48. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmyRecenzje

Mała, groteskowa Apokalipsa. „Fin del Mundo?” Piotra Dumały [RECENZJA]

Maciej Kędziora
fot. Materiały prasowe 48. FPFF

Jak zadać pytanie o koniec świata? W alternatywnej rzeczywistości byłby to tytuł traktatu filozoficznego, w realiach rodzimej kinematografii motyw przewodni najnowszego filmu Piotra Dumały. Fin del Mundo? to propozycja pojawiająca się w kinowym repertuarze okołozaduszkowym. Jaki jest koniec wszystkiego w wyobrażeniu jednego z najważniejszych polskich animatorów? Przeraźliwie zabawny.

Określenie okołozaduszkowe jest tutaj na miejscu. Mieszkająca w domostwie na skraju rzeczywistości rodzina, wzięta jakby z Czechowa (Dumała w wywiadach wspomina, że chciał kiedyś zrealizować Trzy siostry, ale projekt podupadł; niemniej podobieństwa można dostrzec choćby w imionach, jak w postaci Gabrieli Muskały, Maszy), składa się z żywych ludzi i żywych trupów. Wśród pierwszych jest główny bohater Waldi, strażnik na lotnisku z rentgenem w oczach. Martwi są z kolei jego rodzice, którzy jednak wciąż zamieszkują piwnicę. Przychodzą na śniadanie (choć nie muszą jeść), wtrącają się w wybory dzieci, nie potrafią zostawić ich w spokoju. Opuszczenie piwnicy byłoby przecież już faktycznym pożegnaniem się z minionym żywotem.

Nic nie ma sensu, a jednocześnie wszystko ma sens. Jedna z teorii dotyczących animacji mówi, że  zabawa jest zawieszeniem niewiary. To artysta ustala zasady rządzące światem, kreuje jego logikę, jest stwórcą, nierzadko jednostkowym, zastanego świata. Dumała transponuje tę ideę na kanwę kina aktorskiego. Sam, jako reżyser i scenarzysta, nagina zastaną rzeczywistość. Możemy się w niej równo łatwo odnaleźć, jak i odbić. Nonsens, jaki napędza Fin del Mundo?, polaryzuje. Szczęśliwie, w skrajnościach, jakie nominalnie zapisane są w stylistyce aktorskiego kina twórcy (czy to treningu cierpliwości w Lesie, czy akceptacji surrealizmu Ederly), odnalazłem się po stronie zwolenników. Z perspektywy zasłyszanych rozmów, pozostaję chyba w mniejszości.

Trudno mi jednak nie było złapać się na ulubiony argument każdej refleksji, czyli sprowadzenie całości ad absurdum. Zapisany nam wszystkim koniec, ciążący przez całość dzieła, jest rozładowany swoim brakiem znaczenia. Martwi przeżywają. Rajem okazuje się daleka Argentyna. Sztuka umierania składa się z pojedynków pistoletowych, będących kontrapunktem ostatniego aktu nowego Johna Wicka.  W strzeleckim starciu rodem z XIX-wiecznej powieści Mariusz Bonaszewski może w pełni rozwinąć  swój komediowy potencjał. Jakby tego było mało dochodzi do zatargów między wywiadami i afer w pociągach pod międzynarodowym nadzorem.

fot. Materiały prasowe 48. FPFF w Gdyni, Manana

Rzeczony absurd w pełni uosabia obsada, które świetnie odnajduje się w konwencji Dumały. Wspomniany Bonaszewski, stały współpracownik reżysera, jako rozedrgany, dumny pułkownik, szarżuje w sposób fanatycznie fascynujący. Gabriela Muskała udowadnia, że jest jedną z najlepszych aktorek komediowych, maskując frustrację Maszy za rozedrganym uśmiechem. Prawdziwymi odkryciami byli dla mnie zarówno nestor jak i nestorka (Stanisław Brudny i Helena Norowicz) wyjątkowej familii. Mimo że ponownie pojawiają się u twórcy Lasu, to dopiero teraz poruszyli mnie swoją kruchością, humorem i niesamowitą energią jaką wypełniali willę.

W tym wszystkim bolesny jest acharyzmatyczny protagonista – świadomie zaprojektowany jako kontrast do otoczenia. Niestety, celowość tego zabiegu nie broni dysproporcji między zaintrygowaniem, jakie wypełniało wszystko, co poboczne, a znużeniem głównym wątkiem. To w nim kryją się wszystkie obecne w Fin del Mundo? wady. Zbyt długie wąsy niektórych żartów, pewna bardzo zła sekwencja w pociągu (rodem z tez Niny Menkes z eseju Brainwashed).

Prowadząc rozmowy o najnowszym dziele Dumały, często stawiałem się w roli jego obrońcy. Jest to bowiem propozycja odważna, poniekąd drapieżna w podejściu do konwenansów. Fin del Mundo? jest wręcz antytezą podręcznikowego przykładu. W miejsce harmonii światem przedstawionym rządzi chaos, bohaterowie tkwią w błędnym kole, wyróżniając się konkretnymi cechami. Mało co zmienia się tu na przekroju 80 minut – nie musi. Uwięzienie w stagnacji jest kolejną refleksją, jaką próbuje podjąć autor. Od nieuchronności nie ma ucieczki. Niezależnie, czy los spróbuje uczynić z nas Bohaterów, wojowników o szeroko pojętą honorowość (miejscami znajdują się tutaj rymy z Kosem Pawła Maślony), czy też miłośników spokoju. Każdego z nas dogoni Koniec.

Jak odpowiedzieć na pytanie o Apokalipsę? Być może tak jak Dumała. Poszukując w nonsensie sensu. 

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.