Mandy, Velvet Midnight i kasety wideo – Rozmawiamy z dyrektorami Octopus Film Festival [WYWIAD]

Druga edycja festiwalu Octopus Film Festival za nami, a jako, że dla mnie jest to bardzo ważny projekt filmowy, postanowiłem porozmawiać z ludźmi, którzy wkładają w niego całe swoje serce, dyrektorami festiwalu: Krystianem Kujdą i Grzegorzem Fortuną. Będzie trochę o miłości do kina gatunkowego, wymarzonych pokazach i przyszłości festiwalu. Będzie też o nowym projekcie, przyszłości i radości z kina – bo tym jest właśnie Octopus. Czystą radością z bycia kinomanem.

Jako że druga edycja Octopusa już za nami, nie wypada mi nie zapytać: jakie będzie jedno, szczególnie bliskie wam wspomnienie z tegorocznego festiwalu? 

Krystian Kujda: Dla mnie był to moment, w którym publiczność przyjechała na miejsce Seansu Ukrytego i w konsternacji kręciła się po płycie lotniska. Otworzyliśmy wówczas wielkie drzwi hangaru, za którymi krył się ekran kinowy czekający na seans „Top Gun” i podświetlone kolorowymi lampami samoloty. Dźwięk, który wydała z siebie zachwycona publiczność, był niepodrabialny.

Zdjęcia ze specjalnego pokazu “Top Gun” by Michał Szymończyk

Grzegorz Fortuna: W moim przypadku też będzie to moment związany z reakcją publiczności, a mianowicie samo otwarcie festiwalu, podczas którego pięćset osób czekało na „Pulp Fiction” z udziałem Tomasza Knapika i Krystyny Czubówny. Gdy rozległy się gromkie brawa widzów zajaranych pokazem, dotarło do nas, jak bardzo publiczność czekała na ten festiwal. Z nawiązką wynagrodziło nam to wielomiesięczną pracę nad festiwalem. No i było to niesamowicie miłe uczucie.

Pozwólcie, że w najbliższych paru pytaniach zahaczymy o program. Po pierwsze, główny gość festiwalu i bohater retrospektywy Sergio Martino. Jakie macie wspomnienia z obcowania z jego kinem, dlaczego i kiedy stał się on dla Was tak ważny? 

KK: Z filmami wyreżyserowanymi przez Sergia Martina obcowałem już jako dzieciak buszujący w osiedlowych wypożyczalniach kaset wideo. Co zabawne, nie wiedziałem wówczas, kogo filmy tak naprawdę oglądam, bo Martino (jak wielu włoskich twórców) znaczną część z nich nakręcił pod pseudonimem. Robił to, żeby podbić amerykański rynek. Co prawda niezbyt mu się to udało, ale z całą pewnością podbił świat polskich wypożyczalni czasów transformacji. Natomiast w kontekście festiwalu bardzo zależało nam, żeby zaprosić jednego z ostatnich mistrzów włoskiego kina gatunkowego. Martino należy do wąskiego grona włoskich reżyserów, do filmów których coraz częściej się wraca, między innymi dzięki Quentinowi Tarantino.

GF: Zaryzykowałbym tezę, że twórcy tacy jak Martino są absolutnie najciekawszymi rozmówcami ze świata filmu. Co prawda Martino nigdy nie stał się reżyserską gwiazdą, jak Dario Argento, ale ma na koncie sześćdziesiąt filmów reprezentujących wszystkie gatunki, był świadkiem złotej ery włoskiego kina gatunkowego, dzięki czemu jego wiedza jest wprost niezwykła, a niektóre historie i anegdoty naprawdę niesamowite – jak chociażby ta o spotkaniu z Bruce’em Lee. Poza tym Martino ma na swoim koncie kilka fantastycznych filmów, jak chociażby „Dziwny zwyczaj pani Wardh”, jedno z najlepszych gialli w historii kina. 

Spotkanie z Sergio Martino podczas 2. edycji “Octopus Film Festival”

Po drugie, Nowe Kino Gatunkowe, które zgodnie z zapowiedziami Grzegorza, niedługo może przerodzić się w konkurs. Ale póki konkursem nie jest mogę sobie pozwolić na takie pytanie: gdybyście mieli wyróżnić jeden film Złotą Ośmiornicą, to który film z selekcji by go otrzymał i dlaczego? 

KK: Zdecydowanie „Mandy” Panosa Cosmatosa! Według mnie to najlepszy horror ubiegłego roku – z jednej strony niezwykle autorski i art-house’owy, z drugiej garściami czerpiący z kina gatunków. Ten film zasługuje, aby pokazywać go na wielkim ekranie, więc w ramach działalności Velvet Spoon wprowadzimy go do limitowanej dystrybucji już 18 października. 

GF: Krystian zabrał już „Mandy”, więc ja postawię na „In Fabric”, czyli sensualny, piękny, oldskulowy horror określany mianem „Suspirii rozgrywającej się w domu towarowym”. Dla mnie to jedno z najciekawszych odkryć roku.

Pozostając przy “Mandy”, czy uważacie, że w Polsce można wprowadzić zwyczaj midnight movies i jeśli tak, to czy macie w planach to właśnie uczynić?

GF: Tak jest! 18 października w ramach projektu Velvet Midnight wprowadzamy „Mandy” do limitowanej dystrybucji na nocnych pokazach. To trochę test, czy taki model się u nas przyjmie, więc trzymajcie proszę kciuki za dobrą frekwencję! 

Specjalny pokaz “Mandy” na Szańcu Jezuickim

Po trzecie, postapo i cyberpunk w tym roku łączyły zarówno klasyki gatunkowe, jak i arcydzieła kina artystycznego. Czy to droga, którą chcecie obrać (w rozumieniu, czy mamy spodziewać się więcej mistrzów pokroju Tarkowskiego), a także w jaki gatunek chcecie wejść po postapokalipsie (i czy Mleczny Piotr jest na to gotowy?)? 

GF: Jeśli chodzi o pierwsze pytanie – zdecydowanie tak! Mamy wrażenie, że w Polsce (i, szerzej, w Europie) festiwale skupiają się przede wszystkim na kinie autorskim. My stawiamy na gatunkowe, ale, trochę z przekory, chcemy niejako „odzyskiwać” dzieła mistrzów dla kina gatunkowego. Jasne, „Stalker” to artystyczne arcydzieło, ale to przecież też kawał doskonałego postapo, które zapoczątkowało wiele trendów w popkulturze i stało się pewnego rodzaju zapowiedzią tragedii w Czarnobylu.

KK: Co prawda pracujemy już nad programem trzeciej edycji, ale nieco za wcześnie, żeby wyrokować, jeśli chodzi o konkretne cykle pokazów. Możemy natomiast zdradzić, że nieustająco poszukujemy nowych wyjątkowych przestrzeni na seanse festiwalowe, więc możecie się spodziewać, że do ulicy Elektryków i Mlecznego Piotra dołączą nowe miejscówki.


Zobacz również: Przewodnik po Octopus Film Festvial 2019

Jedną z największych premier Octopusa była bez wątpienia “Mowa Ptaków”, którą Velvet Spoon niedługo wprowadzi do kin. Jakie były wasze pierwsze wrażenia związane z najnowszym dziełem Xawerego Żuławskiego? 

GF: Pierwszym wrażeniem była chyba konsternacja, bo „Mowa ptaków” to film pod każdym względem nieortodoksyjny i niepodobny do niczego innego. Jednocześnie mieliśmy wrażenie, że to film bardzo ważny, zarówno ze względu na hołd dla jednego z najciekawszych twórców w historii polskiego kina, jak i wątki współczesne, celnie komentujące polskie problemy społeczne. Każdy szanujący się dystrybutor chciałby mieć „Mowę ptaków” w swoim portfolio, więc nie zastanawialiśmy się długo.

Specjalny pokaz “Mowy Ptaków” na Octopus Film Festival. Film w kinach od 27.09. Dystrybucja: Velvet Spoon.

Podczas oglądania w tym roku “Bolero” pomyślałem, że jedyne czego brakuje to konwencji kina samochodowego, kiedy film ogląda się z bagażnika swojego pick-upa (czy też pick-upa rodziców). Czy mariaż z seansami tego typu przemknął wam kiedyś przez myśl? 

KK: Zrobiliśmy już jedno podejście do kina samochodowego w ramach 20. edycji Festiwalu Filmów Kultowych. Pokaz ten zakończył się frekwencyjnym sukcesem, choć nie do końca byliśmy zadowoleni z jego formuły. Teraz jesteśmy już bogatsi o to doświadczenie, więc planujemy wrócić do tematu podczas jednej z najbliższych edycji i zrobić to totalnie po naszemu.

W zeszłym roku “The Room”, w tym roku “Pulp Fiction” z Krystyną Czubówną (+ Tomaszem Knapikiem), co skłania mnie do pytania. Jakie jest Wasze podejście do oglądania filmów z lektorem? 

KK: Bardzo lubię oglądać filmy z epoki VHS-ów i niezwykle cenię pracę Szołajskiego, Knapika czy Kozioła, ale wydaje mi się, że Octopusowe pokazy specjalne z lektorami na żywo to trochę inna kategoria. Podobnie wygląda sprawa w przypadku pokazów VHS Hell Live, podczas których lektorzy improwizują dialogi na żywo. To bardziej występ, podczas którego wiele może się zdarzyć. Trudno porównać to z oglądaniem filmu z lektorem na przykład w telewizji.

GF: Lubię czasem obejrzeć coś w wersji z lektorem, ale raczej muszą być to starsze filmy, z lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. Oglądanie nowości w wersji z lektorem zazwyczaj mi nie odpowiada (chyba że są to jednorazowe strzały typu „Blood Drive” z Tomaszem Knapikiem).

Gdybyście to Wy mogli programować “Malinobranie” jaki jeden film z pewnością by się tam znalazł i dlaczego? 

GF: W moim przypadku byłoby to „Barb Wire”, wspaniale przetłumaczone na polski na „Żyletę”. Ten film jest tak kuriozalny, że absurdomierz eksploduje w ciągu pierwszych kilku minut. To w końcu kino postapokaliptyczne, będące nieformalnym remakiem „Casablanki”, w którym główną rolę odgrywa Pamela Anderson. 

KK: Postawiłbym na „Cool as Ice”, czyli „Miłość w rytmie rap”. Ten film jest esencją początku lat dziewięćdziesiątych i reprezentuje wszystkie grzechy ówczesnej popkultury – od strojów po muzykę. Oczywiście nie muszę dodawać, że efekt jest wspaniały.


Zobacz również: Octopusowy Ostatni dialog filmowy z Michałem Oleszczykiem – MALINOBRANIE, czyli za co kochamy bardzo złe filmy

Octopus proponuje całkowicie niezwykłą i w Polsce nadal niepopularną formę obcowania z filmami – ludzie spokojnie przychodzą z piwem na seans, mamy do czynienia z kinem plenerowym. Stąd też pytanie – w jakim stanie w Waszej opinii jest polska społeczność filmowa i czy ta kultura obcowania z kinem rozwija się w naszym kraju, czy też wręcz przeciwnie? 

KK: Chyba w każdej dziedzinie naszej okołofilmowej działalności stawiamy na odbiór kultowy i staramy się podkręcać emocje związane z kinem. Mam wrażenie, że publiczność coraz bardziej przekonuje się do tego modelu odbioru kina.

GF: W kulturze audiowizualnej można dostrzec coraz większą tendencję do tego, żeby oglądać filmy samemu w domowym zaciszu. Tymczasem kino zawsze było doświadczeniem kolektywnym. Pewnie się narażę, ale nienawidzę Netflixa promującego model polegający na wchłanianiu godzin treści audiowizualnych na tablecie czy laptopie. Za pomocą dodatkowych atrakcji staramy się pokazać widzom, że kino nadal może być świetną przygodą i niepowtarzalnym doświadczeniem. Mam wrażenie, że udaje nam się dotrzeć do coraz szerszych kręgów publiczności i zarazić ich naszym podejściem do kina.

Mortal Kombat na Octopus FIlm Festival

Wyobrażając sobie, że macie nieograniczony budżet, a do dyspozycji cały glob jak wyglądałby zainscenizowany przez Was seans wymarzonego filmu? I dlaczego akurat tego?

KK: Pokaz pierwszej części „Rambo” w kanadyjskim miasteczku Hope, w którym kręcono film. Być może wybór miejsca, które jest jednocześnie lokacją filmową, nie jest zbyt oryginalny, ale raz, że to miasteczko niewiele zmieniło się od początku lat 80., a dwa, że jest niezwykle uroczym miejscem, które bardzo chciałbym kiedyś odwiedzić. 

GF: „Towarzystwo wilków” Neila Jordana w towarzystwie… prawdziwych wilków. Brzmi jak totalne szaleństwo, ale naprawdę to rozważaliśmy. Niestety koszty okazały się nieco zbyt wysokie. 

Kończąc, nie wypada nie zapytać mi o przyszłą edycję, na której na pewno się widzimy. Czy macie już jakąś koncepcję, w którą stronę chcecie rozwijać macki ośmiornicy? Jakąś ideę retrospektywy? Czy na wszystko przyjdzie jeszcze czas? 

GF: Serdecznie zapraszamy! Bardzo chcemy rozwijać festiwal równocześnie w kilku kierunkach. Pierwszy z nich to jeszcze bardziej rozbudowane i immersyjne pokazy specjalne. Drugi związany jest z gośćmi, których będziemy zapraszali na festiwal. Planujemy, żeby z każdym rokiem było ich więcej, uderzamy też powoli do kultowych twórców kina gatunkowego, których bardzo chcielibyśmy zaprosić do Polski.

KK: Trzeci dotyczy wspomnianego wcześniej konkursu – bardzo nam zależy, żeby pokazywać na Octopusie najnowsze ambitne filmy gatunkowe z całego świata, a bez konkursu jest to niełatwe. Mamy nadzieję, że konkurs pozwoli także zapraszać do Polski ich twórców. Niezwykle cieszymy się, że druga edycja Octopusa spotkała się z tak doskonałym odbiorem, to pozwala nam wierzyć, że nasz festiwal ma szanse zaistnieć na mapie europejskich festiwali filmowych. Kilka lat temu nie byliśmy pewni, czy w ogóle damy radę zrobić festiwal bez odpowiedniej infrastruktury kinowej (multipleksy odpadają ze względu na specyfikę filmów), teraz wiemy już, że jesteśmy na dobrej drodze i musimy konsekwentnie się jej trzymać.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.