędziora
fot. kadr z filmu "Zdobywanie Dzikiego Zachodu"

Na początku był mit. Jeden z pierwotnych snów – kamień węgielny słynnej fabryki, tworzącej i kodującej wyobraźnię pokoleń. Fabryką było Hollywood, a mitem Western, gatunek wpompowany w krwioobieg amerykańskiego systemu produkcji. Libertyńska kreacja wyzwolonego świata bezprawia pogrążonego w wiecznym dążeniu do sprawiedliwości. Za każdym mitem stoi jednak jakaś jednostkowa historia, okruch kłamstwa, który gdy wyciągnięty na wierzch, może zniszczyć cały wizerunek opowieści. To właśnie czyni Zdobywanie Dzikiego Zachodu – filmoznawcze oskarżenie wobec kultywowanego dziedzictwa.

Kamizelki, Arizona, Dyliżans, Ringo Kid – to tylko parę haseł zamykających się w kilku kilometrach kwadratowych Monument Valley – otoczenia tożsamego z Stanami Zjednoczonymi. Miejsca, które z przypadkowej przestrzeni pojawiającej się w kinie niemym, stało się symbolem rzeczywistości; kodem kulturowym Ameryki, jak Route 66 czy Statua Wolności. Owa dolina stanowi punkt wyjścia najnowszego, brawurowego eseju filmowego Alexandre O. Philippe’a, nie po raz pierwszy decydującego się na filmoznawcze starcie z legendą. W końcu to on wdarł się w świat Romero tworząc Doc of the Dead, przybliżał Egzorcystę w Na wiarę, dekonstruował i rekonstruował Hitchckockowską scenę prysznicową w 78/52, a także był badaczem na gapę na Nostromo kręcąc Genezę Obcego. Wreszcie przyszedł czas na Johna Forda i jego wpływ na kino – czy może szerzej, na widownię oraz jej wyobraźnię.

Philippe ma świadomość, że nie jest pierwszym, który podejmuje się tego zadania w wydaniu filmowym. Wyprzedził go Peter Bogdanovich, który stworzył Directed by John Ford, gdzie starał się scharakteryzować styl reżysera. Szwajcar jest zresztą świadom tej próby – wykorzystując fragmenty dokumentu autora Ostatniego seansu filmowego jako punchline’y swojego eseju. Ford w tych kilku sekwencjach ukazuje się nam jako trudny rozmówca – zdawkowo odpowiada, nie chce potwierdzać tez Bogdanovicha. Woli, żeby jego dzieła, jego sztuka przemawiała za niego. Próbą odczytania tej sztuki jest właśnie Zdobywanie Dzikiego Zachodu.

Narracja, którą obejmuje Philippe w swojej najnowszej produkcji jest, jak zawsze, eksperckim wielogłosem. Różnorakim spojrzeniem na twórczość z Mountain Valley w tle; w większości wywodzą się one z landscape studies – badań na temat pejzaży; w tym przypadku kinematograficznych. Owy nurt opisywania filmowej rzeczywistości próbuje przywrócić utracone miejsce przestrzeni w kinie – zwrócić uwagę, że płótno na jakim wyświetlany jest film obejmuje nie tylko sylwetki aktorskie, kostiumy i bliższe przedmioty, ale także tło – często powracające, podświadomie wprowadzające widownię w konkretny stan. Zwłaszcza ten ostatni aspekt jest frapujący dla reżysera, który próbuje prześledzić drogę słynnej doliny do naszego aparatu poznawczego.

Przeczytaj również:  "Chłopiec zwany Gwiazdką", czyli magiczny film na mroźne dni

Wielogłosowość pozwala również na dywersyfikację ocen działalności i wpływu Forda na kino amerykańskie. Niektóre głosy zdają się bardziej rozumieć potrzebę mitu, inne odrzucają legendę. Jako widownia mamy prawo wybrania słusznej dla nas linii narracyjnej; prywatnie nie sposób mi jednak nie przyznać racji wypowiedziom wskazującym na negatywne reperkusje twórczości Forda – zwłaszcza jeśli chodzi o nasilenie antagonizmów rasowych, jak i zawłaszczenie kultury rdzennych Amerykanów. Philippe nie unika trudnych tematów; zrywa z krwioobiegiem kultury filmowej – staje się interwencjonistą, próbującym nie tyle zawrócić bieg historii, co spowodować, że obcowanie z klasykami stanie się procesem znacznie bardziej świadomym.

fot. kadr z filmu “Zdobywanie Dzikiego Zachodu”

Metoda twórcza reżysera przypomina tę Kuby Mikurdy, zwłaszcza z tegorocznej Ucieczki na srebrny glob. Obaj są znakomitymi erudytami, płynnie łączącymi wątki i wykorzystującymi strumienie świadomości tkwiące w wypowiedziach, obaj znakomicie łączą spójne fragmenty różnych dzieł zestawiając je ze sobą, obaj potrafią także wbić niewygodne szpilki kłujące naszą potrzebę wygody. W obu przypadkach imponują zwłaszcza fragmenty stricte filmoznawcze – wskazujące na zdolność wielopoziomowego badania struktury kadru oraz oczytanie. Można zaryzykować nawet, że Philippe pod tym względem miał trochę trudniej; tam gdzie Mikurda musiał analizować sci-fi Żuławskiego, autor Zdobywania… porwał się na prawie cały gatunek.

Pewnym echem (tudzież, co może właściwsze w kontekście tego filmu, pewnym tłem), jest odarcie kina z szat. Reżyser nie demaskuje bowiem tylko mitu pod względem kulturoznawczym – skupiając się na znaczeniu Monument Valley w kontekstach ducha USA, ale także pod względem produkcyjnym. Był bowiem czas gdy Monument Valley, fragment ziemi nie tak wielki jak mogłoby się zdawać, pojawiał się wszędzie, nie tylko zwiastując co nastąpi fabularnie, ale wręcz zawężając perspektywę kinowego Południa do samej doliny. I gdy, raz za razem, klatka po klatce, przeskakujemy przez różne produkcje wyszukane przez reżysera, dochodzimy do wniosku, że de facto całość legendarnego gatunku, w sporej części kręciła się wokół własnej, niewielkiej osi.

Przeczytaj również:  Ada - owca z klasą. Recenzujemy "Lamb" Valdimara Jóhannssona

Twórczość reżysera staje się coraz ważniejszym przykładem jak wartościowym nurtem jest eseistyka filmowa, tworzenie kina o kinie. Niegdyś ograniczona do pojedynczych filmików na vimeo, krótkich form, teraz będąca pasjonującą gałęzią kina dokumentalnego, gałęzią chyba mi najbliższą. Być może wyraża się w tym pewna chęć potwierdzenia na ekranie, że pisanie, mówienie i analizowanie filmów jest czymś istotnym. Być może – ale niezależnie od moich chęci i potrzeb, jedno jest pewne. “Zdobywanie Dzikiego Zachodu” to znakomity przedstawiciel swojej formy, erudycyjna perła w pejzażu amerykańskiego filmoznawstwa.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.