“Kurier”, czyli kolejne rozliczenie Pasikowskiego z historią [RECENZJA]

Temat Powstania Warszawskiego jest jednym z najbardziej eksploatowanych przez rodzimych filmowców epizodów II wojny światowej – czy to przez adaptacje kultowej lektury Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec, odrestaurowane i sfabularyzowane materiały archiwalne w Powstaniu Warszawskim (2014), czy też wielkie widowiska kina akcji w postaci Miasta 44. Mnogość filmów nie idzie jednak ramię w ramię z ich jakością, często niedomagając narracyjnie i scenariuszowo (to w szczególności przypadłość dzieł Komasy), bądź też popadając w zbytni patetyzm. Inaczej miało być przy najnowszej megaprodukcji sponsorowanej przez PISF i Muzeum Powstania Warszawskiego, czyli Kurierze, opowiadającym historię Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Zdawać by się mogło, że Władysław Pasikowski wrócił do kręcenia filmów tylko po to, by skonfrontować się z największymi bolączkami rodzimej polityki historycznej. Rozpoczął od polskiego antysemityzmu w świetnym Pokłosiu, by potem sportretować jedną z najbardziej polaryzujących postaci, czyli Ryszarda Kuklińskiego w dość udanym Jacku Strongu. Tym razem podjął temat pozornie mniej kontrowersyjny, bowiem postać Nowaka jest respektowana i podziwiana przez wszystkie opcje polityczne – choć i tak nie bał się on wejść w trudny dialog o sens Powstania Warszawskiego, które to wzbudza coraz więcej wątpliwości.

Kurier będzie ukazywał drogę Nowaka z Londynu do Warszawy, w celu doręczenia generałowi Borowi-Komorowskiemu mikronagrań ukrytych w pędzlu do golenia i przekazania najnowszych rozkazów londyńskiego rządu w sprawie akcji “Burza”. Oczywiście, przeprawa będzie związana z pokonaniem wielu przeciwności: niechęci generała Tatara do naszego posłańca (która w pewnym momencie przerodzi się w jawny sabotaż jego działań), przebiciem się przez obstawioną esesmanami linię frontu i wreszcie kontakt z łączniczką w okupowanej stolicy. To wszystko na tle rozgrywającej się wielkiej gry między Aliantami, dzielącymi swoje strefy wpływów i widmem inkorporacji Polski jako kolejnego regionu imperium Stalina.

Ów rozgrywka polityczna będzie najciekawszą częścią produkcji. Pasikowski świetnie oddaje realia przedpowstańczej Warszawy, w której to ścierały się dwa przeciwne obozy – propowstańcze (na czele z Chruścielem-Monterem (Zbigniew Zamachowski) i cicho wspierającym partyzantkę premierem Stanisławem Mikołajczykiem) i antyrewolucyjne (pod przewodnictwem Bora-Komorowskiego). Każdy pojedynczy dialog, rozkaz, niesie za sobą dramatyczne skutki, gdyż dowódcy nie tylko decydują o poświęceniu własnej głowy, ale również skazaniu na śmierć tysięcy niewinnych AK-owców. Nasz protagonista będzie natomiast zawieszony między dwoma obozami, niemniej jednak to on będzie musiał podjąć kluczową decyzję dla całej operacji.

Na swoje nieszczęście twórca legendarnych Psów do tego pasjonującego thrillera politycznego wplata wiele niepotrzebnych wątków. Począwszy od quasi-romantycznej historii Nowaka z Doris (Julie Engelbrecht), przez męczące sekwencje walk, na zbyt patetycznym epilogu kończąc. Zapewne wynika to z tego, że miał w tym przypadku mniej wolnej ręki niż w Jacku Strongu, gdzie dylematy moralne nie pozwalały nam odwrócić wzroku od ekranu. Kurier cierpi również na poważne luki scenariuszowe, szczególnie jeśli chodzi o nastawienie naszego bohatera do Powstania, gdzie, gdyby nie znane mi tło historyczne, nie byłbym w stanie zrozumieć nagłej zmiany w poglądach Jeziorańskiego.

Produkcja ta zmaga się z problemem dysproporcji poziomu – i to nie tylko jeśli chodzi o scenariusz, ale także aktorsko. Choć jestem w stanie przymknąć oko na wiele niedociągnięć warsztatowych wcielającego się w rolę Nowaka Philippa Tłokińskiego (głównie za jego zdolność do płynnego przeskakiwania między grą po polsku a angielsku), to Julie Engelbrecht całkowicie kładzie film, nie będąc w stanie udźwignąć dramaturgicznie swojej roli, przez większość czasu wodząc zagubionymi oczami po ekranie. Podobnie polaryzujący jest drugi plan, bo o ile Wojciech Zieliński, Mirosław Baka i Mariusz Bonaszewski to klasa sama w sobie, o tyle Zbigniew Zamachowski, Nico Rogner i Patrycja Volny całkowicie nie potrafili poradzić sobie z powagą ich postaci (w szczególności postać “Montera” wypadła blado).

Pasikowskiemu udało się jednak, mimo bardzo mocnego patriotycznego wydźwięku, nie popaść w nacjonalizm, znamienny dla produkcji tego pokroju. Unika tutaj jednoznaczności, górnolotnych stwierdzeń i stawiania pomników, ukazując smutek, ból egzystencjalny i dramat młodych ludzi stojących twarzą w twarz ze śmiercią. Twórca Pokłosia odrzuca również klisze kina wojennego pokroju pompatycznych monologów i wszechobecnej tromtadracji, biorąc sobie do serca jedynie gatunkową wizję przeprowadzania militarystycznych starć.

Kurier jest ofiarą naszej filmowej polityki powstańczej, gdzie wielokrotnie przedstawiana na dużym ekranie godzina “W” traci na swoim znaczeniu emocjonalnym. Dlatego też, mimo pewnych “nowatorskich” rozwiązań, najnowszy projekt Pasikowskiego nadal jest odgrzewanym kinem sensacyjnym, która szybko przejdzie bez echa. Choć, jeśli już nasze szkoły mają chodzić na filmy historyczne, to dobrze by był to Kurier, pozostawiający otwartą furtkę do dyskusji na temat sensu Powstania.

2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.