KulturaLiteraturaRecenzje

“Moje życie jest moje”, czyli w poszukiwaniu wolności [RECENZJA]

Maciej Kędziora
fot. Materiały promocyjne książki Remigiusza Ryzińskiego

Uprawianie seksu z osobą, którą się kocha, może być tak samo rutynowe jak codzienne mycie zębów, powiedział niegdyś Michel Foucault. Autor Historii seksualności, którego wpływ na twórczość Remigiusza Ryzińskiego jest niezaprzeczalny (dość wspomnieć, że Ryziński za swoje śledztwo Foucault w Warszawie był nominowany do Nike), pojawi się również w jego najnowszej książce Moje życie jest moje jako bohater jednego z akapitów. Jednak jego myśli będą tętniły w całości najnowszego dzieła polskiego filozofa – dzieła, opisującego życie osób, które za wszelką cenę próbują się od tej rutyny odciąć.

Będzie ich sporo; Emma i Karol są swingersami, Fatima dominą, Hanka uprawia sporo seksu nie szukając zobowiązań, a Paweł każdy wolny wieczór spędza z mężatkami w swoim pieczołowicie wyczyszczonym mieszkaniu. Mało które z nich szuka miłości, bo albo już ją mają, na ten moment jej nie poszukują, albo, na skutek różnych kolei losu, przestali w miłość wierzyć. Ryziński nie będzie ich w żaden sposób oceniać – by uwiarygodnić wszystkie swoje opowieści, w różne rozdziały wplata swoje własne życie. Bo, jak napisze w posłowiu, ta prawda jest właśnie istotą literatury faktu. 

Paradoksalnie, mimo że bohaterowie, których spotyka autor mają może ciekawsze historie od niego samego, to właśnie opowieści akademickiego wykładowcy nie mają sobie równych. Ryziński rozdziały z pierwszej osoby zaznacza nie tylko formą gramatyczną, ale i unikalną rysą jego percepcji świata. Narrację przepuszcza przez filtr literatury kluczowej dla tematyki seksualności i gender. Dostaniemy więc nie tylko Foucaulta, ale i Virginię Woolf z jej kanonicznym dla feminizmu “Własnym pokojem”. 

Ryziński w swoich autobiograficznych wątkach kreśli również mapę Warszawy, opisując zapomniane, czy nieznane szerszemu gronu kluby (w tym kluby gejowskie), albo zamknięte kino porno, miejsce licznych schadzek par/singli. Stolica nie z pierwszych scen gazet, niczym w jego najgłośniejszej dotychczas książce, tętni życiem i samotnością. Przecinające się co wieczór te same osoby, szukający uniesień single i zmęczeni życiem ludzie po 40-tce wieczorami spotykają się w tych samych miejscach, by razem, acz osobno, wypełniać sobie luki wolnego czasu.

fot. Okładka książki “Moje życie jest moje”, Wydawnictwo Czarne

Moje życie jest moje już w tytule wskazuje jak do historii swoich bohaterów będzie podchodził autor. Nieoceniająco, nienegująco, z pełną otwartością do ich fetyszy, upodobań (oczywiście do momentu, gdy godzi się na nie druga strona), jednocześnie nie idealizując żadnych potrzeb. Ryziński nie będzie wskazywał palcem i twierdził: “to jest dobre, a to złe”. Ich życie jest ich, a autor zapożycza jedynie pewne wątki na rzecz swojej historii. By zwrócić uwagę, że Polska, mimo silnego tabu, również jest światem fetyszy, zróżnicowania pod względem orientacji i fantazji erotycznych. 

Nie chodzi o seks/Chodzi o wolność. Ale o seks trochę też. To zwieńczenie jednego z rozdziałów, podsumowuje wszystkie historie, spisywane i współprzeżywane przez Ryżyńskiego. Wspólnym epitetem jest poszukiwanie wyzwolenia, osiągane różnymi środkami; przypadkowym seksem, narkotykami, podejmowanym ryzykiem. Nie wszystkie ścieżki do seksualnego wyswobodzenia doprowadzą do celu, czasem stając się jedynie iluzorycznym substytutem szczęścia. Mało kto jednak, nawet w takim przypadku, zdecyduje się na słowo “żałuję”. 

Podchodząc z nieukrywanie wysokimi oczekiwaniami wobec nowej książki Ryzińskiego, głównie ze względu na jego wcześniejszą nominowaną do Nike powieść, jak i poruszanie tematu seksualności Polaków i Polek, bardzo zaniedbanego przez literaturę faktu, bałem się, że albo się zawiodę, albo przez istotę tematyki będę nią ślepo zafascynowany. Finalnie jednak autorowi udało się zachować dobry bilans między dwoma kluczowymi dla tej literatury aspektami: balansem między informatywnością, a emocjonalnością historii. Czyli de facto nie można było prosić o więcej. 

Jeśli jednak miałbym znaleźć zarzut, który należy krytycznie postawić jednemu z najnowszych wydań Wydawnictwa Czarne, to byłby to zdecydowanie nierówny poziom poszczególnych historii. Trudno oprzeć się wrażeniu, że o ile Emma i Karol w pełni otworzyli drzwi do swingującego świata ich relacji, o tyle parę innych historii nie miało w sobie na tyle rozpoznania tematu, jakby pojawiły się tylko jako pewien przykład konkretnego świata uczuciowego, bez pogłębienia ich opowieści. 

Moje życie jest moje to pozytywny sygnał, że książki takie jak “50 twarzy Tindera”, opowiadające o seksualności rodaków i rodaczek, nie pozostaną wyjątkiem od reguły milczenia na temat relacji erotycznych w naszym kraju. A gdy do tego dodamy fakt, że Ryziński jest naprawdę znakomitym słuchaczem cudzych historii (choć, jak sam podkreśla, był uczestnikiem sporej ilości opisywanych sytuacji), tworzy nam się jeden z ważniejszych portretów tak rzadko opisywanej sfery w naszej literaturze. Pozostaje mieć nadzieję, że nie ostatni.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.