Aktualności

Quentin Tarantino chciał nakręcić film o bohaterze Marvela

Maciej Kędziora
Quentin Tarantino
fot. na zdjęciu Quentin Tarantino

Quentin Tarantino chciał nakręcić o bohaterze Marvela. To zdanie, które nigdy nie myśleliśmy, że padnie. Oczywiście mówiło się o innych uniwersach – o wymarzonym przez twórcę Bękartów wojny, Star Treku, czy o sequelu, któregoś z hitowych filmów w CV reżysera. Jak jednak miało się okazać, bardzo blisko realizacji swego czasu miał być jego projekt komiksowy, w którym opowiedziałby historię jednego z ulubionych bohaterów dzieciństwa, Luke’a Cage’a.

Luke Cage: Hero or Hire, miał być adaptacją kultowej serii komiksów o strażniku Harlemu. Pomysł zrodził się w głowie reżysera jeszcze przed boomem na MCU, niedługo po premierze Wściekłych Psów. Co ciekawe przeciwnością losu nie okazały się prawa o postaci, a…. kłótnie na tle castingowym ze swoimi komiksowymi przyjaciółmi.

Tarantino bowiem w głównej roi widział Laurence’a Fishburne’a, wówczas będącego świeżo po głośnej i nominowanej do Independent Spirit Award roli w Podwójnym kamuflażu. Niestety nie spotkało się to z uznaniem, gdyż każdy z jego grona znajomych proponował jako idealnego kandydata Wesleya Snipesa.

Tak rozmowę wspomina sam reżyser w podcaście Amy Schumer:

– Look, I like Wesley Snipes, but Larry Fishburne is practically Marlon Brando. I think Fish is the man.
– Yeah, but he’d have to get in shape in a big way. Snipes is that way already!
– Fuck that! That’s not that important! Fuck you, you ruined the whole damn thing!

Porzucając pomysł na Luke’a Cage’a, Quentin Tarantino zaczął pisać scenariusz do swojego drugiego filmu, który okazał się jego największym dokonaniem po dziś dzień i przyniósł mu Złotą Palmę na Festiwalu w Cannes (mowa oczywiście o “Pulp Fiction”).

Troszkę gorsza fortuna spotkała Luke’a Cage’a – oczywiście dostał swój własny serial na Netflixie z Mikiem Colterem w roli głównej, ale po dwóch sezonach spotykających się z mieszanym odbiorem krytyki został on bezpowrotnie anulowany.

Źródło: IndieWire, 3 Girls, 1 Keith podcast
Zobacz również: “Tamte dni, tamte noce”: Druga część oficjalnie potwierdzona. O czym opowie?

Jedna odpowiedź do ““Córka boga”, czyli “The Other Lamb” [RECENZJA]”

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.