“Na zawsze razem”, czyli wzajemna terapia nad Sekwaną [RECENZJA]

Symbolika Paryża w ujęciu kina w ostatnich latach, na skutek wydarzeń politycznych stolicy Francji, zmienia się, a metropolia z górującą wieżą Eiffela przestaje być azylem miłości, romantyzmu i kultury wysokiej. Zamiana percepcji nie dzieje się jednak tylko w kadrach wysoce art-house’owych filmów Virglila Verniera, ale również komedii, melodramatów, romansów, słowem – kina wysoce przystępnego. Najbardziej odważnym z tej drugiej grupy zdaje się być produkcja wysoce efemeryczna, łącząca tragedię z szczerością, której tytuł Na zawsze razem, poniekąd niesłusznie zwiastuje powtarzalną, startą przez natłok klisz opowieść.

Punkt wyjścia jest dobrze wszystkim znany – ot dorosłe już rodzeństwo: Sandrine i David próbują przeżyć nad Sekwaną i cieszyć się życiem. Ona – samotnie wychowująca swoją siedmioletnią córkę Amandę nauczycielka, nadal wierzy, że znajdzie swoją drugą połówkę, z którą będzie mogła celebrować poranki. On, 24-letni romantyk, próbuje przetrwać, chwytając się każdej pracy tak jak Horacy chwytał dni. I tak będziemy śledzić ich płynące życie, skropione czerwonym winem i pachnące ptysiami, aż do momentu tragedii.

Tragedia, przychodzi znikąd, bez zapowiedzi czy to narracyjnej, czy też formalnej. “Na zawsze razem” dokumentując zamach terrorystyczny, w niespełna paru minutowej sekwencji oddaje hołd wszystkim ofiarom ostatnich lat. Ten najbardziej wyciszony fragment filmu, zaskakuje nas równie mocno co samego bohatera, równie mocno co niegotowy na kolejne śmierci Paryż. Mikhael Hers nie próbuje jednak uczynić z tej przeszywającej, realistycznej sekwencji, popisu twórczego, bo przez chwilę nie liczy się historia Davida, a odnalezionych przez niego ciał.


Zobacz również: Recenzję “Jokera” z Wenecji

Clou opowieści stanowi jednak to co nastąpi po śmierci Sandrine, czyli wzajemna terapia Davida i jego siostrzenicy Amandy, którą od teraz będzie musiał się zajmować. Dla dotychczas wolnego ptaka imiającego się wszystkich robót świata, ta sytuacja wiąże się z wielką odpowiedzialnością i diametralną zmianą stylu życia – od teraz będzie musiał wstawać o określonych godzinach, mniej imprezować, być bardziej zdyscyplinowany. Stąd też dylematy – czy na pewno chce się tego podjąć, czy nie lepiej skorzystać z usług pobliskiej jurty, czy jest gotowy by zostać “prawie-tatom”. Wreszcie, czy będą razem w stanie przeżyć i jakoś zapomnieć o żałobie po stracie najbliższej im osoby.

Gdzieś jednak, mimo przeszywającej sekwencji śmierci, trudno było mi emocjonalnie wejść w opowieść o Davidzie. Powodów jest klika: Isaure Multrier, wcielająca się w rolę Amandy, często wybijała mnie z rytmu seansu, sama tematyka “opiekuna prawnego” nadal o niebo lepiej ograna była w arcydzielnym “Manchester By the Sea”, a poza chwilowym przebłyskiem geniuszu, Hers kręci swój film w sposób skrajnie bezpieczny formalnie, nie siląc się na żadne ryzyko, prowadząc fabułę w sposób dość przewidywalny.


Zobacz również: Recenzję filmu “Ad Astra” z Wenecji

Nie oznacza to jednak, że “Na zawsze razem” jest filmem złym. Nie – jest produkcją skrajnie poprawną, korzystającą z dobrodziejstw gatunkowych melodramatu, ze znakomitą – bezsprzecznie – rolą Vincenta Lacoste’a, który wygrywa cały film oczami i swoją wyluzowaną, niezwykle zwykłą kreacją Davida. Ba, choć druga połowa filmu jest znacznie gorsza, to nadal śledzi się ja z zainteresowaniem, głównie dla relacji naszego protagonisty z sąsiadką Leną, romansu stającego się szybko najciekawszym i porywająco efemerycznym wątkiem całej opowieści (szkoda tylko, że jest go tutaj tak mało, a Hers nie dostrzega drzemiącego w nim potencjału).

“Na zawsze razem” choć na tle innych wypada wyjątkowo dobrze, i tak finalnie staje się jedynie jedną z kilkuset produkcji w konstelacji francuskiej współczesnej kinematografii. Jednak nie sposób nie przyswoić ciepła bijącego z ekranu, nawet gdy na opowiadaną historię w pewnym momencie zaczyna brakować pomysłu. A szkoda, bo w kreacjach Lacoste’a czy Martin tkwił potencjał na więcej. Ale z drugiej strony czasem można przełknąć gorycz niewykorzystanych szans, by celebrować po prostu niezłe kino. Szczególnie w takie, niby zwyczajne, piękne dni jak obecne.

3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.