Nawet nie wiesz, czy bardzo cię kocham [FELIETON]

Dwie pary, dwie Polski i łączące ich dwie kreski na teście ciążowym. Dwie kreski, które szybko staną się ich przekleństwem, końcem wolnego, wyzwolonego życia, końcem marzeń o edukacji i wykształceniu. Z dnia na dzień misternie utkany plan na życie kruszy się na milion kawałków. W głowie dźwięczą słowa: “odpowiedzialność”, “rodzice”, “aborcja”, “adopcja”. W szczególności te dwie ostatnie możliwości rezonują jakoś mocniej, jako efekt presji społecznej i jedyne, rzekomo “racjonalne” rozwiązanie. Pytanie tylko, czy w obliczu niespodziewanego zostania rodzicem powinno się i czy w ogóle można być racjonalnym?

To nie będzie opowieść o jednym z nieudanych wyrobów filmopodobnych Katarzyny Rosłaniec, ani o komedii z Sethem Rogenem i Katherine Heigel w rolach głównych. To historia “wpadek” codzienności, stających się czasem przekleństwem, czasem zbawieniem. Fragment życia Jadzi, Maćka, Martyny i Romka zapisany na taśmie celuloidowej. A wszystko to w duchu myśli Krzysztofa Kieślowskiego – “Można sobie wyobrazić, że życie każdego człowieka to fabuła”.

Pierwsza miłość
Kadr z filmu “Pierwsza miłość” (1974) reż. Krzysztof Kieślowski

 Adopcja/Aborcja

Pierwszej miłości wita nas przeszywająco chłodny gabinet ginekologa. Decyzja Jadzi wydaje się prosta – usunąć. Serce podpowiada – wyjść za mąż, urodzić, odchować, wypuścić na świat. Tak trzeba. Szkoła i rozum podpowiada – usunąć, poświęcić się nauce, w końcu nie jest pewna czy kocha Romka. Tak trzeba. Na tym etapie, w czwartym miesiącu ciąży, brakuje jeszcze kluczowego aspektu wychowawczego i decyzyjnego – “tak chcę”.

Między nami otwierają wspomnienia, zdjęcia z dzieciństwa – w domyśle: tak było. Było szczęśliwie, było radośnie, były wspólne wyjazdy, była namiętność. Będzie dziecko, nie będzie zbliżeń, Maciek mówi jasno: “za dwa miesiące nie będzie nas”. Komputer w pasku zakładek wypełniony jest forami adopcyjnymi. W skrzynce setki wiadomości od chętnych, trwa nieformalny plebiscyt na rodzica roku. Zarówno Martyna jak i Maciek wiedzą, że po narodzinach “ich” już nie będzie. Nie mają świadomości, że tak naprawdę ich już nie ma. Tak jest.

W obydwu przypadkach bohaterowie zrezygnują z pozbywania się potomstwa. Nikt jednak nie będzie negować żadnego z rozwiązań. U Kieślowskiego, zarówno wychowanie dziecka jak i decyzja o aborcji wymagają równie wielkiej odwagi, w osobistym i prywatnym dziele Millera, adopcja nie wynika z niechęci do posiadania potomka, a świadomości, że jeśli oboje nie mogą być ze sobą, przynajmniej znajdą mu godnych rodziców. Bo jak sam wyznaje przed kamerą: “przynajmniej tyle możemy dla niego zrobić”.

Między nami
Kadr z filmu “Między nami” (2017) reż. Maciej Miller

(Nie)Miłość

W kluczowej dla Między nami scenie, Maciek na granicy płaczu wyznaje swojej partnerce miłość. Prawdziwa demitologizacja zakochania. Nie ma tu miejsca na Colina Firtha wykrzykującego uczucie w drzwiach restauracji, nie ma grających w tle fanfar i wzruszonych ludzi. Jest ich dwójka, zaparowany z zimna samochód i przejmująca pustka między nimi. W pewnym momencie pada, ukryte pod plątaniną innych słów “chcę być z tobą”. Skrępowane, niepewne – ale czy w wieku 20 lat można i powinno się mówić takie rzeczy z całą pewnością, nie bojąc się reakcji drugiej osoby?

Maciej Miller jako reżyser i główny bohater w Między nami dokumentuje swój własny strach. Choć w początkowej fazie podkreśla co chwilę, że nie kocha Martyny i nie jest w stanie z nią być, używa najprostszego schematu ucieczki, wypierając wszystko co czuje. Trudno nie mieć wrażenia, że nie ma na myśli tego co mówi – twierdząc, że “nie kocha Martyny”, nie chodzi mu o samą osobę jego długoletniej partnerki. Maciek de facto nie kocha widma stabilizacji, odrzucenia wolnego trybu życia, deklaracji. Bo za nimi stoi ogromne widmo odrzucenia i rozczarowania (kimś, lub samym sobą) – a to pierwsze boli najbardziej.

Kadr z filmu “Między nami”

U Kieślowskiego ckliwych momentów jest jeszcze mniej. Choć przyznawał on, że większość scen była skutkiem pewnych prowokacji i manipulacji (czy też podsuwania parze tematów do dyskusji), kreuje on bardzo szczery portret związku. Na Jadzie i Romka trafił w okolicach początku ich relacji, i był z nimi przez całą ciążę, narodziny, do chrzcin. Dokumentowana przez niego relacja nie ma w sobie typowych miłosnych dogmatów znanych z dużego ekranu – namiętnych pocałunków, wyznań, wspólnych nocy. Nawet ton między małżonkami jakby bardziej oficjalny. Zarówno Jadzia jak i Romek przez cały czas zdają się być stremowani – zarówno obecnością kamery w ich życiu, jak i – a może przede wszystkim – sytuacją w jakiej się znaleźli.


Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki


Miłość Jadzi i Romka to jeden z niewielu przejawów miłości “zwykłej” w historii kina. W ich życiu nie ma czasu i miejsca na schadzki, kwiaty, górnolotne sentencje. Ich uczucie zamyka się w pociągnięciu wałkiem w trakcie wspólnego malowania ścian, wspólnej lekturze poradnika dla przyszłego rodzica, czy też wieczornej edukacji (w końcu Romek nadal się uczy). Pod koniec stoją nad łóżeczkiem swojej córeczki z nadzieją, że będzie się dobrze chowała. Kieślowski dokumentując ich relację świadomie unikał melodramatyczności. Bo miłość Jadzi i Romka nie należy do kina. Należy do nich.

Pierwsza miłość
Kadr z filmu “Pierwsza miłość” (1974) reż. Krzysztof Kieślowski

“Rzeczywistość a film dokumentalny”

Cytowaną przeze mnie tezę o fabularności życia ludzkiego Kieślowski sformułował w swojej pracy dyplomowej, graniczącej z manifestem dokumentalisty. W zgodzie z jej duchem chciał nagrać wiele produkcji, chociażby o zwycięzcy megakumulacji w Totolotku. Poprzestał na jednej.

Do bohaterów Pierwszej miłości twórca Trzech kolorów chciał jeszcze wracać. Ewa Ewunia miała być wielkim projektem, który w kinematografii udał się dopiero wiele lat później Richardowi Linklaterowi w Boyhoodzie. Kieślowski planował rok rocznie odwiedzać Jadzię i Romka by przez parę dni dokumentować rozwój ich córki, ukazując tym samym piękno życia w sposób skrajnie realistyczny. W pewnym momencie zrezygnował. nie dlatego, że materiał okazał się być słaby – bo prawdopodobnie Ewa Ewunia byłaby jednym z najlepszych dokumentów w jego karierze. Zrezygnował, bo Jadzia, Romek i Ewa przestali być sobą i zaczęli grać Jadzię, Romka i Ewę. Ich życie, ich miłość, ich szczęście zaczęły należeć do kina. Kieślowski nie potrafił się na to zgodzić: zawsze chciał, żeby miłość Jadzi i Romka należała tylko do nich.

Między nami
Kadr z filmu “Między nami” (2017) reż. Maciej Miller

Nie wiem czy Maciej Miller kręcąc Między nami przeczytał “Rzeczywistość a film dokumentalny”. Wiem na pewno, że nie musiał tego robić. Chwycił za kamerę, bo jego życie stało się fabułą, historią nawiązującą do klasyków komedii Appatowa, czy melodramatów z lat 90-tych. Chwycił za kamerę, bo obiektyw mógł stać się zarówno dla niego, jak i dla jego partnerki, czy też – patrząc z formalistycznego punktu kinematograficznego – współoperatorki Martyny Krasińskiej, jedyną tarczą. Łatwiej bowiem powiedzieć raniące słowa patrząc w obiektyw Cannona, niźli w oczy ukochanej osoby.


Przeczytaj również: By Krzysztof Kieślowski – sylwetka mistrza i przegląd jego twórczości [FELIETON]

Między nami było terapią dla związku stojącego nad przepaścią. Fragmentaryczną spowiedzią uchwyconą kamerą. Zabieg podobny co w znakomitych Taśmach rodzinnych Macieja Marcisza, opowiadających historię przemocy i znęcania się w rodzinie. W obu przypadkach mamy poczucie, że nie powinniśmy tego oglądać, czytać. Czujemy się jak niechciany podglądacz, niczym główny bohater Okna na podwórze oglądający życie obcych mu ludzi. Jednak w obydwu przypadkach nie potrafimy odwrócić wzroku, pragnąc zobaczyć jak to wszystko się zakończy.

Miłość po miłości

Osiemnaście lat po premierze Pierwszej miłości jest ona pokazywana na retrospektywie reżysera w Niemczech. Na zaproszenie Kieślowskiego na pokaz przyjeżdża mieszkająca tam rodzina – Jadzia, Romek i pełnoletnia już Ewa. Jest chwila wzruszeń, wspomnień, opowieści. A także słodkie potwierdzenie: tytułowa pierwsza miłość dla małżeństwa okazała się tą jedyną. Ktoś mógłby chwycić kamerę i chcieć o tym opowiedzieć. Nie Kieślowski. Bowiem ich dalsza historia nie należy do kina. Nią trzeba po prostu żyć.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.